Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

22.06.2011
środa

Karol i cellulit… czyli seksizm po polsku

22 czerwca 2011, środa,

Traf chciał, że dwie sztandarowe w tym roku produkcje polskiej komedii – „Jak się pozbyć cellulitu” i „Och, Karol 2” trafiają na dvd w tym samym czasie. Okazja jest niebywała, oto bowiem mamy okazję zapoznać się jej dwoma biegunami, dwoma rodzajami utożsamianego z nią pseudo-filmowego słowotoku.

Biegun pierwszy: niespełniony inteligencki (?) eksperyment.

Problem „…cellulitu” nie polega na tym, że Saramonowicz postanawia, jak powtarza w wywiadach, podnieść współczesną polską komedię do pułapu intelektualnej dysputy. Ba! Taki zabieg byłby nawet mile widziany. Ale Saramonowicz, wchodząc z butami w populistyczny kanon, nie wskazuje mu żadnej alternatywy. To zaskakujące, ale ten przyzwoity niegdyś krytyk filmowy i współautor antyestablishmentowego „Pół serio” staje po jego środku, niczym zblazowany poeta na festynie disco-polo, i uprawia własną sztukę. Wydaje mu się, że jest mądrzejszy od swojej publiczności, dlatego nie czeka na jakąkolwiek reakcję, o aprobacie nie wspominając.

Popis kinofilskiej (tak, trzeba przyznać – Saramonowicz zna i lubi kino, zwłaszcza gatunków) erudycji okazuje się tyleż samolubny, co zwyczajnie nietrafiony. Wachlarz filmowych cytatów i znajomość konwencji nie starczają na długo, co więcej – nie sprawdzają się jako środek wyrazu dla dość klasycznej komedii pomyłek, która całą tę językową wyniosłość stawia ponad humorystyczne inklinacje. Efekt? Ciąg groteskowych bon motów podlanych sosem stylistycznej ekstrawagancji (fantazje jednej z bohaterek przyjmują wymiar przesadzonej filmowej konwencji). Ale to, że „…cellulit” posiada nieuzasadniony musicalowy przerywnik, a bohaterki wiedzą (ale czy na pewno?) co to „fantazmat”, nie czyni go od razu mądrzejszym.

Biegun drugi: spełniony plebejski żart.

W przeciwieństwie do Saramonowicza, Wereśniak nigdy nie udawał, że ma jakiekolwiek poczucie smaku. Wprawdzie na początku kariery dość przypadkowo obwoływano go jeszcze złotym chłopcem — współtworzył wszak „Kilera”, zrealizował pierwszą – jak głosi plakat – „komedię romantyczną o miłości” i wygrał scenariuszowy konkurs Hartley-Merill (w czasach, gdy nikt nie wysyłał tam zgłoszeń) — ale dość szybko okazało się, że jest tylko poślednim rzemieślnikiem skupionym na przeżutych atawizmach. Jego nowy film, kontynuacja kultowej komedii erotycznej (!) z czasów PRL-u, nie spełnia poczynionej w nim obietnicy rozpusty, a przetwarza dominującą w dzisiejszym mainstreamie estetykę zwietrzałego TVN-wskiego spektaklu dla ubogich.

Co ciekawe, filmy Saramonowicza i Wereśniaka, choć osadzone w odległych sobie estetykach, łączy ta sama pożądliwa wizja kobiety jako samoeksploatującego się, uległego obiektu seksualnego. W „Jak się pozbyć cellulitu” ma to jeszcze dorobioną ideologię: trzy bohaterki są na pozór silne, samodzielne i wyemancypowane. Droga przez mękę (gdy zakneblowane, w samej tylko bieliźnie, skazane są na łaskę nieobliczalnego psychopaty) okazuje się drogą do wybawienia, ostatecznego triumfu. W „Och, Karol 2” tymczasem ma ona wymiar czysto poddańczy. Celem samym sobie jest poniżenie: sprowadzenie kobiety do roli prężącego się na każde zawołanie kociaka.

Z samej tylko okładki filmu Wereśniaka spogląda na nas sześć pięknych kobiet – wyginających ciała, wydymających usteczka, kuszących dekoltami (największy należy do… lesbijki). Tytułowy Karol, jak na prawdziwego samca przystało, romansuje z każdą z nich z osobna. Co robią panie, gdy się o tym dowiadują? Zamieszkują z nim, usługując, spełniając seksualne zachcianki. Każda z nich (w tym żona!) spycha własne potrzeby na drugi plan, wierząc, że poligamia z wymarzonym mężczyzną i jego kochankami jest jedynym akceptowalnym rozwiązaniem powstałego impasu.

Paradoks polega na tym, że mokre sny Wereśniaka i Saramonowicza o haremie zniewolonych kobiet urywają się w najciekawszym momencie. Nęcące fatałaszki nigdy nie spadają z powabnych ciał aktorek. Żadnej golizny, zero orgazmów. Dość powiedzieć, że jedyną osobą, która w „Och, Karol 2” pojawia się choćby tylko w stringach jest… Piotr Adamczyk. Miast obyczajowego skandalu na miarę pierwszej części „Karola” czy „Porno” Koterskiego otrzymujemy więc wstydliwe obrazki dla gimnazjalistów. Możesz patrzeć, ale nie wolno ci dotknąć. Ot, polskie kino w pigułce.

***

„Jak się pozbyć cellulitu” dostępne jest na dvd od 9 czerwca (TiM), „Och, Karol 2” od 27 maja (Galapagos). Wśród dodatków pierwszego filmu znajdują się sceny usunięte, wizyta na planie oraz wypowiedzi aktorów i reżysera. Drugi ma tylko zwiastun i teledysk.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Nie zastanowiło cię, że te filmy są skierowane do kobiet. Ty odbierasz je jako seksistowskie, a kobieca widownia tłumnie na nie chodzi i dobrze się bawi (zwłaszcza świetnie odebrała „Och, Karola 2”). To chyba temat dla jakiegoś socjologa.

  2. Paranoja poleg na tym, że dla rżącej ze śmiechu kobiecej widowni ochkarola i celulitu (zrobiłem sondę wśród kilkunastu koleżanek z wyższym wykształceniem) przesłanie tych filmów jest o 180 stopni różne, niż piszesz. W ocjkarolu nie kobieta usługuje facetowi, lecz on jest orgazmodajnym i satysfakcjodajnym narzędziem w ręku (?) pań. Generalnie – od czasu lejdis bodajże – śmieci zwane u nas komediami wbrew heroldom genderowej optyki podobaja się paniom jak cholera;)) I co tu zrobić z tem fantem:)? Te – jak piszesz – komedie takie nie cacy wobiec kobiet, a im (pomijając celebrycie feministki) się piekilenie podobają. Feministkom spoza stolicy również. Wot, zagwozdka((

  3. Perspektywa ciekawa, ale chyba faktycznie nie nam ją rozstrzygać. Kusi, żeby podpytać jakiegoś socjologa i taką rozmowę umieścić choćby na blogu, ale… Cóż, czasu mało.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php