Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

28.10.2011
piątek

Elitarni – Ostatnie starcie [kino, 6/10]

28 października 2011, piątek,

Filmy nagradzane na najważniejszych światowych festiwalach bardzo rzadko doczekują się swoich kontynuacji. Odrzucone, wzgardzone przez szeroką publikę, trafiają zazwyczaj do kin studyjnych, z dala od multipleksów i głównego nurtu. Z hitem Jose Padilhi było jednak zupełnie inaczej. Brutalne, dynamiczne kino nieznanego wówczas nikomu Brazylijczyka nagrodzono w 2007 roku Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie. Widzowie szybko pokochali ten na poły faszystowski, na poły pro-militarystyczny dramat sensacyjny, bo… nie mieli większego wyboru.

Stronniczy, ideologicznie zakłamany pejzaż przeoranej przemocą Brazylii sprytnie manipulował emocjami. Zmuszał niejako, by w walce z lokalnymi kartelami narkotykowymi stanąć po stronie bezwzględnego pułkownika Nascimento, który sile przeciwstawiał siłę. Jego samosądy wydawały się usprawiedliwione – zarazę trzeba przecież tępić w zarodku.

Sequel tymczasem przynosi spore zaskoczenie. Miast pielęgnować militarny fetysz, Padilha wchodzi ze swym poprzednim filmem w szczerą polemikę.

Nascimento nie jest tu już człowiekiem, którego znamy z części pierwszej. Pozer i radykalista zamienia się w bohatera… romantycznego. Za uprzednie, przemilczane przez reżysera błędy przychodzi mu zapłacić cenę najwyższą. Jego puste ideały upadają, rozsypuje się pieczołowicie budowany porządek rzeczy. Macki zwalczanego systemu okazują się sięgać o wiele dalej, głębiej… Dotykają jego samego.

Co ciekawe, sama struktura filmu się nie zmienia. „Ostatnie starcie” to wciąż ultra-dynamiczna karuzela przemocy, ale… różnicę wyznacza sposób, w jaki jest portretowania. Rozdygotana kamera uczestniczy w strzelaninach, rejestruje wszechobecną niedolę, ale to, co najbardziej mięsiste, zawsze pozostaje poza kadrem, w niedopowiedzeniu. Wiecie już jak to wygląda – zdaje się mówić swoim filmem Padilha – teraz zobaczcie skąd się to bierze.

Skąd więc? To proste. Nad padliną zawsze zbiera się zgraja sępów; zgliszcza powstałe po zwalczonych uprzednio handlarzach narkotyków zajmują sprzedajni gliniarze. Koło się zamyka.

To film zdecydowanie lepszy od części pierwszej, ale wciąż niedoskonały. Padilha, który potrafi być przecież współczującym i uważnym jednocześnie obserwatorem – czego dowodzi choćby „Garapa”, surowy dokument o skrajnym ubóstwie w Brazylii – tu wciąż niechętnie rezygnuje z epickiego szpanu. Wyniosła narracja z offu, zwolnienia obrazu, motywowanie bohatera osobistą wendetą, wypasiona czołówka – wszystko to schlebiać ma gustom „masowej” publiki.

Tej samej, która pokochała pierwszych „Elitarnych” za ich widowiskową powierzchowność.

Być może dlatego w finale Brazylijczyk uderza w niewłaściwą nutę – przetwarza hollywoodzki mit o niezachwianej moralnie jednostce, spychając na dalszy plan jej bezsilność w walce z samowystarczalnym systemem. O tym, że Nascimento znowu przegrał, dowiemy się pewnie z części trzeciej… Znowu lepszej?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. @O tym, że Nascimento znowu przegrał, dowiemy się pewnie z części trzeciej…

    IMO te ostatnie sceny, w których skorumpowani politycy wciąż rządzą, mówią o tym, że zostali demokratycznie wybrani i spełniają wolę ludu w jasny sposób pokazuje, że Nascimento przegrał. Że właściwie nie da się wygrać.

  2. @tom-ch:
    da;
    ale tylko wtedy, kiedy bedzie sie robilo lepsze filmy,
    zarowno w brazylii, jak i w polsce.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php