Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

8.12.2011
czwartek

Joker – Brian Azzarello

8 grudnia 2011, czwartek,

Pomysł, by centralną postacią opowieści o Batmanie uczynić jego największego wroga, Jokera, wbrew pozorom nie jest ani świeży ani nawet specjalnie oryginalny. Co więcej, każda nowa historia tego typu – a kilka ich już powstało – automatycznie staje w szranki z tą jedną jedyną, która od lat stanowi dla postaci Jokera właściwy punkt odniesienia. Wydany w 1988 „Zabójczy żart” Alana Moore’a to zdecydowanie najambitniejsza i w gruncie rzeczy dość definitywna próba zgłębienia zwichrowanej psychiki zabójczego błazna, zakreślająca głęboką dychotomię pomiędzy nim a Batmanem.

„Joker” Briana Azzarello, jak wcześniej „Człowiek, który się śmieje” czy „Klaun o północy”*, chętnie korzysta z wysuniętych przez Moore’a założeń, niechętnie wzbogacając je o swoje własne.

Komiks zaczyna się prawdziwym trzęsieniem ziemi. Joker zostaje wypuszczony z Azylu Arkham. Jak? Dlaczego? Tego nie wiemy. Pewnego dnia wychodzi po prostu przez główną bramę szpitala, gdzie czeka na niego niejaki Jonny Frost **, niskiego szczebla opryszek wysłany po byłego szefa przez ludzi, którzy zarządzają obecnie jego przestępczym imperium. To właśnie Jonny staje się narratorem i głównym bohaterem całej opowieści – jako szofer, a z czasem zaufany człowiek Jokera, najdobitniej doświadcza jego obłędu.

Opuściwszy szczelne mury Azylu, Joker sukcesywnie i niezwykle dosadnie wyładowuje swój gniew na uzurpatorach, odbijając dawne interesy jeden po drugim. Nie pozostaje to bez wpływu na szukającego swojego miejsca i wyraźnie próbującego się określić Frosta, który niespodziewanie staje się najciekawszą postacią opowieści. Jest draniem i ofiarą jednocześnie, zafascynowanym i przerażonym działaniami bezlitosnego szefa.

Azzarello rozgrywa dość ciekawy pojedynek o zbawienie jego potępionej duszy, ale już w kreśleniu portretu samego arcyłotra komiksowej zbrodni, nie jest zbyt odkrywczy.

Profil Jokera składa się tu z wewnętrznych fobii, nieobliczalnej natury i zamiłowania do anarchii. Nie ma tu nic, czego wcześniej nie powiedziałby Moore, popierając to zresztą odpowiednio zarysowaną, filozoficzną dysputą. U Azzarello tego dodatkowego, intelektualnego aspektu wyraźnie brakuje. Postać Jokera opisana jest wyświechtanymi przymiotnikami, a całą historię wieńczy dość banalna puenta na temat jego autodestrukcyjnej, współzależnej od istnienia Batmana osobowości.


Tytuł oryginalny: Joker
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Lee Bermejo
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: październik 2011
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda

 

* – tłumaczenie tytułów własne; nie mam pojęcia czy komiksy te ukazały się w Polsce

** – postać mi nieznana, zakładam, że po raz pierwszy pojawiła się właśnie na kartach „Jokera”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Podobno Azzarello nie radzi sobie z komiksami, które nie mogą być stricte autorskie, gdzie musi podporządkować się jakimś odgórnie narzuconym regułom. Podobno „Joker” będąc jednym z nich i tak nie jest najgorszy. Ale i tak boję się przekonać.
    Właśnie czytam jego ‚wersję’ Hellblazera, a dokładniej tom „Highwater”, gdzie miał całkowicie wolną rękę. Jestem gdzieś w połowie tej cegły i jak na razie jest dwa razy lepsza niż „100 Bullets Vol. 1” (pozostałych tomów jeszcze nie znam). Ale najbardziej liczę na świeżutkiego „Spacemana”.
    Cheers!

  2. Przeczytaj, tragedii faktycznie nie ma. Powiem więcej, to całkiem przyzwoity komiks, ale porównania są nieuniknione. I na ich tle wypada to już blado.

    „100 naboi” to świetna rzecz, bodajże najlepsza w karierze Azzarello, ale rozkręca się bardzo powoli. Ja czytałem tę serię stosunkowo długo, a przestałem dopiero, gdy upadła Mandragora. Nie pamiętam, ale skończyłem bodajże na vol. 6, tyle chyba wydali.

  3. No i dlatego kupuję oryginały:) Po pierwszym tomie nie wyobrażam sobie zresztą czytania tego w polskiej wersji językowej. Azzarello tak zgrabnie bawi się językiem, że głowa mała. Imituje slangi poprzez częściowy zapis fonetyczny. Bardzo dźwięczne to. Czasem tak bardzo, że dane sentencje rozumiałem dopiero po przeczytaniu ich na głos.
    W „Spacemanie” idzie dalej, tworzy nowomowę na wzór „Mechanicznej pomarańczy”.

  4. @Wydany w 1988 „Zabójczy żart” Alana Moore’a to zdecydowanie najambitniejsza i w gruncie rzeczy dość definitywna próba zgłębienia zwichrowanej psychiki zabójczego błazna, zakreślająca głęboką dychotomię pomiędzy nim a Batmanem

    Nie zapominajmy o Brianie Bollandzie, który to narysował i namalował ;-)

  5. Jasne, ale to jednak historia stanowi tu clou. :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php