Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

14.12.2011
środa

Naznaczony [dvd, 6/10]

14 grudnia 2011, środa,

„Naznaczony”  budzi mieszane odczucia. Z jednej strony jest to pierwszorzędny filmowy straszak, być może jeden z lepszych w ostatnich paru latach. Twórcy łamią tu w końcu wiele reguł: strach czai się za oknem, ale i w sypialni, a dreszcz przerażenia dopaść może tak w scenerii nocnej, jak i w dziennej.  Z drugiej jednak – przechodząc w pewnym momencie w staroświecki pastisz, film traci dotychczasowe tempo i konsekwencję, a w końcu unosi się już tylko na fali (w gruncie rzeczy bezcelowej) stylizacji na b-klasową szmirę. Dysonans pomiędzy pierwszymi a ostatnimi minutami jest dość głęboki – zupełnie, jakby połączyć którąś z części „Paranormal Activity” z wczesnym filmem Sama Raimiego.

Jedno trzeba jednak przyznać – tak skonstruowany, nieprzewidywalny film ciekawie odstaje od konwencji, zdominowanej dziś przez brutalne klony „Piły” i Hostelu”. Co ciekawe, za jego sukces odpowiedzialni są ludzie, którzy przed paroma laty dali tej nowej modzie początek.

James Wan i Leigh Whannell mają głowę do interesów. Gdy wymyślona przez nich i nakręcona za grosze „Piła” okazała się olbrzymim sukcesem komercyjnym, szybko przejęli stery nad produkcją kolejnych części, spijając śmietankę z pęczniejącej marki. Dziś, choć na brak pieniędzy narzekać nie mogą, wciąż wierni są ekonomicznemu modelowi produkcji. „Naznaczony” kosztował ich zaledwie półtora miliona dolarów, nakręcony został bez udziału wielkich gwiazd i kosztownych efektów, a mimo to zarobił w kinach grube pieniądze.

Ich recepta na sukces jest stosunkowo prosta – dać widzowi to, czego w danej chwili potrzebuje. A jeśli nie potrzebuje niczego – wmówić mu, że jest inaczej. Dlatego też, choć kolejne filmy zgranego duetu nie są zbyt dobrze wyreżyserowane (Wan), ani tym bardziej sprawnie napisane (Whannell), wychodzą zazwyczaj od chwytliwego pomysłu i uwielbienia samego gatunku. I to w zupełności wystarczy.

Taki rodzaj kina, czego „Naznaczony” jest dobrym przykładem, stanowi swego rodzaju problem. Jak je przyjąć, jak ocenić? W filmie Wana i Whannella sporo jest nieprzemyślanego bałaganiarstwa, a pomysły często kolidują ze sobą. Trudno mówić tu o zgranej całości, zaś straszenie  samo w sobie opiera się na dawno już wyeksploatowanych metodach: a to rączka wyskoczy z ciemnej szuflady, a to zaskoczy nas zbyt głośna uwertura… Nic czego byśmy już wcześniej nie znali.

A jednak film generuje napięcie. Wyczekiwanie na to, co kryje się za rogiem, okazuje się sporą nerwówką, zaś rozsiane tu i ówdzie odwołania do klasyki  (np. swego rodzaju parodia seansu spirytystycznego z „Zemsty po latach”) potrafią przynieść sporo frajdy. Strach pomyśleć, co by z tego było, gdyby Wan i Whannel poza zmysłem marketingowym mieli także talent…

O wydaniu dvd

Jakość wydania budzi zastrzeżenia – dźwięk jest nagrany stosunkowo cicho, zaś obraz ma sporo uszczerbków (przykładowo, czernie wchodzą często w zgniłą zieleń), co w paradoksalny sposób sprzyja samemu filmowi – stylizacja na przeboje ery VHS staje się jeszcze bardziej zasadna. Na płycie znajduje się kilka duperelków: zwiastun, spot tv, sylwetki twórców.

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Zgadzam się w zupełności. Mnie w Naznaczonym urzekło to właśnie, że zamiast krwawej i śmiertelnie poważnej opowieści o duchach (bo co innego mógł sugerować duet James Wan – Oren Peli?), otrzymaliśmy nieco pokrętny i na swój sposób urokliwy dreszczowiec.

    Plus za to, że na walkę z siłami zła które porwały dzieciaka, postanowiono wysłać ojca, a nie matkę. Niby drobnostka, ale ile już mieliśmy horrorów, w których to kobieta walczyła o życie swoich podopiecznych? (The Others, Silent Hill, Dark Water itd.)

    Kolejna sprawa – wspominasz o Zemście po latach, a mnie jeszcze po głowie chodzi Poltergeist i kilka innych klasyków gatunku. I jednego nie rozumiem – Naznaczony pojawił się w kinach niedługo po Super 8. Ten drugi od początku nosił metkę filmu hołdującego kinu nowej przygody ze stajni Spielberga, i większość pochlebnych opinii na temat filmu Abramsa wynikało właśnie z tej nostalgii za epoką VHS. Natomiast Naznaczony robi niemal to samo, jednak prawie nikt w momencie premiery tego nie docenił, a być może nawet nie zauważył. Kwestia marketingu? Odnoszę wrażenie, że widzowi trzeba jasno pokazać na co ma zwrócić uwagę i co jest siłą danego obrazu (jak aspekt nostalgiczny w Super 8), bo sam tego nigdy nie zauważy.

    Nie wiedziałem natomiast, że całość powstała za tak symboliczną kwotę.

    No i nie mów, że scena z hybrydą Dartha Maula z Freddym Kruegerem rozłożyła cie na łopatki bardziej, niż widok komunikującej się z duchami babci w masce gazowej. ;)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php