Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

8.12.2011
czwartek

Reset [6/10]

8 grudnia 2011, czwartek,

Tytuł, jaki polski dystrybutor wymyślił filmowi „Wrecked” (z ang. rozbity, zniszczony), wcale nie jest taki niedorzeczny, jak może się w pierwszej chwili wydawać. Gdy grany przez Adriena Brody’ego bohater budzi się w środku lasu, wewnątrz rozbitego na drzewie auta, faktycznie jest „zresetowany” – nic nie pamięta, a uwięziona pod toną żelastwa noga zmusza go do korzystania z najbardziej pierwotnych instynktów.

Film Michaela Greenspana to proste survival drama utrzymane w konwencji znanej ze „127 godzin” czy „Pogrzebanego” – jeden aktor, jedno miejsce, jeden czas. W przeciwieństwie do nich, „Reset” nie ma jednak artystycznych ani politycznych ambicji, przez co ogląda się go tak, jak powinno się oglądać eksploatujące w gruncie rzeczy filmy Boyle’a i Cortesa. Mglista układanka (kim jestem, jak się tu znalazłem, kim jest trup na tylnim siedzeniu?) staje się szarpiącą nerwy lekcją przetrwania, niczym mniej, niczym więcej.

Schemat klaustrofobicznego wyobcowania jest tu jeszcze bardziej sugestywny niż zazwyczaj. Jako, że bohater ma problemy z pamięcią, otaczająca go rzeczywistość kształtuje się z każdą minutą, niekoniecznie zresztą zgodnie z faktycznym stanem rzeczy. Uwięziony na odludziu bohater jest jak biała kartka, którą czymś przecież trzeba zapełnić. Ale czym? Czy może zaufać znalezionej w schowku legitymacji, komunikatowi radiowemu, przypadkowej turystce?

Film rewanżuje się za swoje początkowe niedopowiedzenia dosadnym, jednoznacznym finałem, ale tym co trzyma nas do tego momentu w napięciu jest przede wszystkim niesamowita, bardzo fizyczna roli Brody’ego. Aktor dwoi się i troi, byle tylko oddać męki swojego bohatera – głód, ból, dezorientację – dzięki czemu stosunkowo łatwo mu kibicować. Problem w tym, że wszystko wskazuje, iż jest on złodziejem i mordercą.

Swego rodzaju ambiwalencja jest zresztą zdecydowanie najmocniejszą stroną tego dość przejrzystego i, patrząc na konkurencję, spóźnionego pomysłu. A póki ważne jest „jak”, nie liczy się „co”. Przynajmniej w tym przypadku.

***

Recenzja opublikowana także w Wirtualnej Polsce.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php