Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

31.07.2011
niedziela

Impresje z NH ’11: misz-masz

31 lipca 2011, niedziela,

Mało widziałem filmów podczas tegorocznych Nowych Horyzontów (z najważniejszych dla mnie premier przepadły mi np. „Skóra, w której żyję” Almodovara czy nowy Ceylan), ale nie znaczy to, że ich program jest mi zupełnie obcy. Ciekawe tytuły miałem przyjemność obejrzeć m.in. podczas przygotowywania tekstów do tegorocznego katalogu.

Chciałbym polecić wam przede wszystkim trzy z nich: „Moją łódź podwodną” – komediodramat rozpięty gdzieś pomiędzy filmami Wesa Andersona a humorem Monty Pythona, „Olivera Shermana” – wycofany thriller o żołnierzu powracającym z wojny oraz „Bez wstydu” – nowy, zaskakujący film twórcy „Ellinga”. Myślę, że przy całym bogactwie tegorocznej edycji NH, warto tę trójkę wyłowić na kolejnych festiwalach, eventach, pośród zagranicznych wydań dvd lub, jeśli już nie macie innego wyjścia, gdzieś online.

Coby się niepotrzebnie nie powtarzać, pozwolę sobie przekleić moje krótkie opracowania rzeczonych filmów z katalogu.

Moja łódź podwodna [8/10]

Ten film uchwyci moje specyficzne cechy, na przykład pokaże, jak uwodzę moją koleżankę z klasy za pomocą siły umysłu. Będą ujęcia śmigłowców. Będą zdjęcia w zwolnionym tempie, ale także momenty transcendencji, gdy wyleczę ojca z depresji. Znając mnie, a znam się nieźle, zdziwię się, jeśli film będzie trwał krócej niż trzy godziny. Informacja dla prasy: przy opisywaniu filmu należy używać przymiotników „olśniewający” i „porywający”, a także zwrotu „epokowe osiągnięcie” – tak opowiada o filmie jego bohater, 15-letni Olivier. I ton tej wypowiedzi wiele mówi o pełnometrażowym debiucie Richarda Aoyade’a.

Moja łódź podwodna zdecydowanie wyróżnia się na tle scenariuszowych i reżyserskich poczynań wziętych komików. Film Ayoade’a, choć wyprodukowany został m.in. przez Bena Stillera, przypomina bardziej komediodramaty Wesa Andersona (zwłaszcza Rushmore pobrzmiewa tu donośnym echem), aniżeli jednoznaczne produkcje mainstreamowe. To mieszanka wybuchowa – jedyna w swoim rodzaju, rozkosznie pokręcona historia o dojrzewaniu, dla której najlepszym tropem interpretacyjnym jest fakt, iż jej autor wyfrunął z tego samego gniazda – kultowego, amatorskiego stowarzyszenia teatralnego Footlights – co Hugh Laurie i część członków grupy Monty Pythona.

Oliver Sherman [7/10]

Ryan Redford, nieznany nikomu kanadyjski reżyser, debiutuje nietypowo. Bo choć jego film wykorzystuje niezwykle popularny w kinie motyw posttraumatycznego syndromu wojennego, nie jest – jak można by tego oczekiwać – krzykliwym rozliczeniowym dramatem. Przeciwnie, to niestereotypowy, nieco przygaszony thriller. Tytułowy Sherman powraca z bliżej nieokreślonej wojny, która odcisnęła na nim swoje niezacieralne piętno, tak dosłownie (został postrzelony w głowę), jak i w przenośni (gdy przebywał w szpitalu, pielęgniarka niechcący przekręciła jego nazwisko).

Dosadnie zaakcentowany przez reżysera kryzys tożsamości nie burzy intymnej atmosfery jego filmu. Oliver Sherman to rozegrana na trzy postacie intensywna psychodrama, w której wspomniany weteran zakłóca życie swojego dawno niewidzianego kolegi i jego żony. Redford rezygnuje z typowych środków wyrazu, zazwyczaj sprzyjających kinu gatunkowego, i pozwala dyktować atmosferę swoim aktorom. Garret Dillahunt, uznany aktor telewizyjny, zagrał tu być może najważniejszą rolę swojego życia, przekuwając dramat w szarpiący nerwy, psychologiczny dreszczowiec.

Bez wstydu [7/10]

Lato 1951. Na świat przychodzi pierwsze dziecko Lillian i Amunda. To chłopiec. A może dziewczynka? Do końca nie wiadomo. Okoliczności samego zdarzenia są dość niezwykłe, towarzyszy im bowiem zaćmienie słońca. Rodzice odmawiają zgody na operację, która uczyniłaby dziecko „normalnym” i „niewybrakowanym”. Przez lata Adrian dorasta z poczuciem wstydu, nie do końca zdając sobie sprawę, że nosi w sobie sekret, skrywany przed światem przez jego rodziców. Tematyka i stylistyka filmu Bez wstydu nie przynoszą zdziwienia.

Peter Næss, autor Ellinga, raz jeszcze sięga po przejmujący materiał źródłowy, którego celem jest zrozumienie osób psychicznie lub fizycznie upośledzonych. Sporym zaskoczeniem jest za to pojawiający się w filmie kontrast dla ideologicznego buntu, który wybierali dotychczas jego bohaterowie. Sprzeciw Adriana wobec własnego wykluczenia i tych, którzy są za nie odpowiedzialni, okazuje się niezwykle radykalny, nie pozostając bez wpływu na wszystkich, którzy otaczają głównego bohatera. Bez wstydu to zupełnie nowy rozdział, tak w życiu bohatera filmu, jak i samego reżysera.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php