Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

24.03.2011
czwartek

I nie zmienia się nic, czyli PISFu „ekspertyzy”

24 marca 2011, czwartek,

Zasada jest prosta. By w Polsce nakręcić film z prawdziwego zdarzenia, trzeba się zwrócić o dofinansowanie w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. By je uzyskać, konieczna jest pozytywna opinia tzw. ekspertów, którzy oceniają zaprezentowany im scenariusz, wizję i wszelkie materiały dodatkowe pod kątem artystycznym i merytorycznym. Tak to ma przynajmniej wyglądać w praktyce. Jak jest naprawdę? Ocena najnowszego projektu Przemysława Wojcieszka przez ekspertów PISFu rodzi jedną tylko konkluzję: polska kinematografia tak długo trwać będzie w stagnacji, jak długo decydować o niej będzie krąg uprzywilejowanych.

Projekt Wojcieszka, autora kultowego „Głośniej od bomb” i wchodzącego jutro na polskie ekrany, a wyświetlanego niedawno na festiwalu w Berlinie „Made in Poland”, nosi tytuł „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię”. To opowieść o homoseksualnym związku dwóch dziewczyn: Magdy, która wyrwała się z prowincji do miasta, i młodej slam poetki o pseudonimie Sugar. Tłem romantycznych wydarzeń jest smażalnia kurczaków, w której dziewczyny pracują. Sielanka nie trwa jednak długo. Z misji w Iraku wraca brat jednej z z nich. Konserwatysta i pseudopatriota próbuje położyć kres „chorej” miłości.

Temat odważny, reżyser sprawdzony, forma intryguje. Wielu z nas na ten film czeka. Czekają organizatorzy Berlinale. Ale zdjęć jeszcze nie zaczęto. Z powodu funduszy, o które Wojcieszek od kilku miesięcy walczy w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. Bezskutecznie.

Całość, póki co, promowana jest poniższym, pokazywanym także ekspertom PISFu, klipem.

Po specjalnej, poniedziałkowej prezentacji, eksperci wydali swoje opinie: dwie pozytywne, jedną neutralną i dwie negatywne. Uwagę zwracają oczywiście te ostatnie, wystawione przez reżyserów Wiesława Saniewskiego i Radosława Piwowarskiego. Możemy w nich przeczytać m.in. że „bohaterki są (…) bardzo prostackie i właściwie antypatyczne”, „nie ma tu ciekawych czy zaskakujących zwrotów akcji”, „niezrozumiałe jest dlaczego dziewczyny, które aspirują do bycia poetkami (…) posługują się aż tak kloacznym językiem”, „dziewczyny bez charyzmy, nie za ładne”, a „otaczający je faceci są Odrażający, Głupi, Źli, Chamscy i Pijacy”.

To przerażające, że tak powierzchowne, absurdalne słowa nie pochodzą z jakiegoś populistycznego forum, a oficjalnych pism ludzi, którzy DECYDUJĄ o kształcie polskiego kina.

 

Opinia Wiesława Saniewskiego:

 

Opinia Radosława Piwowarskiego:

***

Komentarz Przemysława Wojcieszka:

Opinie Wiesława Saniewskiego i Radosława Piwowarskiego, jako osób reprezentujących instytucję, która ma wspierać sztukę filmową, zdradzają zdumiewający anachronizm w myśleniu o kinie. Ich wartość merytoryczna jest dla mnie nie do przyjęcia. Takie niesprawiedliwe, powierzchowne i niekompetentne opinie zamykają mi drzwi do właściwej realizacji tego filmu.

Chciałbym, by więcej osób mogło się o tym dowiedzieć. W projekt zaangażowanych jest mnóstwo ludzi, zewsząd słyszę słowa wsparcia – że mam robić to co robię, moje filmy jeżdżą po światowych festiwalach, ale nikt nie zdaje sobie sprawy z jaką rzeczywistością muszę się mierzyć.

Cała sytuacja jest o tyle kuriozalna, że opinie eksperckie, kluczowe przy decyzjach o dofinansowaniu ze strony PISFu, wystawiane są przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o współczesnym kinie, nie jeżdżą na zagraniczne festiwale, a ich wiedza o języku filmowym ogranicza się do tego, co zobaczą pomiędzy Gdynią a Orłami. Nie dość, że ci „eksperci” nic nie oglądają i przekonani są o własnej nieomylności, to jeszcze sami są filmowcami! W opiniach pokroju tych Saniewskiego i Piwowarskiego, często zresztą wystawianych podobnym, nietypowym projektom, widzę coś jeszcze: konformizm. Przecież ekspertami PISFu są często aktywni reżyserzy, których projekty także podlegają podobnym ocenom. Może więc lepiej im nie wychylać się, postępować zgodnie z myślą pani prezes?

Nie pierwsze to takie opinie, jakie otrzymuję od PISFu. Także przy wcześniejszych projektach dostawałem zaskakujące, absurdalne uzasadnienia, ale te przechodzą wszystko. Po uprzedniej, oczywiście negatywnej ocenie ze strony Instytutu, zdecydowaliśmy się złożyć jeszcze jeden wniosek. Był rzetelnie przygotowany, podparty rozległą prezentacją, w którą włożyłem naprawdę wiele pracy i energii. Starałem się zwrócić uwagę przede wszystkim na stronę formalną mojego projektu, czyli coś, o czym w polskim kinie wciąż jeszcze niemal w ogóle się nie mówi. Ale wszystko to na nic, bo oto okazuje się, że moi bohaterowie, kurwa, przeklinają.

Niestety nie mam narzędzi, żeby się przez to przebić. Wydaje mi się, że cała sytuacja skończy się nieotrzymaniem jakiegokolwiek wsparcia i doprowadzi do tego, że będę swój film kręcił w skrajnie partyzanckich warunkach. Przykre to o tyle, że wciąż dzwonią do mnie organizatorzy festiwalu w Berlinie i mówią, że po tegorocznym udziale „Made in Poland” w sekcji Forum, czekają na kolejny projekt. Podczas poniedziałkowej prezentacji w siedzibie PISFu, przez pół godziny przekonywałem dlaczego tak ważnym dla mnie jest, by pokazać ten film na Berlinale 2012. Przekonywałem, że to temat ważny i pożądany. Ale ludzi, którzy pokazują swoje filmy w Koszalinie czy na Prowincjonaliach, to nie interesuje, nie trafia do nich żaden argument. A, że w Berlinie będzie wstyd? Cóż…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 48

Dodaj komentarz »
  1. Pozwolę sobie skopiować moją reakcję na to z innego miejsca w sieci (i liczę na komentarz):
    Caryca Odorowicz w akcji… PISF powinno się nazywać PIGF, bo w ich wypadku „sztuka” często oznacza „gówno”. Powinniście – krytycy filmowi – pójść z nią na wojnę. To wasz obowiązek. Mam nadzieję, że to wasz obowiązek. :)

  2. PISF wspiera setki projektów, festiwale (Era Nowe Horyzonty np. gdzie nagrodzono Wojcieszka), wydawanie książek (np. ostatnio dwa wydawnictwa Krytyki Politycznej) a za JEDEN przypadek dostaje gromkie baty. Jest to moim zdaniem niesprawiedliwe. Jaka „wojna”? Do czego to ma być nawoływanie? Każdy polski film ma ciężko u polskich krytyków :))

  3. Zauważyliście, że polskie środowisko filmowe do złudzenia przypomina PZPN??

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Procedura w której reżyser, aby dostać dofinansowanie z PISF, instytucji utrzymywanej za publiczne pieniądze, musi swój projekt przedstawić pod ocenę kolegów twórców jest.. nie mam słów, poza wulgaryzmami.
    Mowę mi odjęło.
    Czy ja śnię?
    To się dzieje dzisiaj?
    To nie jest relacja z PRL?
    I ocenia to reżyser Saniewski, który korzysta z dotacji Instytutu przy swoim ostatnim filmie?
    Przecież w całym cywilizowanym świecie, coś takiego się nazywa konfliktem interesów.
    Za coś takiego, dyrektor Instytutu powinna być wywalona na zbity pysk z zakazem zatrudnienia w publicznych instytucjach kultury.
    A Piwowarskiemu za „dziewczyny nie za ładne” nie powinno się ręki podawać.
    Co za cham i prostak.

  6. Przemku: przy bardzo dużej sympatii dla Ciebie jak i twoich filmów niepokoi mnie twoja coraz bardziej uproszczona wersja świata: spisek wymierzony w najbardziej utalentowanego polskiego reżysera, który porusza jakieś nieprawdopodobnie kontrowersyjne tematy. Kontrowersyjne dla kogo niby?

    O ile Ty jako osoba bardzo inteligentna, wiesz doskonale, że właściwa ocena znajomości współczesnego kina u tych 2 panów, brak zrozumienia dla twojej wizji artystycznej i poziom recenzji saniewskiego i piwowarskiego świadczy raczej o nich, a nie o instytucji (jak bowiem w tej sytuacji oceniać wysokie i pozytywne oceny dwójki innych ekspertów o czym wspomina autor bloga? Jako wypadek przy pracy, pomyłkę systemu?Może też udostępnisz ich oceny?), o tyle wszyscy, których karmisz swoimi teoriami spiskowymi postrzegają świat w sposób mniej skomplikowany.
    Myślę, że rozumiesz to doskonale i tym bardziej mnie to dziwi.

    Czy internauci, których zamierzasz porwać za sobą na barykady zdają sobie sprawę, że made in poland w 2/3 został zrobiony za pieniądze pisf? Ktoś ten projekt ocenił, komuś nie drgnęła ręka przy przyznawaniu dofinansowania… czy forumowicze wiedzą, że promocja made in poland na Forum w Berlinie i pobyt twórców, czyli też ciebie, był współfinansowany przez pisf? wystarczy poczytać tabele na ich stronie… Sam się tym specjalnie nie chwalisz, bo rozumiem, zasady rewolucyjnego wizerunku są jasne:
    „z pisf, ale bez pisf”.

    A tego jak się zaprezentowałeś na Forum w Berlinie mogą rzeczywiście pozazdrościć ci wszyscy, dla których szczytem marzeń jest wrześniowy koszalin.

    Czy fałszywi pochlebcy, którzy, pamiętasz pewnie, w gdyni 2010 made in poland nie zauważali lub ośmieszali, a dziś obwołują go przełomem w polskim kinie zasługują na twoje uznanie? Chyba nie.

    Mnie tylko cieszy, że wśród „osob reprezentujących instytucję” jak oczywiście felietonistycznie upraszczasz, oprócz Saniewskiego i Piwowarskiego jest także Łukasz Barczyk, Mariusz Grzegorzek, Łukasz Maciejewski, Agnieszka Graff, Grzegorz Królikiewicz, Piotr Marecki, Michał Oleszczyk i wielu innych fajnych ludzi. Konformiści, frajerzy, kolaboranci? Ogolimy im głowy? Aż strach się bać, co będzie kiedy przyjdzie im oceniać twój projekt…

    Przemek, daj się lubić.

  7. O PISF-ie niz złego ani nic dobrego napisać nie potrafię, bo nie interesowałem się do tej pory pracą tej instytucji. Mój kontakt ogranicza się do tego, że w ubiegłym roku byłem ekspertem w jednej z komisji, a tym roku wystąpiłem o finansowanie scenariusza fabuły i do tej chwili nie znam opinii ekspertów ani ostatecznej decyzji. Bardzo mi się spodobał plot scenariusza Przemysława Wojcieszka znany mi ze streszczenia Piotra Plucińskiego. A 4 minuty filmu przedstawionego na prezentacji zachwyciły mnie. Sceny są po prostu piękne, dziewczyny delikatne i prawdziwe. Prawdziwe są też dialogi. Polski język bardzo się zmienił. Niezauważanie tego to socrealizm.
    Bardzo chciałbym zobaczyć ten film.

  8. nicky butt

    Przecież problem nie leży w trafności czy nie trafności oceny projektu.
    W tym czy reżyser dobry czy słaby.
    Czy wcześniejsze jego filmy były dobre czy słabe i przez kogo finansowane.
    Nawet problemem nie jest, czy dostanie te pieniądze od PISF czy nie.
    Naprawdę nie widzisz upokarzającej sytuacji reżysera, który swoim kolegom pod ocenę musi przedstawiać swoje projekty i od ich oceny zależeć?
    Przecież to syf.
    Jeżeli jesteś przedstawicielem środowiska a tak wnioskuję z komentarza, to jak zepsute musi ono być, że nie widzi w tej sytuacji nic niestosownego?

  9. nicky butt

    „Aż strach się bać, co będzie kiedy przyjdzie im oceniać twój projekt…”

    No, uwalą po prostu.
    A co żmiję na własnej piersi będą hodować?
    Nie zwróciłem uwagi na ten akapit bo bym się do Ciebie nie odezwał.
    Sorki

  10. parker
    Mysle, ze mieszasz dwie rzeczy. czym innym jest nietransparentny system ocen eksperckich w pisf, a czym innym ten konkretny przypadek.
    Oceny saniewskiego i piwowarskiego – zgadzam sie z nicky butt – wiecej mowia o oceniajacych niz o ocenianym. Niestety zarazem przysłaniają pytanie, czy scenariusz jest faktycznie swietny, ale zgnojony przez starych dziadow, czy tylko przecietny.

  11. Jak czytam takie opinie jak te dwie, to porostu mi ręce opadają. Czepianie się dla czepiania, co zawsze daje do myślenia. Czy za taką opinią idą prawdziwe przesłanki, czy coś innego? Może wyszukiwanie na silę wad, bo tak one wyglądają, ma inne podłoże którego nie mówi się wprost. Może chodzi o homoseksualizm, a może reżyser jako osoba się nie spodobał (przywoływanie pokazu w Berlinie). Najbardziej nieprzyjemna jest opina Saniewskiego, dlaczego? Bo większość jego zarzutów można byłoby przypisać jego najnowszemu filmowi „Wygrany”. W jego filmie wszyscy bohaterowie mówią doskonałą angielszczyzną, co jak wiadomo jest powszechne. Czepianie się tytułu, no dajcie spokój, on nie wie, że Wojcieszek zawsze tytułem odwołuje się do jakieś znanej piosenki. Kwestia lotu za granice, jeśli nie lecisz pierwszą kasą nie jest wcale drogie, a z paroma przesiadkami można wszędzie dolecieć za grosze. O tym było jakiś czas temu w Faktach, on nawet telewizji nie ogląda? Mógłbym punktować kolejne jego zarzuty, ale po co? Są tak słabe, że ja bez czytania scenariusza daje radę. Nie wiem czy po napisaniu tej recenzji Saniewski nie powinien stanąć przed lustrem i nie splunąć sobie w twarz. U Piwowskiego zabolało doczepianie się doczepianie do wyglądu aktorek, dla mnie w sam raz. Zwyczajne, a zarazem nie zwyczajne. Co do przekleństw ja sam w ogóle nie przeklinam (wiem bardzo dziwne), ale znam takie delikatny dziewczyny, które co drugie słowo dają kurwa. Wydaje mi się, że jest to prawdziwe. W męskim świecie, chcą być męskie.

    Co do projektu, bardzo ciekawie wygląda. Próbka wygląda tak jakby zrobił ją Wong Kar-Wai, zresztą widzę w scenariuszu pewne nawiązania zwłaszcza do „Chungking Express” (praca w knajpie i pragnienie wyjazdu do Ameryki) i „Happy Together”. Podejrzewam zresztą, że Wong miałby podobne problemy ze scenariuszem. No ale u niego nie przeklinają i nie żyje w Polsce. Te wiersze i recytacje to nawiązanie do „Tlenu”? Widzę w tym projekcie duży potencjał. A o Wojcieszka się nie martwię jeśli nie wiedzie drzwiami to znajdzie okno. Więc życzę wytrwałości!

    Cóż, tym recenzjami wystawiają sobie laurkę sami sobie, a zwłaszcza spojrzeniu na kino.

    Ciekawe, czy widzieli jakiś jego poprzedni film, bo to dla mnie największy rekomendacja dla dofinansowania.

  12. Ciekawe co powiedzieli by na poezje Ch. Bukowskiego, jeden z jego wierszu miał tytuł „Fuck”. Treść też nie była za grzeczna.

  13. Czy ktoś wie na czym polegała specjalna poniedziałkowa prezentacja?
    Wynikow 1szej sesji 2011 roku jeszcze na stronie PISFu nie ma.

  14. W PISF nie słyszeli o czymś takim jak etyka.
    I dlaczego boją się nowatorskich projektów (nowatorskich jak na Polskę)? Bo ich komisje składają się z twórców, którzy….. :>
    To tragikomedia.

    @ Mintaj:
    JEDEN przypadek – to jakiś żart, prawda?

  15. @ Marcin Zet

    „Powinniście – krytycy filmowi – pójść z nią na wojnę. To wasz obowiązek. Mam nadzieję, że to wasz obowiązek.”

    Bo ja wiem, czy obowiązek? Na pewno trzeba pisać o nieprawidłowościach i nadużyciach w funkcjonowaniu takich instytucji jak PISF, ale musisz mieć świadomość, że nie mają one znamion przestępstwa, a co najwyżej etycznej degrengolady. Nasza branża jest chora, moralnie skorumpowana. O tym chcę pisać, o tym warto uświadamiać, ale wyjście na barykady niczego nie zmieni. Grunt to uświadamiać, bo wiedza o istnieniu PISF i jego wpływie na polską kinematografię nie jest powszechna, czego dowodzi choćby wpis Mintaja.

    @ parker

    „Procedura w której reżyser, aby dostać dofinansowanie z PISF, instytucji utrzymywanej za publiczne pieniądze, musi swój projekt przedstawić pod ocenę kolegów twórców jest.. nie mam słów, poza wulgaryzmami. Mowę mi odjęło.”

    Dzięki za zrozumienie i wyłożenie esencji całego wpisu. Od wczoraj dostaję sporo wiadomości prywatnych, także od kolegów i koleżanek po fachu. Część z nich (mała, ale jednak) zarzuca mi niekompetencję i podatność na manipulacje ze strony cytowanego Wojcieszka.

    Warto więc to dokładnie wyjaśnić. Nie czytałem scenariusza nowego projektu Przemysława Wojcieszka i nie mam wyrobionego o nim zdania. Nie muszę, bo nie jego szkoda, jako autora (prawdopodobnie, bo decyzja jeszcze nie zapadła) odrzuconego wniosku, jest tu najważniejsza. Sednem sprawy jest uwłaczająca sytuacja, w której twórca filmowy musi prosić swoich lepiej ustawionych kolegów twórców o pomoc, by nakręcić kolejny film. Nie wątpię, że ekspertami PISFu są także prawdziwi fachowcy (sam zresztą znam przynajmniej trzech), ale są też tacy „fachowcy” jak Saniewski i Piwowarski. Ten pierwszy, co trzeba podkreślić, sam musiał ubiegać się o dofinansowanie ze strony Instytutu goszczącego właśnie na ekranach filmu „Wygrany”. Czy to jest zdrowa sytuacja?

    Niechaj nawet mają rację, niech scenariusz Wojcieszka będzie najbardziej pretensjonalnym i niespójnym tekstem, jaki mieli w rękach, ale ich argumentacja potencjalnej jego beznadziei jest zwyczajnie niekompetentna. Dwa spisane na kolanie świstki, pełne odruchowej krytyki i wątpliwych argumentów (jakie znaczenie ma tu np. uroda dziewczyn?) mają stanowić element PROFESJONALNEJ ekspertyzy? Warto dodać, że eksperci PISFu dostają za wystawiane opinie niemałe wynagrodzenie.

    @ absalom

    „Oceny saniewskiego i piwowarskiego – zgadzam sie z nicky butt – wiecej mowia o oceniajacych niz o ocenianym.”

    W tym problem. Powinno być dokładnie na odwrót.

    @ Marcin

    Miałem oczywiście na myśli prezentację projektu Przemysława Wojcieszka, nie prezentację wyników przez PISF.

  16. PP: Ależ rozumiem czego dotyczyła prezentacja. Zastanawiam się po prostu w jakim trybie i przez kogo została powołana; czy chodzi o regularną procedurę naboru? II sesja trwa od 15 marca do 15 kwietnia 2011, wyniki są znane dopiero po jakimś czasie. Jeżeli wszystko odbyło się by the book, eksperci zostali wybrani losowo, z grona powołanego przez Ministra Kultury.

    Co do PISFu, wydaje mi się, że największym niebezpieczeństwem jest to, że dyrektor decyduje o rozdzielaniu pieniędzy (a dysponuje co roku sumą ponad 100 mln) osobiście, jednoosobowo i nieodwołalnie.

  17. @Nicky Butt – kimkolwiek jesteś

    nie wierzę w spiski. nigdy też nie ukrywałem, że moje filmy powstały dzięki wsparciu – najpierw komitetu kinematografii, ostatni zaś – pisfu. jestem daleki od potępiania w czambuł wszystkiego co wiąże się z tą instytucją etc. nie jadę po niej, tylko po patologii tego systemu i to jest chyba jasne

    odbijam się od tej ekspertów tego instytutu od dwóch lat. tak, od dwóch. po rozkładzie firmy rakowskiego – ś.p. producenta moich 3 pierwszych filmów, wiedziałem, że nie znajdę w polsce nikogo, kto byłby w stanie realizować mój pomysł na kino. składaliśmy wnioski niezależnie. za każdym razem były one wzorowo przygotowane przez grupę pasjonatów, z których każdy włożył w projekt mnóstwo czasu i pracy

    po urzędowych 3 miesiącach oczekiwania dowiadywaliśmy się jednak, że niestety
    nie ma bata, ni chuja. możemy przelać na papier trzecią tajemnicę fatimską, a i tak nie ma to żadnego znaczenia. nie stoi za nami baron, którego trzeba się bać, więc luz, można zajebać projekt, nieważne co jest w tekście.

    dobrze pamiętam ja działało to za czasów mojego poprzedniego producenta. dyskretne telefony do ekspertów, bezwstydne blatowanie się z nimi, obietnice przysług i smarowanie kolegom. dobrze wiem, że to nadal tak działa. bo takie jest to środowisko, takie jest to państwo. jest społeczne przyzwolenie na korupcję i trzeba nauczyć się z tym żyć

    zatem po roku ciężkiej pracy, złożeniu wniosku i po tych 3 miesiącach dostajesz do ręki informację, że nic z tego i garść takich jednostronicowych śmieci. kompletnych, niemerytorycznych śmieci, których autorzy nie ukrywają nawet, że jesteś dla nich zerem. naiwnym zerem, które wierzy w kino i wierzy w to co robi.

    przez 2 lata chowałem głowę w piasek. pamiętam wieczory, kiedy siedzieliśmy załamani pytając się, czy może to my jesteśmy pierdolnięci. może to z nami jest coś nie tak, skoro kochamy godarda i cassavetesa. 2 lata temu nie wiedziałem co zrobić. dziś, po nowych horyzontach, berlinale, wiem, że to nie z nami jest problem i nie zamierzam milczeć

    po enh czułem co się święci i za cała kasę z nagrody kupiliśmy sprzęt hd wraz z dżwiękiem i montażem. dzięki temu powstał klip z dziewczynami, jak i teaser do filmu dziedzictwo, którego scenariusz został zmasakrowany 1,5 roku temu jako antypolski paszkwil. punktacja tego wniosku była na wszelki wypadek tak niska, że nie mogliśmy liczyć na jakąkolwiek formę odwołania. tak, to prawda, drogi ekspercie piwowarski, że obiecałem ludziom z berlinale swój nowy film. bez względu na to, czym zakończy się nasze spotkanie, zamierzam tej obietnicy dotrzymać

  18. I tego Ci życzę, abyś pokazał swój nowy film w Berlinie.

  19. Hmmm… Sęk w tym, że niezależnie od tego, czy Przemek ma dać się lubić, czy nie, no ma rację.

    Prawda jest taka, że nie mając pleców, nie targając teczek, nie pijąc przy jednym stoliku nie masz szans na zaistnienie w środowisku.

    Akurat najmniej obwiniałbym PISF, bo mechanizmy ma zdrowe, ino polskie środowisko jest tak skurwiałe, że doprowadziło ten mechanizm do patologii.

    Taka ciekawostka- w 2005 roku mój scenariusz pt. „Czas ludzi cienia” dotarł do finału Hartley-Merill. Wysoko ocenili go panowie Falk, Gliński, czy Bereś.

    Jacek Kondracki obiecywał nawet, że na dniach skontaktuje się w sprawie formalności związanych z realizacją filmu na podstawie tekstu.

    Dziś mamy 2011 rok.

  20. nie ma flaszki = nie ma filmu ;)

  21. Dwie uwagi do wpisu i komentarzu Pana Wojcieszka:
    Po pierwsze, nie widzimy tu ani scenariusza, ani nawet eksplikacji do filmu, więc trudno odnieść się merytorycznie do uwag tak recenzentów jak i jego obrony przez autora. Jednocześnie szkoda, że atrakcyjnie wyglądający trailer, niestety stał się rodzajem wideoklipu, niewiele mówiącym o samej akcji filmu, jego języku – no chyba, że taki język filmowy reżyser proponuje, jak w tej zapowiedzi, ale wtedy faktycznie szkoda dawać publiczne pieniądze, bo to ani nowoczesne, ani ciekawe. Skoro występuje się o publiczne pieniądze w materii filmowej, to warto by każdy element aplikacji był na najwyższym poziomie. Umieszczając taką zapowiedź, można zyskać, ale można i stracić.
    Po drugie, dość kuriozalnie brzmi w ustach reżysera, który właśnie w zeszłym roku dostał połowę pieniędzy na produkcję pełnego pełnego metrażu właśnie z PISF’u- źródło: Baza Produkcji Filmowej SFP. Nie twierdzę, że to jest argument przeciw krytykowaniu stanu rzeczy jaki w PISF się ma – do tego każdy ma prawo, niezależnie czy korzysta z publicznych pieniędzy, czy nie. Ale pisanie źle o kolegach – może nie tych samych, ale jednak – którzy poprzednio te pieniądze przyznali, a teraz nie, jest co najmniej nieeleganckie i trochę chyba pyszne. A z zamieszczonych opinii dwóch reżyserów nie wynika, że mają tego trzeciego „że jesteś dla nich zerem. naiwnym zerem, które wierzy w kino i wierzy w to co robi” jak to próbuje zinterpretować Pan Wojcieszek.
    Dystansując się od wolnorynkowych pseudo-filozofii o samo finansowaniu się sztuki, w tym kultury filmowej, jestem zdania, że korzystając z publicznych pieniędzy, trzeba być przygotowanym na może niekiedy niesprawiedliwą krytykę, ale wynikającą z przyjętej umowy społecznej. Również można poszukiwać innych metod produkcji i nie stykać się z tego rodzaju okolicznościami.
    I może też czas przyzwyczaić się, że reżyser nie zawsze musi zrobić SWÓJ film, że częściej go nie robi niż robi i że przede wszystkim nie jest to Polska specyfika. Właściwie wszędzie na świecie reżyserzy mają podobne problemy, jak się nie chce (nie umie) robić kina komercyjnego – i zgoda, że nie każdy musi – to trzeba się nauczyć trochę czekać.
    Ktoś z dużą dawką ironii powiedziałby, że „Pan Wojcieszek zrobił właśnie swój film, obiecał w Berlinie że pokarze kolejny i wścieka się, że mu nie chcą dać na niego pieniędzy”.
    Jeśli już się wściekać, to na to że PISF dofinansowuje TVN’owskie produkcje z tańcem w tytule, które i tak na siebie zarabiają w kwocie, za którą można zrobić jeden dodatkowy film. Z tym bym raczej walczył i polemizował, a nie z opiniami kolegów po fachu.

  22. Nie dość, że nais reżyserzy nie potrafią kręcić filmów, to jeszcze mają problem z wysławianiem się po polsku. Zwłaszcza p. Piwowarski powinien sobie odświeżyć nauki z podstawówki skoro formułuje zdania w stylu: „Te sceny uważam za najlepsze, choć prezentowane tu utwory są przerażająco serio” albo „Historia nie zmierza ani w stronę dramatu, anie jest komedią”. Przemek, trzymam kciuki i do zobaczenia w Berlinie!

  23. A czy ktos z panow filmowcow potrafi odpowiedziec na pytanie – dlaczego za czasow PRL-u krecono w Polsce duzo lepsze i pod wzgledem artystycznym, i pod wzgledem technicznym) filmy? Dlaczego??

  24. No przerażające jest, że nasi „tfurcy” mają tak prymitywne i puste pomysły! Po co taki film? Też bym odwalił.

  25. Nie wypowiem się, czy warto ten projekt dofinansować, czy nie. Mi się nie podoba. Nie interesują mnie przemyślenia mało rozgarniętych panienek ze smażalni kurczaków, bez względu na to, czy są lezbijkami, czy nie.
    Nie wiem również, skąd przekonanie autora, że „w Polsce język się bardzo zmienił”. Ja się takim wulgarnym językiem nie posługuję, moja rodzina też nie, ani znajomi. W filmie, i jak widzę z wypowiedzi, także prywatnie, posługuje się Pan językiem ludzi z marginesu i próbuje nam wmawiać, że to teraz jest mainstream. Otóż nie jest. No może u Pana w domu… Warto jednak równać w górę a nie w dół.

  26. Śmieszne te Wasze biadolenia. Tam, gdzie o pieniądzach decyduje urzędnik („expert”), na dodatek na podstawie niejasnych kryteriów, takie problemy są normą. I to się nie zmieni. Chcieliście „Urzędów Kinematograficznych” to je macie.

  27. Ja tam się nie znam, scenariusza oczywiście nie czytałem, ale te zarzuty szanownych ekspertów przywodzą mi na myśl pewien film – „Cztery miesiące, trzy tygodnie i dwa dni”. Nie za ładne, bywa że antypatyczne bohaterki, otoczone przez odrażających, głupich i złych facetów w filmie bez zaskakujących zwrotów akcji. Nie wiem tylko, jak z kloacznością języka – film widziałem w wersji z lektorem, a tam, wiadomo, tylko „ja ciebie też tere-fere”. Ale ktoś na tego rumuńskiego gniota dał pieniądze, a ten bezczelnie okazał się jeszcze całkiem udany.

  28. Czy jak PISF dofinansowuje film który odnosi sukces komercyjny to partycypuje w zyskach jak inni współproducenci?
    Bo jak tak, to zarzut @Quantix jest nieuzasadniony.

  29. Artykuł „U Pana Boga w PISF” Paweła T. Felisa:
    http://wyborcza.pl/1,75475,9334306,U_Pana_Boga_w_PISF.html

    Jak się wydaje tekst napisany niemal w tym samym tonie jak wpis na blogu. Możliwe nawet, że nim zainspirowany. Można się dowiedzieć kilku świeżych rzeczy, ale jedna rzecz mi się w nim nie podoba, a mianowicie krytyka Chacińskiego. Dla mnie jest to jedna z jedynych osób w telewizji publicznej znająca się i ciekawie opowiadająca o kinie. Trochę kuriozalny jest zarzut, że jest to były krytyk, bo krytykiem nadal jest. Choć może nie jest tak drapieżny jak wielu innych. Ja go lubię ciekawie opowiada o kinie i zajmująco, zwłaszcza że przez wiele lat w telewizji brylował duet Torbicka i Sobolewski. Jeden z moich kolegów nazywał go od najczęściej powtarzanych przez nich słów jako „ten od wątku metafizycznego i oczywiście pięknych zdjęci”. No ale ich już nie ma.

    Tak czy siak polecam do zapoznania się z artykułem. Ciekawa rzecz.

  30. @ parker
    Rozumiem chyba ideę twojego zapytania i choć nie umiem na nie odpowiedzieć merytorycznie (czy PISF dostaje kasę zwrotną z dystrybucji), to wydaje mi się, że jest (wyrażona w nim wątpliwość) odrobinę źle postawiona, przynajmniej w kontekście tej dyskusji.
    Rzeczą właśnie dyskusyjną jest – a bynajmniej nie jednoznacznie złą – że produkcje komercyjne są dofinansowywane w taki sam sposób jak produkcje niekomercyjne. Szczególnie, że jednym z czterech ustawowo wyznaczonych zadań PISF’u jest wspieranie produkcji „o znaczącym potencjale frekwencyjnym”. Zarazem wydaje mi się zasadne, by twórcy o potencjale artystycznym podnosili tą kwestię, przynajmniej w zakresie dużo bardziej znaczącym niż walczyli ogólnie z „systemem” PISF’u, który co by nie mówić umożliwił wielu debiutantom na zrobienie poważnego debiutu, co w warunkach wolnorynkowych np. wczesnych lat 90-tych nie bardzo było możliwe, a nie obrażali się na kolegów po fachu, bo ciągle słyszymy, że eksperci to, eksperci tamto, nie dali na MÓJ film, a efekty… jak już są, to je widzimy (czasem niestety) w kinach.
    Inną obserwacją – narzucającą się przy okazji tej dyskusji – jest odrobinę absurdalny fakt, że nadawcy programów telewizyjnych są zobowiązani do składek na rzecz budżetu Instytutu, do którego później pośrednio zwracają się o współfinansowanie współprodukowanych filmów. To jakoś zbieżne z podobnym systemem (OFE), o którym dziś tak gorąco dyskutuje się na łamach mediów i w parlamencie.

  31. O ile trudno oceniać, czy projekt Pana Wojcieszka na dofinansowanie zasługuje (przepraszam, ale mimo wszystko np. oczekiwania Berlina nie powinny o tym decydować), jak również trudno odbierać recenzentom prawo do krytyki, o tyle już forma tej krytyki wypada żenująco. I prostacko, że odwołam się do zarzutów stawianych „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię”. Otrzymanie takiej opinii, nie chodzi o sam negatywny wydźwięk, rzeczywiście musi być nieprzyjemnym przeżyciem. Nie zazdroszczę.

    Zupełnym nieporozumieniem wydaje mi się fakt, że projekty opiniują ludzie z branży, rywalizujący o pieniądze z tej samej puli. Jedni się lubią, inni mniej itd. Absurd. Zupełnym nieporozumieniem wydaje mi się również, ba – zupełnym nieporozumieniem jest, że ostatecznie te opinie i tak mogą mieć (czy mają) niewielkie znaczenie. Historia pokazuje, co Paweł T. Felis zgrabnie opisał we wspomnianym już tekście „U Pana Boga w PISF”, że przyznanie dofinansowania i jego kwota zależą tak naprawdę od widzimisię dyrektorki PISF, a nie oceny wydanej przez ekspertów. Zupełna dowolność.

    Już na marginesie: czytając opinię Pana Piwowarskiego (Pana Saniewskiego mniej, chociaż zarzuty stawiane wobec „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię” w kilku miejscach pasują jak ulał do jego „Wygranego”) aż trudno sobie wyobrazić, że napisał on scenariusze, które sfilmowano. Język wypowiedzi, bliski językowi kloacznemu w szerszym rozumieniu tego pojęcia, właściwie nie pozostawia złudzeń: należałoby cofnąć Pana do szkoły podstawowej. Nauczyć poprawnej polszczyzny i dobrych manier. Ani to ekspert, ani twórca, którego opinię należy szanować.

  32. @ parker & Quantix
    Zgodnie z Programami Operacyjnymi na rok 2010 i 2011, które są podstawą przyznawania dofinansowań przez PISF (oprócz ustawy o kinematografii, statutu PISF, rozp. Min.Kultury i Konwencji o Koprodukcji ze Strasburga) na filmy o dużym potencjale frekwencyjnym, czyli wszystkie Kochaj i tańcz, Och Karol 2 czy Weekend, przysługuje producentom nieoprocentowana POŻYCZKA. Prezentem od państwa jest zatem brak oprocentowania, co przy kwotach rzędu 1-2 mln ma swoje uzasadnienie. Pożyczka więc jest w tym przypadku impulsem do skierowania filmu do produkcji. W przypadku pozostałych priorytetów (filmy autorskie, filmy historyczne, filmy dla widowni familijnej) PISF udziela DOTACJI, podlegającej procentowemu zwrotowi (jeśli PISF dał 50% budżetu, otrzymuje 50% zysku, o ile film zarobi).
    Co do systemu eksperckiego – jest on przedmiotem dyskusji od momentu powstania PISF. I od tego momentu nie usłyszałam żadnej konstruktywnej propozycji. A więc zadaję pytanie: kto ma oceniać projekty? Twórcy zagraniczni? Krytycy filmowi? Losowo wybrani obywatele RP? Kadra naukowa? Kto?
    Co do kwestii merytorycznych projektu Pana Wojcieszka – nie wiem, czy słusznie dostał takie recenzje, projektu nie widziałam. Ani eksplikacji ani scenariusza. Opinia pana Saniewskiego była dla mnie merytoryczna – niestety każdy projekt jest narażony na krytykę. Składam wnioski do PISF prawie na każdej sesji od 2008 roku dla producentów niezależnych i naprawdę małych. Pracuję w branży krótko, jestem młoda, a na razie (tfu tfu, odpukać) same sukcesy w tych przypadkach, na które poświęciłam odpowiednio dużo czasu i pracy. Dostaję również potem karty oceny ekspertów. Chciałabym więc zaznaczyć, że ocenie nie podlega jedynie strona artystyczna projektu, która jest najbardziej niezmierzalnym aspektem. Trzeba również przedstawić stronę biznesową tj. potwierdzić finansowanie i dystrybucję filmu. Poza tym decyzji jeszcze nie ma. A dwie opinie pozytywne, dwie negatywne i neutralna to równie dobrze może znaczyć, że komisja rekomendowała do dofinansowania z oceną dobry lub przeciętny. A pani dyrektor może dać dofinansowanie… Czyli na razie za mało informacji, żeby krzyczeć, że PISF jest zły. Skoro jest taki zły, to naprawmy.

  33. Pan Saniewski po Wygranym powinien unikać wypowiadania się na temat innych projektów. Nie wiem czy widzieliście, ale takiej masakry pod każdym względem jak Wygrany dawno nam w polskim kinie nikt nie zaaplikował.

  34. Dwie lesbijki to za mało!! Gdyby jedna z tych dziewczyn była dodatkowo Żydówką, a druga powiedzmy Mulatką, opinie z pewnością wypadłyby lepiej…

  35. i jedna z nich miałaby raka, a druga po wyjściu z nałogu traciłaby powoli wzrok. To wszystko w jeszcze mniejszej głębi ostrości, takiej co by tylko łzy na policzkach było widać i szkliste oczki. I biust. Ach, no i oczywiście każda byłaby molestowana seksualnie przez ojca. I matkę też. I psa, a co! I oczywiście jedna musi być fotograficzką, a druga oprócz tej alternatywnej poezji malowałaby. I tańczyła. I s.ała bursztynem. Tak – tego potrzebuje polskie kino. Ja bym na to poszła. Dwa razy. Nawet trzy. Ale w stanie po spożyciu … albo raczej zaawansowanej nietrzeźwości.

  36. rock’n’roll drinker wiesz, że nawet najbardziej absurdalny pomysł można przełożyć na film, a o jego jakości nie świadczy najkrótsze streszczenie ale jego ostateczny kształt. To wszystko co napisałeś może się złożyć na bardzo niewinny film np. takie pomysł zwiera (tak, jest też seks z psem) czeski film „Jedna ręka nie klaszcze”. Można go spokojnie puścić o 20 wieczorem i nikt nie będzie zbulwersowany. Niektórzy czytają krótki opis, a w głowie wyobrażają sobie jakiegoś pornosa.

  37. drogi/droga ech, masz absolutna rację. Nieklaskające ręce widziałam, obśmiałam się co nie miara, a i inne jakieś dziwne emocje mną targały przy tym. Jednakże – w jaki sposób Ondříček to wszystko przedstawił? Ten film był dziwny, począwszy od samej historii po grę aktorską na obrazie kończąc. Natomiast tutaj mamy kolejną pretensjonalną historię (wierząc oczywiście temu, co napisali panowie Piwowarski i Saniewski), a ww. reklamujący ów projekt klip , więc w jakiś tam sposób oddający klimat filmu, jest jeszcze bardziej pretensjonalny, historia przy tym wypada nawet pastelowo.

    Trochę teraz zmienię temat, pan Wojcieszek wszak dostał dwie pozytywne i jedną neutralna opinię, a i tak o wszystkim zadecyduje pani Dyrektor PISFu. W związku z powyższym, czy cała ta sytuacja nie jest może jakąś terapią dla młodego ambitnego reżysera, którego młodzieńcza buta (a i dobrze! bez młodzieńczej buty nie piło by się przy rock’n’rollu) nie była przygotowana na tak ciętą i pełną jadu recenzję? Eksperci bodajże dostają od cholery scenariuszy do przeczytania, pewno jak to zwykle bywa w jakimś niedługim czasie muszą się z nimi zapoznać i zrecenzować. Może właśnie te dwie „anachroniczne” recenzje są wynikiem irytacji, że co drugi scenariusz opowiada o gejach/lesbijkach z różnych środowisk, których łączy miłość i sztuka? Niby to eksperci, profesjonalizm, autorytet, ale po 20. identycznie nudnej historii, ktoś musi zostać „ukarany”, co by może zmienił tor swoich zainteresowań w trochę mnie gazetawyborcza-fiction.

  38. Czy chodzi w tej dyskusji o tego samego Saniewskiego, który „wyreżyserował” „Deszczowego żołnierza” – najgorszy film FPFF w Gdyni w 1996 roku”? Czy to ten sam człowiek który wcześniej był autorem filmowego niewypału pt. „Obcy musi fruwać” a ostatnio filmu „Wygrany”?. Jeśli tacy „eksperci” w PISF oceniają projekty reżyserów starających się o dofinansowanie, to czarno widzę przyszłość polskiego kina…

  39. Co więcej, oba wspomniane przez Ciebie filmy pojawią się w przyszłym miesiącu na dvd. Jeśli są tak złe, jak mówisz…

  40. Wiesz rock’n’roll specjalnie podałem jako przykład film komediowy, bo właśnie w takim kontekście pojawiają się w polskich filmach wątki homoseksualne. Nie przypominam sobie polskiego filmu, który podejmował by ten temat na poważnie. A ty piszesz tak jakby ciągle powstawały takie film, a w cale tak nie jest. Jeden rodzynek to dokumentalny film „Homo.pl” Roberta Gliński’ego, a tak nic nie ma. O wszystkim można zrobić przejmujący film patrz włoski film „We władzy ojca”, który wspomina o dość powszechnym dawniej procederze współmycia z owcami w zacofanych rejonach Italii (film jest autobiograficzny).

    Co do Saniewski to przykład reżysera który zaczął dwoma świetnym filmami „Wolnym strzelcem” i „Nadzorem”, ale kolejne filmy to były coraz bardziej spektakularne porażki z wspomnianym na czele „Deszczowym żołnierzem”. Dla mnie to twórca, który się wypalił. Zresztą podobnie Radosławem Piwowarskim, kiedyś niezły reżyser, a teraz od porażki jego filmu „Ciemna strona Wenus” chałturzy któryś setny odcinek „Złotopolskich” lub innej telenoweli. On patrzy na kino z perspektywy serialowego schematu, więc czego tu wymagać. Trzeba posiadać mocny charakter robiąc taką sieczkę, żeby zachować w sobie coś z indywidualisty. Jedyny przypadek jaki znam to Smarzowski, to człowiek który robił najpierw „Na Wspólnej”, a następnie coś takiego jak „Dom zły”. Jak to możliwe? Ciekawe jak on by ocenił ten projekt.

  41. „Made in Poland” w kinach: w pierwszy weekend film obejrzało…825 widzów na 32 kopie. Czy zatem polski widz naprawdę czeka na filmy P. Wojcieszka?

  42. A co to ma wspólnego z tematem, czyli krytyką systemu eksperckiego PISFu?

  43. Polski widz nie wie o filmach P. Wojcieszka.

  44. wiedzieć, to wiem… ale jeszcze żadnego nie widziałem….

  45. No coś tam ci się o uszy obiło. Ale to nie to samo, co billboardy z Transformers ;(

  46. Gdybym był szefem PISF to dałbym Przemkowi Wojcieszkowi pieniądze na ten nadęty lesbijski melodramat bez względu na opinię ekspertów i moją własną. Dlaczego? Jeśli Przemek ma gwarancję udziału swojego nowego filmu w konkursie Berlinale, to z pewnością byłyby to jedne z lepiej wydanych pieniędzy PISF.

    Przemek, skoro tak dobrze funkcjonowałeś pod skrzydłami Pawła Rakowskiego, to może po prostu postaraj się znaleźć nowego „mecenasa” z większą siłą przebicia…

  47. Patrząc na to obiektywnie jestem zaskoczona. Projekt Wojcieszka odpadł juz drugi raz..to o czymś mimo wszystko świadczy. Z drugiej strony jeżeli sam reżyser jest tak nieomylny w swoich poglądach i tak bardzo wierzy w swoje dzieło, to dlaczego nie znajdzie pieniędzy za granicą????? Sam się przecież wypowiada, jak wiele osób jest tym projektem zainteresowanym…To dlaczego tak uparł się na PISF??? Z jego słów płynie jeden wyraźny przekaz – MI SIĘ NALEŻY!!!!Trochę więcej pokory……to jeszcze nikomu nie zaszkodziło…..

  48. Kolejny artykuł w „Gazecie Wyborczej” z którego można wnioskować „idą zmiany”:
    http://wyborcza.pl/1,75475,9388770,Jak_zrobic_rewolucje___.html

  49. Może jeszcze się ktoś tym interesuje, ale zakończyła się 1 sesja dofinansowania produkcji filmowych przez PISF. Przeglądając co i jaką kwotą zostało dofinansowane, znalazło się wbrew wcześniejszym tu utyskiwaniom miejsce dla pana Wojcieszka. Nie, nic z wcześniej tu proponowanych produkcji, ale pieniądze spłyną na kolejny projekt. Co ciekawe, film „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię” nie został skreślony, ale przeszedł do kolejnej sesji, więc może dostanie pieniądze. Oglądając oceny innych filmów, odnoszę wrażenie, że projekt Wojcieszka dostał całkiem niezłą ocenę. Niektóre, zostały całkiem zrównane z ziemią. Czy były dobre, czy słusznie ocenione jako złe, nie wiem i się nie dowiem.

    Dla ciekawych i chcących się dokładniej zapoznać, odsyłam tu:
    http://www.pisf.pl/pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2011/po-produkcja-filmowa

    Szkoda, że niema jak dawniej krótkiego opisu (zdanie lub dwa), o czym są film, bo tytuł naprawdę niewiele mówią.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php