Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

19.07.2011
wtorek

Wszyscy kochają Amber Heard

19 lipca 2011, wtorek,

Jej uroda jest dość banalna, aktorskie umiejętności ledwie zadowalające, a dobór scenariuszy nie zawsze szczęśliwy. A jednak filmom z jej udziałem, a przynajmniej sporej części z nich, nie można odmówić staroświeckiego uroku niskonakładowej tandety. Niemal od początku swej kariery, Heard konsekwentnie wybiera fabuły, które stawiają jej niewątpliwy seksapil w cieniu nieustannego, perwersyjnego zagrożenia. Znamienne, że w filmie, który jako pierwszy przysporzył jej popularności, niezależnym horrorze „Wszyscy kochają Mandy Lane”, gra rolę zabójczej nastolatki, rozkochującej w sobie wszystkich wokół. Dziś, w wieku 25 lat, jest bodajże jedyną współczesną aktorką, która zdecydowała się na świadomą karierę gwiazdy krwistego nurtu neo-grindhouse, choć z taką buzią mogłaby z powodzeniem grywać w pociesznych komedyjkach i brylować na wybiegach. Cóż, Amber… Jestem pod wrażeniem.

Ale, ale… Ja tu gadu-gadu, a tymczasem na rynku pojawiły się trzy filmy z Heard.

 

Piekielna zemsta 3D [6/10]

Drive Angry 3D, USA, 2011, 104 minuty. Reżyseria: Patrick Lussier. Scenariusz: Patrick Lussier, Todd Farmer. Obsada: Nicolas Cage, Amber Heard, William Fichtner, Billy Burke, David Morse. Zdjęcia: Brian Pearson. Muzyka: Michael Wandmacher. Dystrybucja na blu-ray w Polsce: Galapagos, 15 lipca 2011

Obłęd, totalny obłęd! Nicolas Cage jako facet, który uciekł z piekła. Amber Heard w roli seksownej kelnerki z przydrożnej speluny. Warczący silnik Dodge’a Chargera. Kult Szatana. Teksas. 3D. Karkołomność filmu Patricka Lussiera dość niespodziewanie działa na jego korzyść. Beztroska, z jaką przetwarza się tu ścinki trzecioligowej gatunkowości, czyni z „Piekielnej zemsty” sugestywną jazdę bez trzymanki. Oto film, w którym Nicolas Cage nie musi udawać. Scenariusz napisano specjalnie dla niego. Jest zabijaką, lowelasem, żartownisiem – uwiecznionym w kadrze tandeciarzem, za którego plecami wiecznie coś wybucha.

Gdy w jednej ze scen Cage doprowadza do orgazmu świeżo poznaną w barze panienkę (tak, tak, żadna mu się nie oprze!), a jednocześnie… opróżnia butelkę whisky i zabija pół tuzina bandziorów, wiadomo, że jest w swoim żywiole. Cage to człowiek zemsty, zwierzę, które czeka, by spuścić je ze smyczy. U Lussiera nie obowiązują go żadne zasady. Jeśli jego żart jest kiepski, to dlatego, że taki miał być. Jeśli ktoś go zastrzeli, on zaraz zmartwychwstanie.

„Piekielna zemsta” to 104 minuty adrenaliny w starym dobrym stylu. Jest tu wszystko czego oczekiwać można po tego typu rozwałce: przemoc, seks i amerykańskie zadupie. Film kręcono w Luizjanie – sercu Południa, kolebce zaściankowego szowinizmu i chrystusowej bojaźni, więc na ekranie nie brak ani zabobonu, ani prymitywnej energii. Głowy eksplodują, piersi falują, auta spadają z mostów, a gdy jest już po wszystkim, poczciwy Nicolas nonszalancko wypija zimny browar z zakrwawionego czerepu swojego przeciwnika.

Całości zdecydowanie jednak brakuje kropki nad i, jaką miała choćby „Pirania 3D”. Czego dokładnie? Trudno powiedzieć. Dobrego rzemiosła? Spontanu? Jazdy po bandzie? (Nie)konsekwencji? Robert Rodriguez znałby odpowiedź na to pytanie.

O wydaniu blu-ray

Obraz panoramiczny, dźwięk w formacie DTS HD Master Audio 5.1. Płyta ma kilka dodatków. Najciekawszym jest komentarz reżysera/scenarzysty Patricka Lussiera i współscenarzysty Todda Farmera, którzy rozkładają dla nas proces realizacji filmu na części, ale znajdziemy tu także dwie sceny usunięte (1:32) oraz Jak dokonać Piekielnej zemsty – specjalny tryb typu Picture-in-Picture, który podczas seansu umożliwia bezpośredni dostęp do wywiadów, komentarzy i ciekawostek dotyczących filmu.

Oddział [5/10]

The Ward, USA, 2010, 88 minut. Reżyseria: John Carpenter. Scenariusz: Michael Rasmussen, Shawn Rasmussen. Obsada: Amber Heard, Danielle Panabaker, Mamie Gummer, Laura-Leigh, Jared Harris. Zdjęcia: Yaron Orbach. Muzyka: Mark Kilian. Dystrybucja na dvd w Polsce: Monolith, sierpień 2011

Zapachniało starą szkołą. John Carpenter, kultowy autor staromodnych dreszczowców, znów za kamerą! Od czasu nieudanych niestety „Duchów Marsa” minęło 9 długich lat, współczesny horror zdążył się gruntownie przedefiniować, a jednak poczciwy JC próbuje starych, dawno przetrenowanych sztuczek. Dłonie wyskakują tu zza kadru, ogłuszające decybele czają się w każdym ciemnym zakątku, zaś po planie biega straszydło w gumowym kostiumie. Że niby tandeta? Owszem, wypadałoby ją bez litości wypunktować, ale całość podbita jest specyficznym, staroświeckim stemplem rozmarzonego wirtuoza. Trudno się oprzeć.

Tym razem Carpenter nie napisał do swego filmu scenariusza ani ścieżki dźwiękowej, ale zbyt wiele tu dobra – a są nim choćby elegancka i nastrojowa czołówka i scena taneczna (!) w rytmie „Run, Baby, Run” The Newbeats – by nie przypisać go właśnie jemu. Fabuła filmu ujęta jest zresztą w pewien nawias; akcja toczy się w roku 1966 w szpitalu psychiatrycznym a’la „Shock Corridor” Fullera, a w telewizji niby przypadkiem wyświetlają tandetną klasykę Berta Gordona. Całość, choć zgrabnie unika anachronizmów, które nie tak dawno pogrążyły Wesa Cravena, rozbija się jednak o naciąganą i absolutnie niesatysfakcjonującą konkluzję.

Na koniec ciekawostka: pracę załatwiła Carpenterowi nasza Amber. Znaczy się, wie dziewczyna, co dobre.

O wydaniu dvd

Pięć kanałów, panorama. I zwiastun.

I zapadła ciemność [4/10]

And Soon the Darkness, USA/Argentyna/Francja, 2010, 91 minut. Reżyseria: Marcus Efron. Scenariusz: Marcos Efron, Jennifer Derwingson. Obsada: Amber Heard, Odette Annable, Karl Urban, Adriana Barraza, Cesar Vianco. Zdjęcia: Gabriel Beristain. Muzyka: tomandandy. Dystrybucja na dvd w Polsce: TiM, 24 czerwca 2011

Pełnometrażowy debiut niejakiego Marcosa Efrona jest niemalże podręcznikową definicją turystycznego thrillera. Urodziwe, skąpo odziane dziewczyny? Są. Pocztówkowe pejzaże  i niebezpieczne pustkowia? Tak. Mnóstwo nieodpowiedzialnych decyzji, prowadzących do niechybnej śmierci? Jak najbardziej. Sytuacji dopełnia nawet fakt, że „I zapadła ciemność” to – a jakże! – remake zapomnianego brytyjskiego filmu sprzed paru dekad. Cudów nie należy się więc spodziewać, a jednak… dobrze by było, gdyby całe to niskogatunkowe dobro przekładało się na jakieś emocje.

A o to, jak się okazuje, wcale nie łatwo. Dziś podobnych filmów jest bez liku. Obowiązuje w nich jedna zasada – jeśli opuszczasz mieszczański dobrobyt na rzecz nieznanej dziczy, to z dużym prawdopodobieństwem zarżną cię w niej jacyś zwyrodnialcy. Kino grozy wałkuje ten schemat od lat, a udanych jego inkarnacji nie trzeba daleko szukać. Ot, choćby australijskie „Wolf Creek” czy wyświetlane nie tak dawno w polskich kinach „Eden Lake” wciskały w fotel.

Efron tymczasem do pierwowzoru z 1970 podchodzi tak, jakby obu tych filmów (i wielu innych, nakręconych od tego czasu) nie widział. Bohaterki zachowują się często nierozsądnie, a na drodze do wybawienia stają im zwykle wystające gałęzie albo zepsuta stacyjka (błagam!). Co więcej, polemizując z dobrze skonstruowanym oryginałem, Efron odbiera sobie jego największy atut – nieprzewidywalność. Twórcy starej wersji długo pogrywali z tożsamością dręczyciela, wiedząc, że jest to karta, którą trzeba trzymać dosłownie do ostatnich minut, podczas gdy nasz debiutant wykłada ją już w połowie seansu.

O wydaniu dvd

Pięć kanałów, panorama i zwiastun.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. A jak ona ładnie wygląda ze swoją dziewczyną.

  2. Tak, wiem. Zdjęcie z papierosem jest jej autorstwa. :)

  3. Jest świetna aktorką, nie zgadzam sie z os, która napisała tego „bloga”.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php