Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

22.11.2011
wtorek

Super [dvd, 8/10]

22 listopada 2011, wtorek,

Jeśli miałbym wymienić jedną tylko zaletę studia Troma, byłaby nią nieczęsta dziś umiejętność trafnego wyśmiewania popkultury. Ta niezależna, niskonakładowa firma zajmująca się produkcją i dystrybucją kina exploitation wsławiła się swego czasu przebojami o wiele mówiących tytułach: „Surfujący naziści muszą umrzeć”, „Zemsta toksycznego mutanta” czy „Tromeo i Julia”. Produkcje Tromy, zrealizowane za małe pieniądze, głównie z udziałem zakochanych w kinie gatunków zapaleńców, nieustannie godziły w poczucie dobrego smaku, dostarczając jednocześnie więcej rozrywki, niż większość mainstreamowych przebojów.

Dziś, gdy od największych sukcesów niesławnego studia minęły przeszło dwie dekady, jego duch wcale nie zanikł. Krąży gdzieś po obrzeżach amerykańskiego kina dzięki twórcom, których sobie zawczasu wychował. Zasada jest w tym względzie prosta – kto Tromą za młodu przesiąkł, ten… Ha, zobaczcie sami. Wystarczy jeden rzut oka na „Super”, by trafnie zdiagnozować, gdzie reżyser James Gunn zdobywał pierwsze szlify. Z doświadczenia z Tromą zostało mu poczucie humoru, przywiązanie do absurdu i umiejętność pracowania z małym budżetem. Dość powiedzieć, że film jego kosztował niespełna 2,5 miliona dolarów, a jednak wystąpili w nim m.in. Kevin Bacon, Liv Tyler, Ellen Page czy znany z „Biura” Rainn Wilson.

To właśnie oni ciągną całą tę zgrywę – Wilson, z typową dla siebie precyzją, wciela się w nieudacznika Franka, który po tym, jak lokalny gangster (Bacon) uprowadził mu żonę (Tyler), postanawia zostać superbohaterem. O pomoc prosi nadpobudliwą Libby (Page), która natychmiast chce zostać jego pomocnikiem i… dziewczyną.

Co brzmi jak durna fabułka spod znaku duetu Friedberg-Seltzer, w rzeczywistości jest inteligentną i prowokacyjną kpiną z obowiązującego w dzisiejszym kinie trendu superbohaterskiego. Gunn doskonale zdaje sobie sprawę z pomijanych w podobnych produkcjach absurdów „pracy” zamaskowanych herosów – pokazuje na przykład, że w oczekiwaniu na zbrodnię, której mógłby zapobiec, Frank aka Crimson Bolt ma w zwyczaju… godzinami przesiadywać przy śmietniku.

Ale „Super” to nie tylko popkulturowa satyra. Gdzieś pod płaszczykiem absurdalnego humoru kryją się pytania znacznie poważniejsze, choć serwowane z lekkim przymrużeniem oka. Przykładowo, świetnie rozegrany zostaje wątek Libby – dziewczyna szybko okazuje się groźną psychopatką, nie mającą moralnych dylematów czy jakichkolwiek zahamowań przed używaniem przemocy. Czy właśnie o tym – nieuzasadnionej niczym agresji w błyskach fleszów – śni każdy nerd ze sklepu z komiksami?

„Super” to wizja bezkompromisowa. Gunn nie liczy się tu z estetycznymi standardami czy fabularnymi schematami – jego film potrafi pod tym względem docisnąć pedał gazu do samej dechy. Ach, ileż wartościowsze byłyby hollywoodzkie superprodukcje, gdyby miały choć kilku takich szaleńców z wizją… Najpierw jednak musiałyby mieć inną publikę.

O wydaniu dvd

Niestety, rozczarowanie. Oprócz dobrego poziomu technicznego (panorama, pięć kanałów), film nie zawiera żadnych dodatków.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Nie potrafiłem dobrze się bawić na tym filmie. Brałem wszystko dosłownie, a takie oglądanie tej produkcji nie wróży nic dobrego. Twórca nie potrafił mnie przekonać, że to co oglądam jest ironią, przerysowaniem i wytykaniem durnot współczesnego kina. Może po drugiej projekcji z odpowiednim nastawieniem, moje odczucia były by inne.

    pozdrawiam

  2. „nieustannie godziły w poczucie dobrego smaku, dostarczając jednocześnie więcej rozrywki, niż większość mainstreamowych przebojów.”

    Osobiście widzę to tak: tytuły pokroju „Toxic Avenger” czy „Tromeo” miały potencjał, ale ten szybko był marnowany. Brak odpowiedniego rzemiosła sprawiał, że filmy te prędzej czy później obracały się przeciwko swoim twórcom. Ale może po prostu widziałem za mało Tromy i przez to nie doceniam. W każdym razie klasę B (X, Y, Z) bardzo lubię, ale tworami Tromy byłem bardzo zawiedziony.

    A „Super” muszę koniecznie dorwać.

  3. @ krotkoofilmie

    To ciekawe, sądziłem, że raczej trudno traktować ten film poważnie. Nie licząc jego poważnych momentów, of course. ;)

    @ Marcin

    Ale dlaczego zawiedziony? Utarło się przecież, że Troma to w pierwszej kolejności kino do szpiku złe, a dopiero w drugiej – samoświadome. Ja mam szczególny sentyment do „…nazistów…” i „Zemsty toksycznego mutanta”, za dzieciaka oglądałem to na zdartych do granic możliwości kasetach. Fenomen „Tromeo i Julii” rozumiem już trochę mniej. Ale mówiąc szczerze, wolę post-Tromę, czyli np. Gunna solo. Jeśli dorwiesz już „Super”, to polecam jednym ciągiem obejrzeć „Robale” i, z nieco już innej beczki, „Lollilove”, znakomite mockumentary, które nakręciła ex Gunna, Jenna Fischer.

  4. zmiany fajne, ale font tytułów notek moim zdaniem nieudany

  5. Mnie właśnie font się podoba. Choć wydaje się, że jest nieco za duży.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php