Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

9.06.2011
czwartek

A potem nazwali go bandytą*

9 czerwca 2011, czwartek,

„(…) Królikiewicz może mówić o pechu.  Polska cenzura,  po latach rozprężenia i dekoncentracji sprawami pilniejszymi, dostrzegła w końcu niebotyczną siłę sztuki filmową, która stała się głównym orężem krytyki socrealistycznej rzeczywistości. Po wydarzeniach z października 1956 nastąpiło rozluźnienie, które pozwoliło tworzyć twórcom tak niepokornym, jak Andrzej Munk, Wojciech Has, Roman Polański, Jerzy Bossak, Walerian Borowczyk czy Jerzy Skolimowski. Ich filmy nie tylko w sposób dogłębny i dosadny krytykowały sytuację społeczno-polityczną w kraju, ale też bezczelnie prowokowały, zyskując trwały rozgłos zagranicą. 

Gdy zachęcony tą swobodą Królikiewicz zrealizował swój specyficzny eksperyment, jakim bez wątpienia jest „Na wylot”, momentalnie podpadł władzy, rozjuszonej akurat faktem, iż pomimo zakazu, Wojciech Has pojechał na festiwal do Cannes ze swoim „Sanatorium pod Klepsydrą”.

Debiut Królikiewicza łatwo było zaatakować. Wymykający się formalnym schematom i oczywistym interpretacjom film o odruchowej, irracjonalnej zbrodni szokował, zmuszając do maksymalnego wysiłku emocjonalnego. Jak zauważył w „Historii kina polskiego” Tadeusz Lubelski, „najsłynniejszym [tego] przykładem (…) jest realizacja sceny zabójstwa: przez pierwsze minuty odbiorca śledzi ją zza zamkniętych drzwi, wyłączenie przez dźwięki z offu; potem dopiero, w serii okrytych ujęć ogląda jej przebieg z subiektywnej perspektywy rozjuszonych zabójców.”

Ale znakiem rozpoznawczym Królikiewicza pozostaje tyleż stylistyczna odrębność, co swoista niechęć do publicystycznych tez i komentarzy. Filmy jego, począwszy od „Na wylot”, skupiają się na niepohamowanej chęci prowokowania reakcji. Królikiewicza z pełną świadomością nazwać można skandalistą i prowodyrem, ale też artystą szerokiego formatu, który miast widzem manipulować, co z powodzeniem mógłby robić, pozostawia mu niemal pełną swobodę fabularnej interpretacji.

„Pełnometrażowy debiut młodego reżysera, znanego z niestereotypowych poglądów na kino, wprawiał w osłupienie. Zaskakiwała nie tyle forma utworu, ile jego „amoralność”. Zupełna przezroczystość, obojętność ideowa i ideologiczna, brak jakiegokolwiek osądu” – pisał w „Kwartalniku Filmowym” Jerzy Uszyński. I rzeczywiście: prawdopodobnie największym świętokradztwem rozedrganych, praktycznie bezdialogowych impresji Królikiewicza było odwrócenie tendencji, w myśl której podstawowym, oddającym stan ducha bohaterów czynnikiem kina ekspresyjnego jest otaczająca ich scenografia. W „Na wylot”, „Wiecznych pretensjach” czy „Tańczącym jastrzębiu” to właśnie bohaterowie, a my wraz z nimi, decydowali o wymowie okalającego ich, sztucznie skonstruowanego świata. (…)”

Powyższy fragment pochodzi z artykułu „Prowokator, eksperymentator, artysta osobny” opublikowanego w czerwcowym numerze „Kina” (s. 27-29)

* – tak pierwotnie, za jednym z krótkich dokumentów Królikiewicza, nazywał się artykuł

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Trochę się poprzyczepiam, bo nieźle się na starcie zapędziłeś. Zdecydowana większość dzieł twórców, których wymieniłeś nie miała wiele wspólnego z tzw. dosadną krytyką, a nieliczne z nich były bezczelnymi prowokacjami (naprawdę bezczelny to był zresztą chyba tylko jeden film i w jednej tylko scenie – „Ręce do góry” i parodia Stalina). Debiuty Polańskiego i Skolimowskiego nie miały już nic wspólnego z Odwilżą ’56 (o Królikiewiczu nie wspominając)*, Wojciecha Hasa Twój opis prawie w żaden sposób nie dotyczy, a pojawienie się w tym gronie Borowczyka, to dla mnie nie lada zagadka.

    * Wplątanie Odwilży w twórczość tych panów to trochę jak nazywanie dzieł romantycznych barokowymi ze względu na oczywiste pokrewieństwo i wynikające z nich podobieństwa (tak jakby odstającego od nich, a znajdującego się między nimi, Oświecenia nie było). Przechodząc z jednego akapitu Twojego tekstu do drugiego odniosłem wrażenie, że pomiędzy nimi był jeszcze jeden akapit, ale gdzieś zniknął.

  2. Krytyka, nawet jeśli zawarta w formie prowokacji, zawsze w ich filmach była. Zwróć uwagę, że nie chodzi mi tylko o politykę, ale też sprawy socjalne, obyczajowe.

  3. Chodzi o to, że ze swego rodzaju sinusoidy uczyniłeś linię prostą. Wg mnie nie można wszystkich tych twórców wrzucać do jednego worka z tym konkretnym kontekstem. Dopuściłeś się upraszczającego uogólnienia, które czytelników niezaznajomionych z tematem (tematami) wprowadzi w błąd (błędy). Z tego tekstu można wywnioskować MIĘDZY INNYMI, że między nastaniem Odwilży a debiutem Królikiewicza nie było rzeczy typu zakończenie przez władzę ludową Szkoły Polskiej i powrotu czystej wody socrealizmu do kin polskich czy wiadomych wydarzeń końca lat 60 i ich konsekwencji. A przynajmniej ja tak to widzę. Czepiam się szczegółów, ale to szczegóły istotne – przede wszystkim dla samych twórców, których wymieniasz, a których przeważnie więcej dzieliło niż łączyło. Np: Has i krytyka rzeczywistości? Owszem, ale nie tej, o której piszesz.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Z tego tekstu można wywnioskować…”

    No, można. Przy sporej wyobraźni. Uważam, że Twoje zastrzeżenia płyną przede wszystkim z ogromnej wiedzy, jaką masz w tym zakresie. W przeciwnym wypadku…

    Tak, zdecydowałem się na uogólnienie – to tekst o Królikiewiczu, nie archeologiczne wykopy na temat powojennej historii polskiego kina – ale nie uważam go za krzywdzące. Tu nie ma żadnej tezy. Trzeba olbrzymiej woli, by potraktować to zdanie dosłownie. A już gdzie w moim tekście widzisz powiązanie między Hasem a krytyką rzeczywistości, naprawdę nie wiem.

  6. O ile wiem,Królikiewicz podpadł władzy filmem Wieczne pretensje. Królikiewicz podpadł władzy i do dziś podpada nie filmami a poglądami i swoja postawą.
    Dlatego nic nie kręci.

  7. Łukasz,

    sprawa jest trochę bardziej złożona. Polecam Ci w tym zakresie niedawno wydany wywiad-rzekę „Pracuję dla przyszłości”. Będę zresztą coś jeszcze o tym pisał…

  8. Przeczytałem blog, i mam podobne spostrzeżenia-zastrzeżenia co Marcin Zet.
    Mniej fachowe, bo mimo że kinem się interesuję, to są to zainteresowania przeciętnego konsumenta kultury. Dość, że o Królikiewiczu nie słyszałem w czasach mojej młodości. Usłyszałem jak wycofał swój film z festiwalu Gutka w akcie solidarności z Solidarnymi2010. Zainteresuje się, jak mi coś „wpadnie” w ręce.
    Wracając do zastrzeżeń. Dużą trzeba mieć wiedzę o PRL, żeby o nim pisać i nie wprowadzać w błąd młodego czytelnika nie pamiętającego tamtego okresu. Wiedza filmowa nie wystarcza.
    Po 56′ nastąpiło poluzowanie cenzury związane „odwilżą”. Po latach strasznego terroru stalinowskiego, odejście od niego na tle okresu jego trwania było bardzo trafnie tak nazwane. Ale nie oznaczało to ani zniesienia cenzury ani braku kontroli nad twórcami. Po prostu było więcej wolno. Władza nauczyła się żyć z twórcami w symbiozie. Oni rozumieli, że nie wszystko im wolno, władza zyskała rodzaj legitymizacji ze strony twórców, bo jednak, coś było wolno.Trwał aż do końca PRL swoisty targ.Przykręcanie i odkręcanie śruby. Mniej lub bardziej pokorni twórcy, mniej lub bardziej „liberalna” władza. To bardzo złożone interakcje były i temat na książkę a nie na komentarz blogowy.
    Poza naciskami na twórców w postaci limitowanego papieru i taśmy filmowej były jeszcze paszporty, które można było dostać lub nie, pieniądze, na tle kolegów z zachodu niewielkie, ale na tle społeczeństwa. porównywalne z ich zachodnimi kolegami. Przydziały na mieszkania, piękne, duże w najlepszych dzielnicach. Tym którzy szli na koncesje, żyło się pod względem materialnym bardzo dobrze. Mieli rozgłos, sławę prawo do wydawania, kręcenia filmów wystawiania. Królikiewicz, tak przypuszczam, bo nie wiem, pewnie gdzie indziej sobie wytyczył linię kompromisu.
    Wracając do kina. Nie zrobiłby Wajda „Kanału” gdyby wcześniej zgodnie z niemiecką propagandą z kronik filmowych czasów okupacji w „Lotnej”, nie posłał polskiej kawalerii w szarży z szablami na czołgi. Niemcy chcieli pokazać głupotę, zacofanie Polaków, Wajda bohaterstwo i chciał zrobić film, a komunistyczna władza nieprzygotowanie sanacyjnej władzy do wojny.
    Nie zrobiłby Wajda „Kanału”, gdyby nie utopił bohaterów w kanale.
    Przekaz był jasny. Społeczeństwo bohaterskie tylko głupi rząd londyński skazał ich na beznadziejną śmierć.
    Bohaterski Chełmicki, ginie na śmietniku historii w Popiele i Diamencie. Ale bohaterem jest też komunista Szczuka. Mądry, wiele rozumiejący z otaczającej nas nowej rzeczywistości w przeciwieństwie do narwanego Maćka.
    Przytaczam tylko najbardziej znane i popularne dzieła, żeby zobrazować mechanizm. Coś za coś. Ale to była zasada od której nie znam wyjątków.
    We wspomnieniach autorów,często się pojawia watek przechytrzania cenzorów.
    Młodszym czytelnikom przypominam, że w PRL nic bez stempla cenzury nie mogło się ukazać oficjalnie. Żadna książka, żaden film, żadne przedstawienie. Nie był wyjątków. Wyjątkiem były wydawnictwa podziemne. Z cezura autorzy rzeczywiście się targowali. Ale pisanie o przechytrzaniu, jest nieporozumieniem. Czasem im się wydawało, że przechytrzają. To był element gry zazwyczaj ze strony cenzorów po prostu. Bo jak aluzja była tak głęboko ukryta,ze cenzor jej nie dostrzegł, to jak to miał zrobić czytelnik czy widz? Czasem się pewne rzeczy przepuszczało, bo było to traktowane przez cenzurę za rodzaj wentylu bezpieczeństwa, a że twórca miał dobre samopoczucie, że przechytrzył, tym lepiej. W interesie cenzorów było uchodzić za głupków w oczach twórców.

    Autor pisze:”Gdy zachęcony tą swobodą Królikiewicz zrealizował swój specyficzny eksperyment, jakim bez wątpienia jest „Na wylot”, momentalnie podpadł władzy, rozjuszonej akurat faktem, iż pomimo zakazu, Wojciech Has pojechał na festiwal do Cannes ze swoim „Sanatorium pod Klepsydrą”.

    Takie eksperymenty były kontrolowane od początku do końca. Żeby film zacząć realizować, trzeba było zatwierdzić scenariusz czy projekt w cenzurze. Inaczej nie było taśmy ani ekipy. Wszystko było państwowe i pod dyskretną kontrolą służb. Jak się zrealizowało, to była kolaudacja i ingerencja cenzury. A jak się autor na ingerencje nie godził lub nie dało się nic na co władza by pozwoliła zmontować po cieciach, to film szedł na półkę i tyle.
    Czy się wtedy podpadało władzy? To zależy jak władzę rozumieć. Na pewno trudniej było zrealizować kolejny film, bo kto chciał tracić czas, pieniądze i jakże cenną w tamtym czasie, bo za dewizy taśmę filmową, jak twórca niepokorny i kolejny jego film mógł na półce wylądować?
    A Wojciech Hass pomimo zakazu to mógł sobie do Ciechocinka, pojechać a i to bez filmu.
    Jego pojawienie się na festiwalu w Cannes z cała pewnością odbyło się za zgodą władz. A że potem innej, wyższej władzy się to mogło nie spodobać..
    Nawet pozornie jednolita władza komunistyczna, walczyła między sobą.
    Taki przekaz, że twórca mógł wbrew woli władz, pojechać na festiwal ze swoim filmem, bardzo fałszuje jednak obraz tamtej rzeczywistości.

  9. Piotrze
    Nie czytałem wywiadu rzeki, zamierzam kupić go i to jak najszybciej.Za to tobie polecam zaznajomienie się z terminem „przestrzeń poza kadrem” :) (bo nic nie wspominasz), specyficznym językiem filmowym, którym operuje Królikiewicz. Polecam Ci również jego analizy wydane własnym sumptem. Świetna rzecz.
    Na koniec pytanie, o czym właściwie chciałeś napisać, bo jak sam mi napisałeś „sprawa jest troszeczkę bardziej skomplikowana”,a Ty porządnie uprościłeś temat.
    Przypadek Grzegorza Królikiewicza oraz jego miejsce w historii kina, perypetie z wszelkimi możliwymi instytucjami…to coś więcej niż pech.
    Nie wspominając już o kilku ciekawych dokumentach, które są jak najbardziej władzy przychylne.Pamiętamy Lenina widziałeś?

    Parker:

    Kwestia Kanału polegała na pokazaniu powstańców jako ludzi niezbyt mądrych, działających bez strategii, chodzących po uszy w gównie. Ten film się podobał władzy komunistycznej, bo demitologizował Polaków.
    Już o koneksjach i powiązaniach pana Andrzeja nie wspomnę. O jego znajomościach w tworzeniu filmów, przydziałowi taśmy, ekipy i sprzętu oraz o pewnej pani, której bardzo wiele zawdzięcza. Praca dyplomowa Wójcika to zdjęcia do Kanału, co pan Andrzej wykorzystał i robi tak właściwie do dziś.
    Idąc dalej, nie nakręciłby Żurawski Trzeciej części nocy, gdyby jego opiekunem nie był Wajda. Skolimowski nie byłby zauważony, gdyby nie epizod z Polańskim i Niewinnymi Czarodziejami.
    A co na to władza?
    Człowiek na torze Munka to film symbol. Symbol kompromisu dwóch stron. W Łodzi był regularnie wyświetlany, chociaż przecież nie pokazywał komunistów pozytywnie. Jak to wiec jest?
    Bo prawda jest taka, że „władza”, że PRL, że komunizm to nie jeden system. To klitki, to znajomości. Spytaj którego chcesz absolwenta filmówki, który wtedy studiował. To nie było czarno białe życie, albo znałeś właściwą osobę, dzięki,i której mogłeś nakręcić film albo pisałeś scenariusze i robiłeś co najwyżej dokumenciki o dostawie agregatu do nowootwartej cukrowni.
    Wiedziałeś, że aby dostać taśmę kolorową musiałeś mieć poręczenie jakiejś ważnej persony (zupełnie nie związanej z filmem) na przykład dyrektora fabryki?

    Ciężko mi sobie nawet wyobrazić ilu potencjalnych świetnych reżyserów przepadło bo nie udało im się dostać szansy nawet na debiut.

  10. „Pamiętamy Lenina” to bardzo ciekawy dokument, który miał być w założeniu zleceniodawców agitką. Ale w rękach Królikiewicza jest to film nie jednoznaczny, zbyt nowatorski w formie, żeby podziałał na prostego widza, a dla bardziej inteligentnego jest to film o ujawnieniu zasad działania indoktrynacji. Babcia komunizm uczy maluchy jak mają myśleć. Film ma z kolei za zadanie nauczyć widza pewnej nieufności do przekazywanej treści.

  11. Oczywiście, jest to przekaz ukryty dyskretnie, nie narzucający się. Co do Na Wylot, dla mnie ten film to przede wszystkim historia miłosna. Nie wiem, czym on musiał narazić się władzom. Przeciwnie, subiektywizm tej historii od samego początku nastawia widza na punkt widzenia prowadzenia tej historii.
    Podobno zakończenie było dokręcone później. Muszę dorwać ten wywiad rzekę.

  12. Łukasz Turek

    Nie chciałbym jechać po Wajdzie. Urzyłem go jako przykładu, bo dzieła najbardziej znane i jak w soczewce w nich widać, że było coś za coś. Chciałem tylko powiedzieć, że w tamtych czasach, nie idąc na kompromisy z władzą w kulturze nic się nie dało zrobić.
    I ludzie szli i chyba dobrze.
    Pisarze mieli łatwiej, mogli wydać coś za granicą.
    Ale reżyser?
    Taki był czas. A władza też nie była suwerenna i też nie za wiele mogła i nie na za wiele mogła pozwolić.
    W krajach obozu bywało gorzej.
    A znajomości?
    Dziś to inaczej?
    Poszukałem w necie o Królikiewiczu.
    Tańczącego Jastrzębia zekranizował.
    Nie widziałem ale lekturę w szkole pamiętam. Szczegóły uleciały ale wrażenie agitki politycznej mi w pamięci pozostało.
    Też szedł na kompromisy z tego wynika.

  13. Tak jest jak piszesz.
    Powtórzę za kimś. Polska Szkoła filmowa i jej legenda to także (niestety) propaganda.
    Naprawdę nie wiem jak to było z Królikiewiczem. Ci co go znają, a miałem przyjemność spotkać tych ludzi mówili, że to jeden z najbardziej upartych i nie idących na żadne kompromisy ludzi. Najwiekszy konserwatystya w tym środowisku.Że przez swoje poglądy robił sobie tylko wrogów. Że to co dzisiaj proponuje do PISFu to są rzeczy niewykonalne.
    Tańczącego osobiście cenię mniej, ale już Wieczne Pretensje mogły i to nieźle wkurzyć system. Podobnie jak w przypadku Obywatela Kane’a, po Pretensjach miał już tylko po górkę.

  14. No już nie demonizujcie jej aż tak.
    Co by się tam nie działo, dała nam kupę zajebistych filmów.

    Ta wycieczka Hasa do Cannes to fakt.

    PIOTREK,
    W komentowaniu tego tekstu użyłem wyobraźni nie bardziej niż Ty przy jego tworzeniu.
    Co do Hasa i krytyki rzeczywistości – wymieniłeś go wśród twórców, których filmy w sposób dogłębny i dosadny krytykowały sytuację społeczno-polityczną w kraju (czy też sprawy socjalne i obyczajowe). O to mi chodziło. O to, że nie jest to prawda. Tak jak też prawdą nie jest np. to, że filmy te były bezczelnymi prowokacjami czy to, że dzięki takiemu charakterowi znane były za granicą. Jedyne co w tym wszystkim do Hasa pasuje, to stwierdzenie, że zaczął tworzyć dzięki Odwilży. Co nie znaczy, że pasuje to do wszystkich pozostałych, których wymieniasz, tudzież że ich nazwiska pasują do tego, co nie pasuje do Hasa…
    Nie pisz mi, że sobie to wymyśliłem. Twój tekst wskazuje na jednorodność, której nie było.

  15. Marcin Zet

    Dała, nikt tego nie neguje. Bo mimo ograniczeń robiono filmy a twórcy, mimo ograniczeń mogli się swoim kunsztem wykazać.
    Napisałbyś jakieś szczegóły odnośnie wycieczki Hasa do Cannes, bardzo mnie to zaintrygowało. Mógł oczywiście dostać paszport na wyjazd do Francji podając inny cel wyjazdu i mógł się bez zgody władz znaleźć w Cannes.Ale jak mógł zabrać ze sobą film? Jak bez zgody właściciela filmu (reżyser właścicielem przecież nie jest) został wyświetlony na festiwalu?

  16. Marcin,

    dzięki za czujność, ale jak pisałem wyżej, zdecydowałem się na pewne uogólnienie, bo miał to być przede wszystkim tekst o Królikiewiczu, NIE o kinie polskim jako takim. Ilość znaków była tu ograniczona (zawsze coś trzeba skrócić, uprościć), a o początkach reżysera jakoś wypadało wspomnieć. Zdaję sobie sprawę, że Ciebie, jako znawcę polskiej kinematografii*, to nie zadowala, czy wręcz mierzi, ale uważam, że ten skrót działa bez szkody dla czytelnika niezaznajomionego z tematem.

    * – brzmi jakbym się nabijał albo ironizował, ale mówię serio

    Łukasz,

    dzięki za wskazówkę, na razie czytałem tylko jego „Sejsmograf” (o Godardzie), niezła rzecz.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php