Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

29.10.2011
sobota

Contagion – Epidemia strachu [kino, 4/10]

29 października 2011, sobota,

Quentin Tarantino napisał kiedyś, że popularne w latach 70. kino nurtu exploitation nigdy nie umarło, a wręcz przeniosło się do mainstreamu. Zmianie uległ wprawdzie eksploatowany przezeń element, ale podejście pozostało to samo – dać publiczności to, czego najbardziej pożąda. Cztery dekady temu były to seks i przemoc, dziś czynnikiem definiującym pojęcie exploitation są hollywoodzkie gwiazdy. Zasada jest prosta – mając dobrą obsadę, nie trzeba mieć fabuły, drogich efektów ani nawet sprawnego reżysera. Wystarczy odpowiedni pretekst, zachęta. Publiczność i tak przyjdzie.

Pretekstem, by obejrzeć „Contagion” jest nośna tematyka. Tylko pomyślcie – świat dziesiątkuje nieznany wirus, a Winslet, Damon czy Cotillard z nim walczą. Wstrząsający dramat? A gdzie tam, najpopularniejszym słowem, które służy recenzentom w opisywaniu filmu Soderbergha okazuje się „rozrywka”. Oglądając zmagania filmowych lekarzy, oficjeli, a w końcu zwykłych ludzi, mamy przede wszystkim… czuć napływ adrenaliny. Podpowiada nam to już rytmiczna, spinająca całość zręcznym bitem ścieżka dźwiękowa Cliffa Martineza.

Trudno chyba wyobrazić sobie bardziej amoralny koncept filmowej rozrywki – nóżka podryguje, a wokół umierają piękni ludzie.

Paradoksalnie, największą wadą filmu jest marnotrawstwo – tak obsady, jak i dramaturgicznego potencjału, jaki niesie ze sobą fabuła. Po początkowym trzęsieniu ziemi (jedna z głównych, jak się wydawało, postaci umiera w 6 minucie) napięcie absolutnie siada, przywodząc tęskne wspomnienie o patetycznej, ale znacznie lepiej skonstruowanej „Epidemii” Wolfganga Petersena. Tam wiedziano jak zagospodarować gwiazdorski kolektyw, tutaj nie ma z niego większego pożytku. Aktorzy nie współpracują ze sobą, są bez wyjątku nudni i w gruncie rzeczy przewidywalni.

Problem to o tyle, że „Contagion” poza głośnymi nazwiskami nie oferuje zbyt wiele. Hojnie obsadzony, wysokobudżetowy produkcyjniak puszy się wprawdzie na społeczną przypowieść, ale Soderbergh nie mówi nic, do czego wcześniej nie doszedłby George A. Romero w serii horrorów o żywych trupach. Ot, w obliczu zagrożenia możesz liczyć tylko na siebie. Sąsiad Ci ręki nie poda. Jeśli potrzebujecie paradokumentalnej otoczki, by w to uwierzyć, proszę bardzo – poznajcie tę ponadczasową prawdę Stevena Soderbergha o ludzkiej naturze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Może lepszy będzie jego kolejny film „Haywire”, tam w roli głównej gra nikomu nie znana sportsmenka.

    Na TVP Kuturze, w tygodniku bardzo ciekawie rozmawiali o tym filmie, wręcz się o niego pokłócili, choć nikomu się nie podobał.

  2. dziekuje;
    zaoszczedze sobie troche czasu,
    a troche mnie ciagnelo…
    p.s.
    co za szczescie, ze mamy dzisiaj dvd!

  3. p.s.
    romero jest jednorazowy,
    nie wiem na czym to polega,
    moze na klimacie?
    jak hitchcock , bergmann, czy fellini(kazdy w swoim gatunku),
    nasladowcow maja wielu, ale…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. plotka kuluarowa:
    „benedykt to najlepszy papiez od 600 lat”
    powiedzial wim wenders 11/10

  6. z wystawy w berlinie „drzwi w drzwi” usunieto film zmijewskiego
    „berek”;
    obojetnie jaki by ten film nie byl uwazam to za skandal.

  7. p.s.
    ale, szczerze mowiac,
    jak olbrychski poszedl do „zachety” z szabla,
    to wcale sie nie zdziwilem…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php