Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

11.04.2011
poniedziałek

(fal)start „Off Camery”

11 kwietnia 2011, poniedziałek,

Przestaję lubić ten festiwal. To już czwarta odsłona krakowskiej Off Camery, a organizatorom wciąż nie udało się wypracować odpowiedniej atmosfery i ogarnąć męczącego chaosu. Zwykły widz może tego nie odczuć, ale za kulisami jest gorąco. Obsługa niby się stara, ale informacje docierają często z opóźnieniem lub w ogóle, a ustalenie terminu wywiadu jest trudniejsze, niż mogłoby się to wydawać.

Peter Weir, niekwestionowana gwiazda tegorocznej edycji, był zbyt zmęczony, by porozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi. W Krakowie to swego rodzaju norma – w zeszłym roku zmęczona była Jane Campion.

Trudno się dziwić. Off Camera, pomimo udanej afiliacji z festiwalem Sundance, na międzynarodowej mapie imprez filmowych wciąż nie wypracowała sobie ani właściwej pozycji, ani pożądanego prestiżu. To zaściankowa impreza.

Trzeba mieć nie lada poczucie obciachu, by w weekend poprzedzający obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej, zaprezentować publiczności film o dzielnym Polaku, który z radzieckiej niewoli powiódł współtowarzyszy ku upragnionej wolności.

A jeśli dodać, że kilka dni wcześniej, w Warszawie, prezydent Komorowski odznaczył Weira Krzyżem Komandorskiego Orderu Zasługi RP? Cytując jedną z mniej wybredny zakulisowych wypowiedzi, „brandzlowanie na całego”.

Czekam, wciąż czekam, aż krakowska impreza wkroczy w odpowiednią fazę. Póki co, jest to już czwarta edycja, podczas której niechętnie odwiedzam kinowe sale – znam w końcu większość pokazywanych tu filmów. Oczywiście wielu z nich w Polsce wcześniej nie pokazywano, ale na arenie międzynarodowej dawno się opatrzyły. Ja dziękuję, taki pomysł na przyciągnięcie widza mają już Nowe Horyzonty.

Od imprezy z takim zapleczem finansowym, jak Off Camera, oczekiwałbym jednak czegoś więcej. Organizacji. Kreatywności. Zaskoczeń w miejsce odgrzewanych kotletów. I nie tylko ja, bo festiwal powoli przestaje być traktowany poważnie.

Coraz mniej dziennikarzy relacjonuje tę imprezę, oszczędzając siły na konkurencyjny American Film Festival. Goście przyjeżdżają tu na wakacje, często nie zaprzątając sobie nawet głowy kontaktem z mediami. Film otwarcia tego samego dnia zadebiutował w kinach w całej Polsce. Organizatorzy zaś jeżdżą po światowych festiwalach, ale przywożą z nich tylko ładne zdjęcia na Facebooka.

Chyba nie tak powinno to wszystko wyglądać.

 

NIEPOKONANI (5/10)

Film o Polakach. Produkcji amerykańskiej. Uznanego reżysera. Z popularnymi gwiazdami.

Wow. Doświadczenie uczy, że podobne kombinacje są już nie tyle  groźne, co zabójcze. I faktycznie. Peter Weir, autor „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” i „Truman Show” nie podołał mesjanistycznemu ciężarowi naszej udręczonej duszy.

Historia Janusza, młodego Polaka, który poprowadził grupę uciekinierów z sybirskiego gułagu ku wolności, spięta jest klamrą patosu, jakiego nie powstydziłaby się wojenne propagandówki. Gdyby „Niepokonani” powstali w latach czterdziestych, ich wydźwięk byłby jednoznaczny: powstań, dzielny rodaku, i walcz.

Ale film nakręcono w roku 2010. Różnica polega na tym, że Weir nie stworzył dzieła misyjnego, patetycznego z samego założenia. „Niepokonani” to kino z ambicjami, mające oddać sprawiedliwość opartej na faktach, dramatycznej historii. Problem jest tylko jeden. Sławomir Rawicz, autor powieści, którą inspirowano się przy realizacji filmu, całą historię… zmyślił, co potwierdzają odkryte niedawno dokumenty.

Albo przywłaszczył ją sobie od niejakiego Witolda Glińskiego – wciąż trwają na ten temat historyczne dysputy (wątpliwość budzi fakt, że Gliński upomniał się o swój życiorys już po śmierci Rawicza, ponad 50 lat po ukazaniu się książki).

Cała sprawa jest o tyle istotna, że Rawicz pisząc swój „Długi marsz”, nie zdecydował się na fabularyzację rzeczywistości, a po prostu przypisał sobie podsłuchane gdzieś fakty (lub mity, kto wie, wszak jego bohaterowie spotykają na swej drodze m.in. yeti).

Zawierzając jego historii, Weir pozwala tym samym zatriumfować fikcji. Fikcji, którą następnie sprzedaje jako hartujący ducha i łamiący serce fakt. Wszak mordercza wędrówka przez zasypane śniegiem rosyjskie puszcze i spieczone słońcem mongolskie pustynie, obfituje w pot, krew i łzy. Czegoż ci faceci nie przeszli? Śmierć, poświęcenie,

Jeśli się uprzeć, jest to bez znaczenia. Film to tylko tylko film. Ale wyobraźcie sobie, że nieprawdziwa jest historia Oscara Schindlera, że podczas wojny nie ocalił on tysięcy Żydów. Ba, że nie było warszawskiego getta, obozu w Oświęcimiu i Holokaustu. Z taką świadomością, całość oglądałoby się zupełnie inaczej.

Spielberg w jednym wygrywa jednak z Weirem. W „Liście Schindlera” dość jest równoległych wątków i wiarygodnie skonstruowanych postaci, by jego film poradził sobie bez empatycznego ładunku historii. Tymczasem akcenty „Niepokonanych” na niej właśnie polegają.

Jeśli ograbić film z przyświecającej mu idei, pozostaje niewiele – ciąg estetycznych kadrów z idącymi przez pustynię ludźmi. Nie ma żadnego środka, podpory, która utrzymała patetyczną konstrukcję.

***

Recenzja „Niepokonanych” opublikowana także na łamach Wirtualnej Polski.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Dobrze prawisz, Piotrze – przez ostatnie trzy dni bujam się z organizatorami Off Camery i mam już serdecznie dość tej imprezy. Za rok, jeśli w ogóle do Krakowa zawitam, to w ramach dziennikarskiej kontestacji zamienię kinową salę na knajpę. W gruncie rzeczy to samo zrobiłem i podczas tej edycji, ale taki krok wymusiła na mnie sytuacja. A właściwie to komentuję tylko po to, by zareklamować swojego bloga.

  2. Mnie dziwi, że Rocco Siffredi nie został nigdy uchonorowany orderem za swoją epicką historię grupy Polek walczących o lepsze jutro : „Rocco Invades Poland”.
    Legendarny film…
    Legendarny reżyser…

  3. Problem z Off Camerą jest taki, że twórcy zabrali się do niego od d…y strony. Jeżeli ma się ambicje zrobić festiwal, który z samego założenia będzie największy, najlepszy i w ogóle naj – tak się to musi skończyć… Nie widać w tym szczególnej pasji, ani miłości do kina, tylko nieudolną zabawę w robienie festiwalu za ciężką kasę. Symptomatyczna jest nagroda główna – najwyższa, jaką można dostać na jakimkolwiek festiwalu filmowym na świecie. Marketingowa zasada głosi, że jeżeli nie ma się do zaoferowania prestiżu – daje się kasę. Im mniej prestiżu – tym większa kasa.
    Nie zgodzę się natomiast w ocenie programu. Moim zdaniem, przy wszystkich niedociągnięciach organizacyjnych, przez które Off Camera jest pośmiewiskiem już od pierwszej edycji, program jest świetny, filmy są na wysokim poziomie, większość z nich niepokazywana wcześniej w Polsce. Widzowie, którzy zresztą po raz pierwszy na tym festiwalu dopisują, mogą czuć satysfakcję. A to przecież dla nich jest to wydarzenie, nie dla dziennikarzy czy organizatorów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. No właśnie. Trudno mi jednak przejść do porządku dziennego nad niektórymi sprawami organizacyjnymi – znajomi kwitują wiele rzeczy machnięciem ręki, mrucząc pod nosem „aaaa, bo to Off Camera”, dla mnie to żadne wyjaśnienie, usprawiedliwiania nie znajduję.
    Marcinie – trafiasz w sedno, bowiem na festiwal idzie duża kasa, zapraszani są pierwszoligowi goście, ale nic z tego nie wynika, skoro połowa branży nawet się nie fatyguje na ten festiwal, a wywiadu z Rothem czy Weirem nie dostało żadne medium stricte filmowe (na przykład „Kino”), a wciśnięto serwis Plejada.pl.
    Oczywiście patrzę na sprawę z perspektywy dziennikarskiej, bo faktycznie – wiele filmów wartych jest obejrzenia i widzowie, których kulisy nie interesują, mogą być festiwalem usatysfakcjonowani.

  6. Dla mnie przyjazd na Off Camerę był interesujący ze względów poznawczych. Odwiedziłem już większość z najważniejszych polskich festiwali filmowych. Widziałem tam chaos, widziałem pożogę, widziałem Andrzeja Sołtysika. Organizacyjnie bywało różnie, ale w kontaktach z dziennikarzami zawsze dotrzymywano słowa. Nawet gdy z przyczyn losowych sprawy przybierały niekorzystny obrót, dwojono się i trojono, by można było obejrzeć film czy przeprowadzić wywiad. W tych działaniach czuć było odpowiedzialność, pasję i zaangażowanie. Na Off Camerze nie uświadczy się żadnej z tych rzeczy. Na żadnym innym festiwalu nie zetknąłem się z tak wyraźnym lekceważeniem dziennikarzy. Za kasę z ITI nie da się kupić profesjonalizmu. Dziękuję za taki „off”. Wyłączam się.

  7. Do repertuaru nie mam większych zastrzeżeń. Za to mam wielkie „ale”
    – do organizatorów festiwalu za usunięcie z kina Kijów miejsc do siedzenia – nie każdy może i chce siedzieć na schodach
    – do układu programu – numery stron nie powinny być od strony zszycia; powinna być oddzielna rozpiska kto, gdzie i o której będzie.
    – wolontariusze mają pomagać zarówno gościom, jak i publiczności. I powinni być bardziej widoczni.

  8. Proponuję nową nazwę dla festiwalu: (Fuck) Off Camera. Ganiają dziennikarzy od hotelu do kina, od kina do hotelu, by w końcu odwołać wywiad. Toć to skandal. Albo umawiają z kimś rozmowę, by później kazać „łapać reżysera po konferencji”, a rzeczony reżyser wychodzi osłonięty mocarnym ramieniem ochroniarza. A pani zajmująca się dziennikarzami i public relations rozłącza się w połowie rozmowy ze mną. Proponuję się skrzyknąć i napisać jakiś list otwarty do dyrektora festiwalu.

  9. Czytam te Panów wypociny, zarówno w tekście jak i w komentarzach i oczom nie wierzę. Tak bezczelnych słów dawno nie widziałem. Kompleksiki Panowie, kompleksiki. Zastanawia mnie jedynie, czy wypowiada się tu ktoś jeszcze czy tylko ‚dziennikarz’ Pluciński i ‚dziennikarz’ Czartoryski, tyle że pod różnymi pseudonimami…

    Po przeczytaniu, bez przyjemności, a dodam że trafiłem tu zupełnie przypadkowo, zdziwiony jestem wielce, że zamiast wywiadów nie dostali Panowie porządnego kopa w d…

    Ps. Panie Bartoszu, trzymam za słowo, że poważnie zastanawia się Pan nad tym czy przyjechać za rok. Oby nie…

  10. Panowie „dziennikarze”, jeśli poziom merytoryczny Waszego „dziennikarstwa” jest tak wysoki jak przedstawionych argumentów przeciwko Off Camerze, to nie dziwię się, że nikt nie chciał Was dopuścić do poważnych gości. Oni tutaj przyjechali na festiwal, a nie na spotkanie z dziennikarzami pomniejszych gazetek i … surprise, surprise … mają prawo być zmęczeni. Ktoś tutaj się poważnie, acz bezpodstawnie, zachłysnął samym sobą. Ale często w medialnym świecie bywa tak, że ten, wokół którego pozytywny szum nie tworzy się sam z siebie, na siłę wywołuje szum negatywny. Bo szum musi być. Tyle że jakość szumu świadczy o jakości dziennikarza. Zostawiacie smrodek i nie macie być z czego dumni. Mimo to pozdrawiam i życzę więcej pokory. To właśnie nią wykazują się ci najwięksi.

  11. „Zastanawia mnie jedynie, czy wypowiada się tu ktoś jeszcze”
    Owszem. A skoro jesteśmy przy teoriach spiskowych – zastanawia mnie czy ‚krytyk’ nie jest aby powiązany z festiwalem, bądź z którymś z jego sponsorów.

    „Panowie, kompleksiki”
    W jaki sposób krytyka kiepskiego produktu świadczy o „kompleksikach” krytykujących? Wypadałoby wyjaśnić.

    Nieporadność organizacyjna Off Camery, której sam doświadczyłem podczas jej dwóch ostatnich edycji, nie jest niczym wymyślonym. Nie widzę powodu, dla którego dziennikarze filmowi mieliby ją przemilczeć.

  12. „Krytyk”(sądząc po poziomie komentarzy, cudzysłów w nicku wydaje się jak najbardziej na miejscu) ukrywający się pod pseudonimem i zarzucający innym dyskutantom anonimowość, wykazuje się daleko posuniętą hipokryzją. To chyba kolejny dowód na to, że jest w jakiś sposób związany z Off Camerą:).

    Argumenty są rzeczowe i konkretne. Nie widzę w nich bezczelności(w przeciwieństwie choćby do uwagi o „kopie w d…”). Są po prostu tak wyraziste jak jaskrawa była organizacyjna nieudolność Off Camery.

    „Obserwatorka” pisze, że goście „przyjechali na festiwal, a nie na spotkanie z dziennikarzami pomniejszych gazetek”. Rzut oka na listę mediów dopuszczonych do wywiadów pozwala stwierdzić coś przeciwnego:).

    „Ale często w medialnym świecie bywa tak, że ten, wokół którego pozytywny szum nie tworzy się sam z siebie, na siłę wywołuje szum negatywny. Bo szum musi być.”- A to stwierdzenie stanowi chyba najlepsze podsumowanie tegorocznej Off Camery :)

  13. Nie byłem na tegorocznej Off Camerze, więc patrzę na wszystko trochę z boku, ale wydaje mi się oczywiste, że „krytyk” czy „obserwatorka” to ludzie biura festiwalu. Zarzucają dziennikarzom brak pokory, a sami kryją się pod pseudonimami, wstyd! Panowie chociaż piszą pod swoimi nazwiskami. No i ta uwaga o „pomniejszych gazetkach”. Czy tego bloga nie firmuje przypadkiem Polityka? A panowie nie piszą na co dzień do dużych magazynów filmowych?
    Ale powtarzam – nie wiem jak było na festiwalu, aczkolwiek nie widzę powodów, dla których dziennikarze mieliby wymyślać bzdury, przecież jeżdżą po różnych festiwalach i komentują. Zresztą o co ta afera? To subiektywne opinie i każdy może je wyrażać. A „kompleksiki” chyba ma festiwal, skoro sam szuka pretekstu do kłótni. Przykro patrzeć. Panowie, nie dajcie się zdławić. Pozdrawiam.

  14. Doskonałe odwrócenie kota ogonem. Gdyby tak Felis z Kwiatkowskim obracali, dziś obracali by się jedynie, jak Wy tutaj, w wąskim kółku wzajemnej adoracji. A zamiast tego obracali się wśród gwiazd. Widać się da, widać Off Camera pomaga dziennikarzom, tylko może najpierw należy być prawdziwym dziennikarzem, a nie pod takowego się podszywać (?) Pozdrawiam.

  15. „A zamiast tego obracali się wśród gwiazd.”

    No, teraz to umarłem ze śmiechu. :-)

  16. Pani obserwatorka jest nieźle poinformowana jak na osobę postronną. Żenada, Off Camero, żenada!

  17. od siebie dodam tylko, że byłem na wszystkich edycjach off camery, i rzeczywiście, rozdmuchana medialna wydmuszka kryje w sobie trzecioligowy program bez jakiejkolwiek spójności (prócz stałych cyklów Sundance i Pusan). Jak traktować poważnie festiwal który ogłasza program na tydzień przed jego rozpoczęciem, na stronie nie można było aż do ostatniej chwili znaleźć sekcji filmów z konkursu głównego, a biletów nie dało się zamawiać aż do ostatniej chwili? W zeszłym roku chaos można było zrzucić na smoleńsk i islandzki wulkan, teraz dyletanckie podejście chłopców od TVNu widać jak na dłoni.

  18. Niech mi panowie przypomną dla jakich to wielkich gazet OFICJALNIE (= kiedy redaktor wie o ich istnieniu) i na etacie piszą, żeby czytający byli świadomi, że nie chodzi tutaj o prasę pokroju „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka” czy „Filmu”. Doprawdy macie się za aż tak niezastąpione pępki świata, że gdy przyjeżdża gwiazda to oczekujecie, że zdołacie „zdalnie” wcisnąć się w dosyć napięty grafik ustawiony pod najważniejszych?

  19. Szanowna Obserwatorko, wpisy na stronie monitoruję od kilku dni i nie miałam zamiaru ingerować w dyskusję, jednak Pani zachowanie komentarza wymaga. Sama jestem dziennikarką (wolny strzelec), publikuję w tygodnikach opinii, dziennikach i magazynach kulturalnych. Swoim postem obraża Pani dziennikarzy, którzy nie pracują na etacie, zaliczając ich do gorszego gatunku. Zapomina też Pani, że interlokutorzy prowadzący rozmowę z Panią to ludzie młodzi, a już z pewnym dorobkiem, co wymaga uznania. Jak oni mają zdobyć doświadczenie, jeśli odcina się im dostęp? I nie jest ważne do jakich mediów kto pisze – może sobie Pani dzielić za kulisami ludzi na lepszych i gorszych, ale każdego trzeba traktować tak samo, szczególnie, jeśli zajmuje się takie stanowisko, jak Pani – tak, domyślam się, kim Pani jest. Zapewne tą samą Panią, która przestaje odbierać telefony drugiego dnia festiwalu i szumnie zwie się osobą od kontaktów z mediami. Mi również nie udało się przeprowadzić wywiadów, na które liczyłam, ale nie o to chodzi, chodzi o sposób, w jaki traktuje Pani dziennikarzy. Jak powietrze. To brak szacunku. A do tego, jako specjalistka od PR, wykłóca się Pani na czyimś blogu, co wpływa negatywnie na i tak już nadwątlony wizerunek festiwalu. Ciekawa jestem, co na to Pani szefowie, którym robi pani czarny PR. Niech nie robi Pani z siebie pośmiewiska, to naprawdę rozczarowujące widowisko. Żegnam ozięble, „dziennikarka” (z dumą dodaję cudzysłów, bo solidaryzuję się z Panami, a z Pani ust, czy też spod Pani palców, ten „” nadaje dziennikarskiej godności).

  20. Pani Beatko, wystarczy. Jako osoba odpowiedzialna za PR powinna pani wykazać się większą klasą i ogładą, a nie szczekać na ludzi, którzy mają odmienne zdanie.

  21. Chciałam kupić bilety tydzień przed festiwalem i w kasie Kijowa dowiedziałam się, że do rozpoczęcia można je kupić tylko przez internet. I strona internetowa jest średnia – za dużo rzeczy naraz.

  22. Nie Beatka, tylko Kasia Kiczka. Beata od samego początku nie chciała mieć z tym nic wspólnego i nie ma zamiaru wchodzić w to bagno, a szkalowanie jej imienia to ostatnia rzecz, jaką chciałam osiągnąć. Popełniłam głupi błąd – jako jedyna wdałam się w tę dyskusję. Błąd naprawiam i znikam.

  23. A Pani to kim jest, jeśli wolno zapytać, że tak lży tych dzienni… ups, „dziennikarzy”?

  24. Czytam tą internetową pyskówkę. Nie cieszy mnie, że znam część komentatorów, zwłaszcza, że usadawiają się po różnych stronach. Osobiście dwie pierwsze edycje Off Camery, które odwiedziłem, wspominam jako katorgę organizacyjną i przyjemność od strony programowej. Z tym że pierwszą edycję ciągnął Michał Oleszczyk, który nazajutrz podziękował za współpracę. Jak było tym razem? Pozostaje mi bazować na opiniach. Natomiast najbardziej mnie cieszy, że wywiązała się w poczytnym miejscu dyskusja nt. polskich festiwali. Dodatkowo są wycieczki na Facebook. Teraz jeszcze czekam na krytyczną refleksję nad Nowymi Horyzontami. Natomiast Off Camerze i jej organizatorom życzę pokory, cierpliwości i fachowego przygotowania, której – w oparciu o opinię wielu gości – wciąż nie opanowano.

  25. To ciekawy zwrot akcji, bo anonimowe i kąśliwe wpisy pani Kiczki, osoby pozostającej w bliskiej relacji z jednym z krytykowanych tu członków działu PR, ostatecznie dowodzą obłudy, nieudolności i dobrego samopoczucia ludzi związanych z obsługą festiwalu.

    Pani Katarzyno, powyższymi wpisami robi Pani czarny PR nie tylko Beacie Hejak i całemu festiwalowi, ale przede wszystkim swojemu narzeczonemu, niewymienionemu zresztą w tekście z imienia i nazwiska, który – co ciekawe – ani razu nie skonfrontował się ze mną w sprawie krytycznych uwag względem obsługi festiwalu, ale za to wielokrotnie robił to za moimi plecami, o demonstracyjnym usunięciu mnie ze znajomych na Facebooku nie wspominając.

    To kolejny dowód na to, że pion PR-u Off Camery charakteryzuje się nie tylko brakiem profesjonalizmu, ale także zdumiewającą małostkowością i brakiem zdrowego podejścia do siebie i swojej pracy, o przyjmowaniu krytyki nie wspominając.

    Ponadto podziwiam czelność z jaką szkaluje Pani mnie i moich kolegów na poziomie dziennikarskim, kiedy sama, opublikowawszy jedną (JEDNĄ!) recenzję na łamach Stopklatki, tytułuje się dziennikarką tego portalu.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php