Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

9.07.2011
sobota

Kolejny rok [dvd, 9/10]

9 lipca 2011, sobota,
Another Year, Wielka Brytania, 2010, 124 minuty. Reżyseria: Mike Leigh. Scenariusz: Mike Leigh. Obsada: Jim Broadbent, Lesley Manville, Ruth Sheen, Peter Wight, Oliver Maltman. Zdjęcia: Dick Pope. Muzyka:Gary Yershon. Dystrybucja na dvd w Polsce: TiM, 22 czerwca 2011

Kolejny rok. Rzeczywiście. Oto kolejny rok w małżeńskim życiu Toma i Gerri, kolejny rok od Mike’a Leigh. Pełen dni i miesięcy; szczęścia i niedoli, których nikt w podobny sposób spleść nie potrafi. To już naturalne w jego kinie: kolejne sceny, choć niezwykle rytmiczne, utkane są z absolutnie skrajnych, dwuznacznych emocji. Być może jest to jakiś sposób na postrzeganie świata: nic nie jest tak śmieszne, by nie mogło być też przygnębiające, i na odwrót: nic nie jest tak przygnębiające, by nie mogło być również śmieszne.

Dla przykładu: gdy Mary (Lesley Manville) nieudolnie flirtuje z dorosłym, trzydziestoletnim już synem (Oliver Maltman) swoich przyjaciół, sytuacja wydaje się zabawna. Nieporadna, upojona alkoholem trzpiotka jest rozkosznie nadekspresyjna, do tego co rusz wpada w zastawione z własnych słów pułapki. Z drugiej strony – podrywa faceta, któremu przed laty zmieniała pieluchy. Sytuacja szybko staje się żałosna, przykra.

Takich zamierzonych dysonansów jest w całym filmie znacznie więcej. Ken (Peter Wight), otyły piwosz i łasuch, jest śmieszny do czasu, gdy wybucha szlochem nad własną bezradnością. Ronnie (David Bradley) z kolei, dopiero co owdowiały brat Toma, wydaje się postacią nieprzeniknioną, zgładzoną nieoczekiwanym dramatem. Sytuacja zmienia się, gdy widzimy jak rozmawia – za pomocą absurdalnie konsekwentnych monosylab.

Tom (Jim Broadbent) i Gerri (Ruth Sheen) są do konfrontacji z tymi niespełnionymi rozbitkami przyzwyczajeni. Jako ludzie szczęśliwi, tworzący harmonijny, oparty na wzajemnym szacunku i uwielbieniu związek, z łatwością przyciągają tych, którzy w jego cieple chcą się ogrzać. Ronnie, Mary i Ken chętnie odwiedzają ich otwarty dom. Wiedzą, że zawsze znajdą w nim odrobinę życzliwości i zrozumienia, że dane im będzie przewrócić kilka kolejnych stron nieswojego harlequina. Bo właśnie miłością z podrzędnego romansu żyją Tom i Gerri, tworząc nie tylko najbardziej udany związek w filmie, ale też w całej konstelacji związków, jakie przez lata pojawiły się u Leigh.

Autora bardziej interesuje jednak samotność. Wychodzi z prostego założenia, że samotności nie można zrozumieć doświadczając jej przeciwności. Wiele mówi o tym scena otwierająca film, w której Gerri przyjmuje przygnębioną pacjentkę cierpiącą na bezsenność (rewelacyjny epizod Imeldy Staunton). Co może odmienić jej samopoczucie? „Nowe życie” – słyszy Gerri, na co potrafi tylko serdecznie się uśmiechnąć.

Zderzenie beztroski szczęśliwego małżeństwa z depresyjnym osamotnieniem Mary, jest w pełni uzasadnione. Bezcelowości czyjegoś żywota nie uleczą ci, którzy skupieni są na powodzeniu własnego. Ostatni, wyborny kadr filmu, jest tego doskonałym potwierdzeniem. Kolacja. Przy stole dwie pary: Gerri z Tomem, oraz ich syn z dziewczyną. Rozmowy i śmiechy trwają w najlepsze, ale kamera skupia się na nieruchomej twarzy Mary, która właśnie zdała sobie sprawę, że w tym szczęśliwym domu zawsze będzie tylko podstępnym judaszem łaknącym szczęścia innych. Gorzka pigułka.

O wydaniu dvd

Brak dodatków, technicznie bez zarzutu.

***

Recenzja opublikowana swego czasu  w Wirtualnej Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. zwróciłem uwage już kilka dni temu na ten film, ta recenzja jeszcze bardziej skłania mnie do tego by to zobaczyć… może za jakis czas uda sie porównać opinie
    pozdrawiam

  2. Zachęcam. :)

  3. Byłam na nim w kinie w swoje urodziny. Film świetny ale aż drapiący po duszy. Na pewno nie komedia… Zły wybór na urodziny, kiedy nie chce się myśleć o przemijaniu.

  4. Też pobiegłem nań do kina spodziewając się rychłego zniknięcia z ekranów, a wydawnictwo DVD nie uznając za nic pewnego.
    Dla mnie to film znakomity!

    @wilczajagoda
    zaryzykowałbym tezę, że nigdy się nie chce myśleć o przemijaniu…
    przemijanie się nie pyta człowieka czy chce o nim myśleć, ono bezczelnie nas przed swoim obliczem stawia, ani trochę nie troszcząc się o nasz pogląd. było jest i będzie na wieki wieków itd itp. Tak trochę się droczę wiadomo, że gdybyśmy sobie nie robili wakacji od tej refleksji, to szpital albo pętla :) (uśmiech smutno wesoły w stylu Pierrota, nie ma do diabła takiej emotikonki!)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php