Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

19.06.2011
niedziela

Super 8 [8/10]

19 czerwca 2011, niedziela,

Recenzenci orzekli: „Super 8” to film bardziej spielbergowski od samego Spielberga. Założenie tyleż trafne – poczciwy Steve jest tu w końcu jednym z producentów – co niewykraczające poza odruchowe powiązanie ze stylistyką młodzieżowego kina lat 80., nową przygodą i całym pozostawionym przez nią rozgardiaszem. Owszem, przygodowego filmu J.J. Abramsa nie byłoby bez sukcesu „E.T” czy wyprodukowanych przez Spielberga „Goonies”, ale właściwy punkt odniesienia tkwi zupełnie gdzie indziej.

Podpowiedź znajduje się już w tytule, będącym bezpośrednim odwołaniem do popularnego w latach 70. formatu taśmy filmowej o szerokości 8 milimetrów. Super Ósemka, wprowadzona do (domowego!) użytku w okolicach roku 1965, pełni dziś rolę umownego symbolu narodzin kina nowej generacji. Pojawiwszy się na rynku, natychmiast zaspokoiła apetyty ówczesnego pokolenia rozmarzonych filmowych geeków, dla których dzierżona w dłoni kamera stała się pasyjnym wehikułem czasu i przestrzeni, samoistnym mieszadłem dla fikcji i rzeczywistości.

Pierwsza wizyta w pokoju jednego z drugoplanowych bohaterów „Super 8”, grubawego małolata Charliego, to prawdziwe archeologiczne wykopalisko. Superbohaterskie komiksy, kolekcjonerskie figurki, rekwizyty z niskonakładowych horrorów, plakaty filmowe – ot, wielki, popkulturowy śmietnik na kilku metrach kwadratowych. Piętrzące się wokół rolki filmu, amatorski sprzęt do nagrywania czy kartki z zeszytu z rozpisanymi dialogami to w tym miejscu względna nowość, pierwszy dowód, że kino jako środek wyrazu przestało być płaszczyzną zarezerwowaną dla hollywoodzkich bonzów. Weszło pod strzechy.

Spielberg, zanim stał się nudnym baronem, też był kiedyś takim dzieciakiem, zamkniętym z kolegami w swoim pokoju, śniącym o wystawnych przygodach na dużym ekranie. To właśnie z dziecięcej wyobraźni zrodziły się „Szczęki”, a później także „Poszukiwacze zaginionej arki” czy „Park Jurajski”. Studyjny support miał tu znaczenie drugorzędne, liczyła się przede wszystkim pasja i sprzeciw wobec starczej, hermetycznej branży. Bezprecedensowy sukces niespełna 30-letniego wówczas Spielberga porównywalny jest z pojawieniem się w świecie multimediów Billa Gatesa. Nagle runęły mury, upadła twierdza. Dla kolejnych pokoleń filmowców-amatorów Spielberg stał się żywym dowodem, że sny się spełniają.

Akcja filmu Abramsa nie bez powodu osadzona jest w roku 1979 w fikcyjnej mieścinie Lillian w stanie Ohio, zaledwie dwa lata po premierze „Gwiezdnych Wojen” George’a Lucasa i „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” Spielberga. Wpatrzona w tę nowoczesną formułę kina piątka kolegów ze szkolnej ławy kręci amatorski film na nadchodzący festiwal. Każdy ma tu ściśle określoną rolę: Charlie, mózg całej operacji, reżyseruje własny scenariusz, Joe zajmuje się charakteryzacją i efektami specjalnymi, Preston filmuje, Cary odpowiada za efekty pirotechniczne, Martin gra główną rolę męską, a zaproszona do „męskiej” paczki Alice – kobiecą.

Ta jedyna w swoim rodzaju filmowa mikroskala zyskuje na znaczeniu, jeśli uświadomić sobie, że z małej miejscowości w Ohio pochodzi także sam Steven Spielberg, a J.J. Abrams miał w 1979 roku 13 lat, tyle co bohaterowie jego filmu. Istotne to o tyle, że rozłam pomiędzy nieco egocentrycznym, obsesyjnym na punkcie swojej pracy (!) Charliem, a prostolinijnym, pełnym pasji Joem staje się w pewnym momencie ideologicznym konfliktem, którego stawką jest właściwe podejście do kina samego w sobie. Czy traktować to dosłownie, jako dialog ucznia z mistrzem?

Jeśli tak, Abrams, bezpośredni spadkobierca spuścizny Spielberga, w ostatniej dekadzie wyznaczający trendy zarówno telewizyjnego („Lost – Zagubieni”), jak i kinowego („Star Trek”) mainstreamu, miast oczekiwać oficjalnego przekazania pałeczki mówi raczej: mistrzu, nie tędy droga. Ale… czy „Super 8” ma wszystko to, co miały filmy Spielberga przed laty, a nie mają dzisiaj? Zuchwałą pasję i szczeniacką bezczelność w obalaniu przyjętych standardów? Cóż, nie do końca. Paradoksalnie, wracając do korzeni i domagając się realizacji obietnicy poczynionej w przeszłości przez Spielberga i George’a Lucasa (obietnicy niedotrzymanej!), Abrams wpada w mimowolną kalkulację.

Różnica między „Super 8” a większością młodzieżowych hitów z lat 80. polega na tym, że film Abramsa nie jest skierowany do dzieciaków. A przynajmniej nie tylko i nie przede wszystkim. To znacząca różnica, bo sztandarowe produkcje sprzed dwóch dekad, z „Goonies”, „E.T.”, „Stań przy mnie” i „Straconymi chłopcami” na czele, były ekskluzywną rozrywką pokolenia BMX-ów, gumy balonowej i Nintendo. Rodzic nie miał do tego świata – świata wagarów, pierwszych miłosnych fascynacji i zakazanej przygody – wstępu.

Tutaj sprawa ma się nieco inaczej. Opinie z pierwszego lepszego forum internetowego dowodzą, że nastolatkom pokolenia „Transformersów” i Playstation nie tylko brak narzędzi, by zrozumieć mechanizm stojący za „Super 8”, ale też – co gorsza – chęci by zatopić się w doznaniu tak… słabo zintensyfikowanym. Abrams czasem jeszcze wyciąga do zblazowanej dzieciarni rękę (przesadzona eksplozja pociągu wygląda jak orgazm Michaela Baya), ale będąca rdzeniem jego filmu stricte dialogowa narracja może zostać rozczytana tylko przez widza, który przygody szuka(ł) nie na ekranie monitora, a z kolegami w ciemnym lesie.

„Super 8” to żadna rezurekcja kina przygodowego, raczej jego smutne (ze względu na ogólną wymowę) wspomnienie. To udana, ale dość chłodna rekonstrukcja mitu. Tamta młodość, tamto kino, są już nie do odzyskania.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Wszedłem przeczytać tą recenzję po przeczytaniu recenzji „Super 8” na Stopklatce i przeczytaniu komentarza Jacka Romkiewicza tuż pod nią. Faktycznie muszę przyznać, że jakościowa przepaść na korzyść recenzji Piotra Plucińskiego jest spora. Cieszę się, że odkryłem tego bloga. Będę tu zaglądał. Pozdrawiam wszystkich, którzy trafili tu ze Stopklatki.

  2. Zgadzam się, że film jest nieco zbyt wykalkulowany (choć nie brak mu autentycznych emocji), niemniej trudno mi nie uznać go za dzieło udane. Co prawda brakuje tu jakiegoś „Wow!”, zaskoczenia, czy czegokolwiek co uczyniłoby Super 8 filmem naprawdę wyjątkowym.

    Super? Nie do końca. 8? Jak najbardziej – 8/10.

  3. Pogadaliśmy z Piotrkiem krótko o recenzowanym przez niego filmie. Wystarczy kliknąć w link ukryty pod moim nazwiskiem :]

  4. Zacznijmy od tego, że trudno mi sobie wyobrazić, aby Polacy biegali z kamerkami typu super 8 i kręcili nią tanie filmiki. To jakie to uciążliwy i niewygodny sprzęt, który jest w stanie zarejestrować nie wiem odrobinę więcej niż 3 minuty filmu. Który trzeba naświetlać, wywoływać i montować na takiej śmiesznej przeglądarce… Czy w ogóle w Polsce ktoś zajmował się kręceniem filmu o zombich. Bo nasze Orwoskie klisze dostępne owszem były, raczej używano ich do czegoś zupełnie innego.
    Czy w ogóle w Polsce możliwe jest uchwycenie tego co czuje widz amerykański, który miał nieco inne dzieciństwo?
    Filmowy dzieciak reżyser jest dla mnie ucieleśnieniem Spielberga, który zaczynał od takich właśnie produkcji. Zauważmy, że zna się on na reżyserii, możliwe, ze za kilka lat nakręci Szczęki albo Pojedynek na szosie.
    Fabuła filmu to tak naprawdę zlepek tego wszystkiego, co charakteryzowało obrazy Spielberga. Trudno dzisiaj się ustosunkować, zwłaszcza młodemu widzowi do katastrofy pociągu, która jest spowodowany przez małą ciężarówkę. Filmy z tego okresu nie były poddawanej takiej wiwisekcji, dlatego nie jestem zdziwiony komentarzami na forach.
    Sama jednak idea oddania hołdu tej małej, łatwej w obsłudze, dającej słabą jakość kamerce mnie osobiście wystarcza.

  5. „Czy w ogóle w Polsce możliwe jest uchwycenie tego co czuje widz amerykański, który miał nieco inne dzieciństwo?”

    Sądzę, że tak. My też wychowywaliśmy się na amerykańskiej popkulturze i niektóre jej mity znamy chyba bardziej niż oni sami. Ale, jak wszystko, to się zmienia. Dlatego my możemy jeszcze to odczytać, ale jakbyśmy mieli te 10 lat mniej, pewnie byłoby trudniej.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php