Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

28.06.2011
wtorek

Wtorek, po świętach [9/10]

28 czerwca 2011, wtorek,

Paul i Adriana stoją przy kuchennym zlewie. Oboje trzydziestoparoletni, atrakcyjni, w schludnym i modnie urządzonym domu. Jedno z wielu popołudni. Ona zmywa naczynia, on przygląda się jej badawczo. „Jestem bardzo zakochany” – mówi w końcu Paul. Adriana uśmiecha się nieśmiało, zupełnie jakby od jakiegoś już czasu jej tego wyznania brakowało. „Poznałem kogoś” – słyszy po chwili.

Następująca chwilę później konfrontacja małżonków jest najmocniejszą i najważniejszą sceną całego filmu, swego rodzaju punktem zwrotnym – tak fabuły, jak ich związku. A jednak, nikt tu nie wrzeszczy, nie rzuca talerzami. Dantejskie sceny z amerykańskiego mainstreamu (im wrzask donośniejszy, tym większa szansa na Oscara) pozostają w uśpieniu. Owszem, niespodziewana kłótnia przebiega gwałtownie, ale Paul i Adriana kłócą się tak, jakby nieświadomi byli obecności kamery.

Tą jedną sceną – podglądacką, nagą – Radu Muntean zwraca nam najbardziej pierwotne z filmowych emocji. Te, których nie da nam najlepszy pościg i największa strzelanina. Oto na naszych oczach rozpadowi ulega intymny wszechświat dwojga ludzi. Prawdziwe trzęsienie ziemi. Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Wchodząc z kamerą do domu Paula i Adriany, filmując ich codzienność, reżyser ośmiesza zapalczywych minimalistów i propagatorów dogmy, którzy – paradoksalnie – manifestując swoje podporządkowanie realizmowi, do podobnej prawdy nigdy nawet się nie zbliżyli. Ich kino zawsze było w jakiś sposób ekstremalne, przerysowane, podczas gdy Muntean rejestruje codzienność, jaką wielu z nas rozpozna. Na ekranie pojawiają się ludzie do nas podobni. Zwyczajni, ale nie szarzy. Wymyśleni, ale prawdziwi. Paul i Adriana mają nasze gesty, nasze problemy, nawet nasze meble.

Na czas trwania filmu Muntean staje się voyeurem doskonałym. Rozumie bardzo ludzką potrzebę podglądania czyjegoś żywota i potrafi ją spełnić. Dyskusyjne? Nie do końca. Jeśli przyjąć założenie, że sala kinowa to mekka współczesnego podglądactwa, czym jest towarzyszące nam podczas seansów uczucie? Czy idąc do kina, nie oczekujemy emocji bardzo konkretnych, związanych z dramatycznymi przeżyciami, prawdziwych?

Ale film Rumuna nie jest tylko bezpodstawnym ekshibicjonizmem. Zanim Paul powie Adrianie o swoim romansie, dane nam będzie obserwować go na przemian z nią i kochanką, młodszą Ralucą. Dla obu okaże się czuły, obie otoczy opieką. Do pewnego momentu wyznacznikiem pierwszej relacji jest szacunek, drugiej – seks. Miłość nie wchodzi w grę. Ewentualnie pewna jej ułuda. Teoretycznie, Paul mógłby trwać w takin układzie w nieskończoność. Ciepło rodzinne z jednej strony, seksualne rozprężenie z drugiej. Wielu mężczyzn przez całe lata nie potrafi podobnego trójkąta rozsupłać, decydując się na podwójny żywot. Nagła decyzja Paula o wyjawieniu prawdy jest więc dość niespodziewana. Po co? Dlaczego?

Muntean rozumie mechanizm zdrady. Nie szuka winnych ani nie rzuca oskarżeń. Wie, że romanse nie wynikają z niegodziwości. Zazwyczaj jest to niespełnienie lub zmęczenie, czasem zwykłe pożądanie. Poza tym „zawsze gdzieś na świecie znajdzie się ktoś, kto pasowałby do nas bardziej niż obecny partner”.

Czy taką osobą jest dla Paula Raluca? Niekoniecznie. W otwierającej film scenie kamera długo studiuje jej nagie ciało, akcentując przede wszystkim wygolone łono i tatuaż w okolicy lędźwi*. Czy to sugestia, że to właśnie na nich kończy się postrzeganie bohaterki przez niewiernego męża? Być może sam romans jest dla niego tylko miłostką, zwykłą przygodą. Decyzja Paula zyskuje na znaczeniu w ostatnich scenach, gdzie z Adrianą udają – zapewne po raz ostatni – szczęśliwą rodzinę przed własnym dzieckiem. Szczerość wobec żony okazuje się więc pozorna – dla Paula jest to jedyna, desperacka i dość cyniczna próba ucieczki przed moralną zagładą.

Cierpka puenta.

 

* – z plakatu go wymazano

Film od przyszłego piątku w wybranych kinach studyjnych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Widziałem poprzedni film tego reżysera „Boogie”. Od strony realizmu był znakomity, był w nim sceny małżeńskiej kłótni (wcale nie cichej) oraz zdrady (bardzo ciekawa jej przyczyna, zaimponowanie kolegą, że ma się powodzenie u kobiet). Takie filmy przemykają z minimalnym zainteresowaniem polskich widzów, kwitowane dość płytkim stwierdzeniem „film o niczym”. Szkoda, bo realia rumuńskie i polskie zbytnio się nie różnią.

  2. Dzięki za wskazówkę, nie wi(e)działem.

    A sprawę potencjału jaki ma Polska by być filmową Rumunią powinno się u nas podnosić przy premierze każdego rumuńskiego filmu…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php