Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

26.12.2011
poniedziałek

Mission: Impossible – Ghost Protocol [7/10]

26 grudnia 2011, poniedziałek,

Seria „Mission: Impossible” ma szczęście do uznanych reżyserów kina sensacyjnego – za sterami kolejnych odcinków zasiadali już Brian De Palma, John Woo i JJ Abrams. Tymczasem przy czwartej odsłonie angaż dostał Brad Bird, twórca kojarzony… ze studiem Pixar. Szok, zdziwienie? Nie do końca. Jeśli sięgnąć pamięcią do roku 2004, wszystko zaczyna się układać – animowana superprodukcja Birda „Iniemamocni” miała w sobie więcej bondowskiego pierwiastka, niż dwa ostatnie filmy o agencie 007 razem wzięte. Istotne to o tyle, że „Mission: Impossible” to przecież w odgórnym założeniu kino szpiegowskie.

O ile więc decyzja o zatrudnieniu Birda dziwić nie powinna, to już fakt, iż nakręcił on najlepszą  część całej serii, wprawia w spore zdumienie. Jego recepta na sukces okazuje się jednak stosunkowo prosta – z każdej z poprzednich części Bird wziął to, co najlepsze (jedynka – napięcie, dwójka – seksapil, trójka – humor) i przekuł we własny standard. Jego film jest emocjonujący, zmysłowy i nie boi się raz po raz porozumiewawczo mrugnąć do widza.

Staroświecka, wywodząca się z niepamiętanego już dziś serialu z lat 60. formuła nie znajduje tu zastosowania – Bird wykręca ją do współczesnych realiów, wiedząc, że sztandarowe motywy serii, jak choćby kwestia „ta wiadomość ulegnie samozniszczeniu za 5 sekund” dawno już zarosły kurzem i pajęczynami. Dlatego miast ślepo je kultywować, delikatnie się z nich naśmiewa. Podobnych rozwiązań próbował już JJ Abrams, ale to właśnie Bird wnosi je na wyższy, mniej oczywisty poziom.

Przeciwwagą dla tego rozluźnienia jest sama intryga. Ethan Hunt ucieka z więzienia, w którym znalazł się po… samowolnym zabiciu partyzantów odpowiedzialnych za śmierć jego żony, ktoś w międzyczasie zabija jednego z jego ludzi, a gdy na Kremlu eksploduje bomba, cała jego drużyna uznana zostaje za niebezpiecznych terrorystów.

Dla postępującej fabuły oznacza to absolutną samowolkę – to właśnie Hunt, bez jakiegokolwiek zwierzchnictwa, planuje kolejne akcje. Czego tu nie ma! Bieganina po Kremlu, wspinaczka na 130. piętro Burdż Chalifa, pościg w burzy piaskowej, bijatyka na wielopoziomowym parkingu. Ba, jest tu nawet wystawne przyjęcie w dubajskim pałacu, którego gospodarzem jest sam Anil Kapoor, gwiazdor kina bollywoodzkiego.

W tym jednym momencie „Ghost Protocol” obnaża swój prawdziwy rodowód: absurd goni tu absurd, grający główną rolę Tom Cruise wychodzi z każdej potyczki bez większego uszczerbku, a jego fryzura okazuje się odporna na wszelkie warunki pogodowe. Co ciekawe, podczas 130 minut dynamicznego seansu nie ma czasu, by rozliczać film z jego niedorzeczności – adrenalina wylewa się z ekranu dosłownie w każdej scenie, smakowity drugi plan (clou programu: bójka Pauli Patton i Lei Seydoux) jest sprytnym balastem dla narcyzmu Cruise’a, a wszystko to domyka nawias umowności.

I tylko jednej rzeczy szkoda – gdzieś po drodze Bird wmawia nam, że Hunt to bohater pełnowymiarowy, wiarygodny pod względem psychologicznym, obciążony własną karmą. Ostatnie sceny dowodzą jednak, że to tylko kolejna, wygodna dekoracja w wystawnym teatrzyku złudzeń. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Oglądam filmy od 60 lat ale takiego nagromadzenia nonsensów,złego smaku i debilizmu jeszcze nie widziałem!
    Biedny Iżykowski po obejrzeniu tego „dzieła” wycofał by się ze swojej definicji kina!

  2. Obawiam się, że definicja Irzykowskiego (nie Iżykowskiego) nie ma terminu przedawnienia, niezależnie od tego kiedy powstała.

  3. Dla mnie 8/10, bawiłem się rewelacyjnie, a powalająca jakością obrazu sekwencja na Burj Dubai uchwycona kamerami IMAX to chyba scena roku – współczuję oglądania jej ludziom z lękiem wysokości.

    Oczywiście na logiką scenariusza nie ma się co zastanawiać, ba!, nie ma czasu się zastanawiać, ale to idealne kino rozrywkowe dostarczające wrażeń audiowizualnych i przy okazji nieobrażające inteligencji widza, co nie znaczy, że szczególnie mądre.

    Niemniej zgadzam się z ostatnim akapitem recenzji, było to nieco rozczarowujące.

  4. ten film to kox! ale od ilu lat?

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php