Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

10.12.2011
sobota

Narodziny Gubernatora

10 grudnia 2011, sobota,

Gdy przed paroma laty sięgałem po amerykańską serię komiksową „The Walking Dead”, przeszło mi przez myśl, że to znakomity materiał na telewizyjny serial, który – jak miałem wówczas nadzieję – nigdy nie powstanie. Dlaczego? Bo „Żywe trupy” to twór wybitnie obrazkowy, zbudowany na zasadzie graficznych kontrastów, które tylko na pojedynczo rozrysowanych kadrach mogą mieć właściwy impakt. I faktycznie, realizowany od zeszłego roku serial Franka Darabonta niby oddaje ducha komiksu, ale jednocześnie traci jego surową, zatopioną w niepozornych detalach atmosferę. Na ekranie jest to po prostu kolejna opowieść o pladze zombie, podczas gdy komiks nadawał jej nowej, unikalnej głębi.

Czego by jednak o telewizyjnej adaptacji nie pisać, jej międzynarodowy sukces okazał się spektakularny, a sama marka, znana dotąd przede wszystkim entuzjastom obrazkowych historii, niespodziewanie urosła do rangi popkulturowego fenomenu.

Twórca serii, Robert Kirkman, kuje więc żelazo póki gorące – na polskim rynku ukazał się właśnie napisany wspólnie z Jayem Bonansingą* książkowy prequel, przybliżający losy jednej z najważniejszych postaci jego trupiej sagi. Tytułowym bohaterem „Narodzin Gubernatora” jest Philip Blake**, sadysta i zwyrodnialec, który stając na drodze gromadki ocalałych, właściwych bohaterów sagi, w znaczącym stopniu wpłynął w pewnym momencie na ich dalsze losy. Tutaj poznajemy go jeszcze jako człowieka walczącego o przetrwanie, człowieka, którego psychiczna stabilność na każdym kroku wystawiana jest na próbę.

Blake przegra w końcu ten szarpiący nerwy pojedynek z samym sobą, ale zanim to się  stanie, wraz z bratem, dwoma kompanami i małą dziewczynką przemierzy wyludnioną Amerykę, doświadczając w niej wszystkiego, czego tylko można doświadczyć w świecie pozbawionym reguł, moralności i zdrowego rozsądku. Bonansinga i Kirkman, w przeciwieństwie do większości historii tego typu, nie są jednak zainteresowani eskalacją przemocy (do której zawsze odnoszą się krytycznie), ani tym bardziej pobieżnym, amatorskim szkicem socjologicznym. To, że w świecie opanowanym przez żywe trupy największym wrogiem człowieka jest drugi człowiek, dobrze już wiemy. Ale co do tego prowadzi?

Autorzy książki konsekwentnie spychają swego bohatera w otchłań obłędu, ale nie robią tego dla samej tylko zasady. Na kartach powieści Philip Blake dość niespodziewanie staje się pełnowymiarową postacią, której transformacja w bezlitosnego potwora nabiera odpowiedniego uzasadnienia.

Empatyczny, a jednocześnie bezlitosny w końcowych wnioskach szkic biograficzny Gubernatora staje w opozycji do wyrobnictwa, jakie zazwyczaj przyświeca dopisywaniu znanym postaciom ich barwnej przeszłości. „Narodziny…” to rzetelna, przemyślana historia, trzymająca za jaja aż do ostatniej strony. Co więcej, nie stanowi tylko dodatku do słynnej sagi, ale autonomiczny, zamknięty rozdział, który wchłonąć można bez znajomości materiału źródłowego. Warto!

 

* – albo raczej głównie przez Bonansingę
** – postać ta nie pojawiła się jeszcze w serialu

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php