Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

9.12.2011
piątek

Moneyball [8/10]

9 grudnia 2011, piątek,

Plotka głosi, że Brad Pitt bardzo chciałby za swój występ w „Moneyball” dostać Oscara. Z tego ponoć względu uruchomił już całą kampanię medialną, a najjaśniejszym jej punktem jest zaproszenie na Święta byłej żony i jej nowego faceta. Że niby wyrachowane? Cóż, taki biznes. Tegoroczny sezon to dla Pitta najbardziej optymalny i być może ostatni już moment, by sięgnąć po tę nagrodę w kategorii pierwszoplanowej. 48-letniemu aktorowi zmarszczek z każdym rokiem nie ubywa, a lepsza okazja może mu się nie trafić – rola zdeterminowanego menadżera drużyny baseballowej stanowi ukoronowanie jego dążeń do poważnego, dramatycznego aktorstwa.

Jako Billy Beane, człowiek, który zrewolucjonizował analityczne myślenie o narodowym sporcie USA, Pitt po raz pierwszy naprawdę dorasta do wieloletnich porównań z Robertem Redfordem. Jest precyzyjny, stopiony ze swoją postacią, przejmujący. Jest zwyczajny. Wyprany ze swego szczenięcego uroku i wizerunku przystojnego chłopca z południa, Brad Pitt daje nam dojrzały portret samotnego, starzejącego się profesjonalisty, który nie boi się postawić swojej kariery na jedną kartę – tę jedną jedyną, która wybudzić ma go z postępującego odrętwienia.

Beane jest tzw. general manager, zarządza transferami drużyny, co znaczy tyle, że to on jest w pierwszej kolejności odpowiedzialny za jej wyniki. W Oakland Athletics, jednym z uboższych zespołów w lidze, jego sytuacja jest o tyle skomplikowana, że niewielki budżet od lat nie pozwala mu na pozyskanie wymarzonych, wartościowych graczy. Aż pewnego dnia na jego drodze staje Peter Brand (świetny Jonah Hill), pulchny absolwent Yale, który choć nigdy nie trzymał w dłoni kija, zna baseballowe statystyki na wylot. Według jego teorii dotychczasowa analityka tego sportu, wywodząca się jeszcze z XIX wieku, straciła na wartości a dziś trzeba brać pod uwagę nowe zmienne.

Ta historia wydarzyła się naprawdę. W 2002 roku prawdziwy Beane wprowadził w swojej przegrywającej mecz za meczem drużynie rozwiązania, które najpierw doprowadziły do rozłamu wewnątrz sztabu szkoleniowego, a następnie dały Athletics… spektakularną serię 20 zwycięstw z rzędu. A jednak to historia bez happy endu – zespół Beane’a nie przeszedł fazy play-off, a wydana rok później książka dziennikarza Michaela Lewisa wyłożyła skomplikowaną teorię analizy sabermetrycznej od A do Z, udostępniając sekretne strategie każdemu chętnemu, także bogatszym i bardziej wpływowym drużynom.

Amerykańskie dramaty sportowe nie cieszą się w Polsce przesadną popularnością, ale przy tym naprawdę warto się na chwilę zatrzymać. „Moneyball” to najambitniejsza od czasu „Męskiej gry” Olivera Stone’a próba wejrzenia poza sportowe kulisy, próba, która dzięki dialogom Aarona Sorkina („The Social Network”) i subtelnej reżyserii Bennetta Millera („Capote”) przybiera formę inteligentnej, nie pozbawionej nostalgicznego sznytu i minimalnej dawki humoru dysputy na temat istoty nie tylko baseballu, ale też sportu samego w sobie.

Wnioski są tu jednoznaczne – sport to biznes, jak każdy inny. Biznes, w którym nie ma miejsca na uprzejmości, a boiskowy, pozorny spontan w w rzeczywistości podparty jest dogłębną analizą statystyczną. Co więc tak naprawdę się tu liczy? Cyfry? 20 wygranych z rzędu? Puchar? Nie, liczy się tylko wynik tego jednego, wieńczącego sezon meczu. Obejrzyjcie film, by przekonać się dlaczego…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Role w „Podziemnym kręgu” czy „Seven” są zdecydowanie oskarowe. Podobnie jak w Moneyball. Lubię Pitt’a, Moneyball mnie zachwycił i zastanawiam się, czy gdyby Pitt dostał już wcześniej Oskara, wciąż tak bardzo by się starał. Tak czy inaczej statuetka należy mu się jak mało komu.

  2. Fajny film na niedzielne popołudnie. Jeżeli jesteś zmęczony i chcesz się odprężyć to polecam. Kino familijne dla czterdziestolatków.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php