Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

22.10.2011
sobota

Krzyk 4 [dvd, 5/10]

22 października 2011, sobota,

Scream 4, USA, 2011, 109 minuty. Reżyseria: Wes Craven. Scenariusz: Kevin Williamson. Obsada: Neve Campbell, Courteney Cox, David Arquette, Emma Roberts, Hayden Panettiere. Zdjęcia: Peter Meting. Muzyka: Marco Beltrami. Dystrybucja na dvd w Polsce: TiM Film Studio, 6 października 2011

Sidney Prescott nie ma szczęścia. Przyciąga świrów niczym dobry psychiatryk. Biegają za nią z nożem, prześladują, mordują najbliższych. Ba, sami często są tymi ostatnimi. Nie bez powodu: dla społeczności prowincjalnego Woodsboro Sidney od lat pozostaje symbolicznym obiektem zazdrości i źródłem wszelkich kompleksów. Piękna, inteligentna, z dobrego domu – w świecie zdradzanych licealistek, nieśmiałych geeków i zaniedbanych przez rodziców nastolatków zawsze była irytującą, czerwoną płachtą.

Jest nią nawet teraz, gdy jako dorosła kobieta powraca do Woodsboro przeszło dekadę po wydarzeniach z ostatniej części. To, że z tej okazji czyha na nią kolejny sfrustrowany maniak, nie dziwi już chyba nawet jej samej. Na przestrzeni lat zdążyła się już przyzwyczaić – przeszłość wraca niczym bumerang.

Żelazna, chirurgiczna wręcz konsekwencja, z jaką Wes Craven konfrontuje swoją bohaterkę z jej własnym przeznaczeniem, jest największą wadą czwartego „Krzyku”. Jeśli dobrze znacie mechanikę poprzednich części, tożsamość mordercy rozpracujecie stosunkowo łatwo, a listę potencjalnych ofiar zawęzicie do niezbędnego minimum.

Świadomość pastiszowego podejścia do obowiązujących w gatunku slasher zasad, która przed laty stała się źródłem wielu fabularnych niespodzianek  i znakiem rozpoznawczym serii, tu jest składnikiem bardzo czytelnym, obowiązkowym. Trudno uśpić kinofilską czujność, gdy ma się świadomość, że na dowolnym kroku czyhać może wolta, a każda z żelaznych niegdyś reguł może zostać w dowolnej chwili złamana.

Paradoksalnie, przy obecnym tu nagromadzeniu pomysłów i meta-odniesień, Cravenowi i powracającemu po krótkiej, acz pamiętliwej przerwie („Krzyk 3”) scenarzyście Kevinowi Williamsonowi pary starcza na nieco ponad pół godziny. Po świetnym początku i udanym wprowadzeniu w bieżące losy Sidney i jej przyjaciół, film grzęźnie w odgrzewanych skeczach, aż do samego końca nie potrafiąc przełamać jednego z ostatnich tabu gatunku i samej serii –  nieśmiertelności kluczowych dla franczyzy postaci.

Zawsze jest o krok, zawsze niby już, ale ostatecznie Sidney i jej znajomi z poprzednich części jakimś cudem, nadludzkim, często absurdalnym wysiłkiem, uchodzą z życiem. Hollywood rządzi się w końcu swoimi prawami – realizację piątej części już zapowiedziano, a Campbell, Cox i Arquette, których kariery od poprzedniej odsłony „Krzyku” zdążyły się nieźle zakurzyć, woleliby pewnie mieć w niej swoje miejsce.

O wydaniu dvd

Parametry techniczne w normie – panorama, pięć kanałów. Rozczarowanie przynosi sekcja dodatków – znajdziemy pośród nich tylko zwiastun i galerię zdjęć. Zachodnie wydanie to tymczasem komentarz, pół godziny scen usuniętych i jeszcze kilka fajnych duperelków.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. „Paradoksalnie, czytelność i przewidywalność tego układu są największym atutem filmu. Williamson to jedno z nazwisk, po których wiemy już czego się spodziewać. I dlatego możemy sięgnąć po nie bez obaw. Zupełnie, jak ma to miejsce z powrotami do ulubionych miejsc czy sięganiem po sprawdzone wino – nie będzie tu żadnej wolty, niemiłej niespodzianki czy haczyka. W kinie to wciąż niedoceniana wartość.”

  2. :) Tylko widzisz, ja akurat do Williamsona nie mam jakiegoś wielkiego sentymentu, tak jak nie uważam, że Ehren Kruger spaprał „Krzyk 3”.

  3. Film ma ode mnie 7/10, ale to ocena zawyżona o jakieś jedno albo nawet dwa oczka ze względu na ogromną sympatię jaką darzę tych bohaterów jak i mordercę w masce (ale żeby nie było, że jestem zaślepiony – Krzyku 3 NIENAWIDZĘ).

    Największy problem tego filmu tkwi w tym, że nie posuwa on „historii” naprzód. Użyłem cudzysłowu bo trylogia również takowej nie posiadała, ale ile można oglądać tę samą historyjkę, która wraz z napisami końcowymi wraca do punktu wyjścia? Co ciekawe oryginalnie zakończenie było inne – nie było finału w szpitalu, morderca przeżył (wiadomo o kogo chodzi) a film kończył się cliffhangerem, w którym okazuje się że jednak ktoś przeżył masakrę i jest to Sidney, jedyna osoba, która wie kto mordował…

    Osobiście miałem inny pomysł jak pociągnąć fabułę sequela (morderca jako główny bohater na studiach – nawiązanie do Krzyku 2 – na którego poluje nowy morderca), ale coś takiego również byłoby ciekawe i na pewno otwierałoby kilka interesujących możliwości na przyszłość. A tak? Zabójca nie żyje, Sid, Gale i Dewey wyszli cało z opresji. Znoooooowu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. PS. Dodatki z wydania amerykańskiego znalazły się wyłącznie w edycji dostępnej w USA.

  6. Pamiętam, że „Krzyk 3” bardzo nie podobał mi się po seansie kinowym. Do tego stopnia, że robiąc powtórkę przed częścią czwartą, obejrzałem tylko „Krzyk” 1 i 2. Trójkę zarzuciłem ponownie dopiero przed miesiącem i ku wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że jest to całkiem niezły przegląd ówczesnej popkultury.

  7. moim zdaniem „scream” to juz nie pop-
    tylko hiphop- albo nawet rapkultura;
    granie na instynktach w cukierkowym behawiorze
    dorastajacych dziewczynek…
    p.s.
    polecam „hell” fehlbauma(5+/10);
    oczywizda stoi za tym emmerich.

  8. Cukierkowy behawior dorastających dziewczynek to jednak dość ważny element amerykańskiej kultury. ;)

    „Hell” obejrzę, ciekawie się zapowiada, dzięki za cynk.

  9. Chodzi o to, i miałem taką reflekcję już do poprzedniego wpisu, że powtarzalność i przewidywalność to jednak najbardziej doceniane (chociaż często nieświadomie) cechy kina.
    Kina gatunkowego oczywiście, nie bez przyczyny to gatunki przyciągają największą widownię, właśnie dlatego, że są przewidywalną, bezpieczną i kontrolowaną przygodą.

    Niektóre formuły nie zmieniły się od 80 lat (najbardziej żywotny jest chyba melodramat), nawet jeżeli bohaterowie przeżywają hardcorowe perypetie to koniec końców wszystko kończy się dobrze.

    I tak właśnie jest z Krzykiem – mimo, że pierwsza część genialnie grała z kliszami slasherowymi a cały cykl jest bardzo meta-świadomy, koniec końców autorzy nie przekraczają żelaznych reguł gatunku.

  10. @Piotr Pluciński:
    „Trójkę zarzuciłem ponownie dopiero przed miesiącem i ku wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że jest to całkiem niezły przegląd ówczesnej popkultury.”
    To prawda, ale jest przy tym zwyczajnie fatalną kontynuacją tamtych filmów. Naprawdę brak mi słów by opisać jak żenujące sny Sidney, podobnież przeraźliwie naciągana przeszłość jej matki.

    @Marcin:
    „mimo, że pierwsza część genialnie grała z kliszami slasherowymi a cały cykl jest bardzo meta-świadomy, koniec końców autorzy nie przekraczają żelaznych reguł gatunku”
    Może powinni zacząć? Krzyk jest genialny właśnie przez autoironiczne podejście. Krzyk 2 również, do tego dochodzi komentarz na temat praw rządzących się sequelami.
    W Krzyku 4 wspomina się o remake’ach, ale kompletnie nic z tego nie wynika. Wykładane są jakieś nowe reguły, ale są bzdurne i naciągane. Wreszcie rozmowy o horrorach są chyba tylko dlatego, że tak było w poprzednich częściach. Krzyk 4 nie wnosi do tematu kompletnie nic i jest niczym innym jak tylko kalką. Fajną, ale jednak kalką.

  11. @gospodarz:
    prosze, prosze…
    i tez dziekuje,bo odwala pan(niezly) kawalek roboty.

  12. @Mierzwiak:
    Powinni, ale..
    Craven już dawno przestał być autorem i, w służbie wytwórni, stał się wyrobnikiem.

    Krzyk to produkt, za którego ostateczny kształt odpowiadają producenci. Widz, kupując bilet na kolejną część cyklu, doskonale wie, że czeka go kalka i nawet kiedy jest zaskakiwany, zaskoczenie to ma swoje granice.

    Cechą tego cyklu jest powtarzalna zabawa kliszami i konwencją, ale już nie wykraczanie poza nie. Zabicie głównych bohaterów byłoby oczywiście ciekawe dla pewnej grupy widzów, ale generalnie po prostu nieopłacalne. Tego się w tej serii nie robi.

  13. @ Marcin

    Masz oczywiście sporo racji, ale pierwszy „Krzyk” powstawał jako łamacz reguł. W jednym z wywiadów Craven powiedział, że od początku miał w planach pomysł na radykalną kontynuację pierwszej części, ale sukces finansowy i przywiązanie widza do konkretnych postaci wpłynęły na jego decyzje. O ile w drugim „Krzyku” nieśmiertelność bohaterów miała swój urok (scena „zabicia” Deweya w studiu), to już w kolejnych odcinkach zaczęło się rozmywać. Czwórka, zwłaszcza na finiszu, ociera się dobre decyzje fabularne, ale jak sam zauważyłeś, teraz jest to już po prostu nieopłacalne. A jednak nie wydaje mi się, by można to ciągnąć w nieskończoność. Piątka na horyzoncie, przydałyby się niespodzianki…

  14. Czy pierwszy Krzyk był łamaczem reguł? Hmm, chyba nie w tym tkwiła przyczyna jego sukcesu. Największym źródłem przyjemności było napięcie pomiędzy konwencją a wydarzeniami rozgrywającymi się na ekranie. Najbardziej znany przykład – bohaterka mówi, że horrory są głupie bo głupie laski wbiegają po schodach zamiast uciekać z domu przed prześladowcą, żeby w następnej scenie tak właśnie zrobić.

    Pierwszy Krzyk odniósł wielki sukces ponieważ zastosowano w nim podwójne kodowanie, tak popularne w postmodernistycznych latach 90. Dzięki temu, że bohaterami są miłośnicy horrorów, mogą oni na bieżąco tłumaczyć reguły gry tym widzom, którzy nie mają kompetencji do ich rozpoznawania. Dlatego Krzyk docierał i do fanów slasherów i do widzów bez żadnej znajomości gatunku. Kolejne Krzyki dalej grały pod tę nutę bawiąc się regułami sequeli itd. Pod tym względem cała seria jest spójna, a że coraz nudniejsza – no cóż, konwencja nie jest zbyt pojemna.

    Jeżeli więc Williamson i Craven szykują na piątkę jakąś niespodziankę, będzie ona musiała być zgodna z regułami gry, innej opcji nie ma i nie przychodzi mi do głowy żaden przykład z historii kina gatunkowego, żeby seria kończyła się jakimś szokującym wyłomem. Nie oglądam raczej filmów z numerem wyższym niż 3, ale domyślam się, że Sidney może zginąć jeżeli jej miejsce zajmie po latach, np. jej córka, ale coś w ten deseń :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php