Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

18.11.2011
piątek

Made in Poland [dvd, 8/10]

18 listopada 2011, piątek,

„Ile ten Wojcieszek ma lat?” – słyszę podczas seansu „Made in Poland”. Patrzę na Bogusia, bohatera jego filmu, przypominam sobie wywiad w którejś gazecie i sesję ze środkowym palcem. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl to „Za dużo”. Przemek Wojcieszek, enfant terrible polskiej kinematografii skończy za parę miesięcy 38 lat. Rzecz w tym, że nakręcił właśnie film, jakie zwykle robi się po dwudziestce (choć niekoniecznie w tym kraju, a już na pewno nie w głównym obiegu) – zaczepny, ostentacyjny w treści i formie, ideologicznie naiwny. Przynajmniej na pozór.

W pierwszej chwili film Wojcieszka wydaje się niedorosłym punkowym manifestem pełnym chwytliwych sloganów. To nie tylko ekstremum fabularne (bohaterem jest tu nastoletni ministrant, który pewnego dnia tatuuje sobie na czole napis „fuck off” i z takim nastawieniem rusza w miasto), ale też formalne: stylizowane na przeterminowaną już nieco wideo-poetykę plansze rozdziałów, surowe czarno-białe zdjęcia, piłujące riffy punkowego przesteru…

Wyprowadzając ten cios, Wojcieszek mierzy się nie tylko z naszą obyczajowością, ale też rozlicza ją z przedawnionych autorytetów, tutaj bez wyjątku zaszczutych przez własne ograniczenia. Rzeczywistość widziana oczami każdego z nich (księdza, nauczyciela, matki) jest czysto iluzoryczna, zafałszowana, zmyślona. Cała trójka zawodzi w spełnianiu przydzielonych im przez społeczeństwo funkcji, zastępując je patologią, bezradnością lub zwykłym bumelanctwem. Ksiądz zamknięty jest w ścianach swojego kościoła, nauczyciel pije na umór, matka odgradza się od świata ścianą winyli Krzysztofa Krawczyka.

Nie są do szpiku źli, nie działają z premedytacją. Ale zawodzą. Kto ma być duchowym przewodnikiem głównego bohatera? Takich Bogusiów jest przecież pełno na każdym polskim osiedlu.

Wojcieszek do pokornych nie należy, a jego najnowszy film tylko to potwierdza. Można „Made in Poland” rozpatrywać jako bunt przeciwko upolitycznionemu kapitalizmowi rozwarstwiającemu społeczeństwo, ale kluczem do całości pozostają czyny głównego bohatera. To histeryczna kumulacja złych emocji – jedyny sposób w jaki zmarginalizowana jednostka może upomnieć się o swoje.

Nie jest to wizja do końca świeża. Przed sześcioma laty Wojcieszek wystawił „Made in Poland” na scenie; powtarzano wtedy, że sztuka jego ma spory potencjał filmowy. Zrealizowany na nowo, dynamiczny i bezpardonowy manifest jest tego potwierdzeniem. Atakuje nas z ekranu, jest agresywny przez każdą ze swoich 80 minut, podburza, sprzeciwia się. Podczas transmitowanego na żywo spektaklu z 2005, mimo iż został on wystawiony w opuszczonej fabryce na jednym z legnickich osiedli, nie miał tej samej siły rażenia. Nie oddawał tych samych frustracji i lęków, tej samej bezsilności i wzbierającej goryczy.

I choć brakuje tu poprzedniego nośnika tamtych emocji, Eryka Lubosa, podpatrzona przez Wojcieszka rzeczywistość, wciąż potrafi walnąć w bebechy.

O wydaniu dvd

Bardzo rozczarowujące. Spodziewałem się jakiegoś reportażu, making of, a jest tu tylko zwiastun i fotogaleria. Poza tym w porządku – pięciokanałowy dźwięk  i panorama nie schodzą poniżej pewnego poziomu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. „mimo iż został on wystawiony w opuszczonej fabryce na jednym z legnickich osiedli” – nie fabryka, ale osiedlowy supermarket

  2. widziałem jedynie spektakl transmitowany w telewizji (nawet ostatnio odświeżyłem go sobie na yt) więc nie wiem jaką siłę rażenia musiał mieć ten wystawiany na deskach – chyba nuklearną;)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php