Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

11.01.2012
środa

Dziennikarze filmowi 2011

11 stycznia 2012, środa,

Na początku ubiegłego roku, motywowany niewystarczającą rolą dziennikarstwa filmowego w ogólnopolskich mediach*, sporządziłem prywatny ranking 5 nazwisk, które (w moim odczuciu) w całym 2010 odznaczyły się w naszej branży czymś naprawdę istotnym. Reakcje czytelników – tak publiczne, jak i zupełnie prywatne – były wtedy różne. Gratulowano zwycięzcom i chwalono sam pomysł, ale padły też pytania o celowość i… rzetelność takiego rankingu. Bo skoro znam osobiście część wyróżnionych osób, to może mam w tym jakiś interes? Dlatego na wstępie tegorocznego zestawienia na wszelki wypadek informuję: jedyne, co poniższy ranking ma na celu, to docenienie ważnej i niewdzięcznej pracy znanych mi lub nieznanych (to naprawdę nie ma znaczenia!) dziennikarzy/krytyków/publicystów.

Sporządzanie takiego rankingu to oczywiście spore zuchwalstwo z mojej strony. No bo kim ja jestem, żeby łaskawie „nagradzać” autorów często bardziej utytułowanych i odnoszących większe sukcesy ode mnie? Nikt inny jednak się do tego nie pali. Oprócz posiadającego swoje określone zasady, corocznego konkursu im. Krzysztofa Mętraka (wiek: do 32 lat, laureat danej edycji nie może startować w kolejnych ) i równie restrykcyjnej, specjalnej kategorii pośród wyróżnień przyznawanych przez PISF (kandydaci do nagród mogą być zgłaszani wyłącznie przez branżowe instytucje i jednostki), w Polsce trudno spotkać się z docenieniem pracy dziennikarzy filmowych. Dlatego uważam, że choć bez nagród i przesadnego szumu, zestawienia takie jak to poniższe wciąż są potrzebne.

Poniżej W PRZYPADKOWEJ KOLEJNOŚCI zamieszczam sześć nazwisk, które w minionym roku najbardziej odcisnęły się na moim postrzeganiu kina i publicystki z nim związanej.

 

Michał Oleszczyk – rok 2011 to dla niego niekończące się pasmo sukcesów zawodowych, ale też kolejny, przełomowy moment w karierze: Michał nie tylko obronił pracę doktorską o amerykańskiej krytyk Pauline Kael, ale został też – co, jak podejrzewam, było jego skrytym marzeniem – programerem festiwalowym i korespondentem zagranicznym samego Rogera Eberta. Co tu dużo mówić – to nie lada prestiż i olbrzymia szansa na rzecz w naszej branży rzadko spotykaną – karierę międzynarodową. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Błażej Hrapkowicz – ostatnimi czasy nieco zniknął mi z pola widzenia, ale ilekroć trafiam gdzieś na jego tekst, czytam od pierwszego do ostatniego zdania. Jego publikacje są zawsze błyskotliwe i kompetentne, a on sam – co nieczęste w dzisiejszej krytyce filmowej – nie boi się zahaczać o kwestie społeczno-polityczne czy otwarcie przeciwstawiać się procesom zachodzącym w polskiej kinematografii. Przykładem jego możliwości niechaj będzie doskonała analiza serialu „Prawo ulicy” (aka „The Wire”), którą Błażej w zasadzie w pojedynkę uratował mocno przeciętną publikację zbiorową pt. „Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej”.

Michał Chaciński – zbyt późno zainteresowałem się rodzimą krytyką filmową, by na bieżąco wyłapywać wszystkie jego ważniejsze teksty z ostatniego dziesięciolecia, ale o ich ponadczasowości najlepiej niechaj świadczy fakt, że wciąż wracają. Kolejne redakcje, zwłaszcza portali internetowych, chętnie przytaczają bądź powołują się na archiwalne publikacje Chacińskiego, w pewnym sensie nie pozwalając im zniknąć z obiegu. Piszę „zniknąć”, bo Michał zajmuje się dziś czymś zupełnie innym. Wybrany nowym dyrektorem artystycznym festiwalu filmowego w Gdyni, w 2011 zorganizował bodajże najlepszą edycję tej imprezy od lat, nie tylko reformując jej strukturę, ale też śmiało zacierając granice między publicznością a twórcami. Kto wie, czy nie jest to największy sukces w jego dotychczasowej karierze.

Kaja Klimek i Ludwika Mastalerz – z jedną z nich co tydzień chodzę do kina, drugiej nie widziałem na oczy; pierwsza co rusz wymyśla dla swoich tekstów nowe konwencje, druga konstruuje je na kształt precyzyjnych szachowych partii. Dzieli je chyba wszystko (no, może poza niechęcią do Keiry Knightley), a jednak w swoim wyzwaniu rzuconym coraz nudniejszej,  zdominowanej przez facetów krytyce filmowej, idą ramię w ramię: ich teksty, stanowiąc często formę intelektualnej zabawy z czytelnikiem, uwodzą lub wodzą za nos. Kaja i Ludwika to dwa zdecydowanie największe odkrycia tego roku – a wydaje się, że najlepsze dopiero przed nimi. I nami!

Tomasz Raczek – nie należę do jego miłośników co najmniej od czasu polecanych przez niego Hitów Polsatu i do dziś nie potrafię przegryźć się przez większość jego słynnych dysput z Zygmuntem Kałużyńskim. A jednak, gdzieś na drugim biegunie tego przyzwyczajenia jest olbrzymie docenienie. Raczek jest dziś bodajże największą gwiazdą polskiej krytyki filmowej (wiem, brzmi jak oksymoron!), stale obecną w masowych mediach i ocieplającą jej niezbyt pozytywny wizerunek. Sam tylko prowadzony przez niego w TVP „Weekendowy Magazyn Filmowy” robi dla naszego fachu (i myślenia o kinie samego w sobie) więcej pożytku, niż my wszyscy razem wzięci.

PS. Dodam jeszcze tylko (bo na Facebooku zasiane zostało już ziarno zwątpienia), że zestawienie ze sobą Kai Klimek i Ludwiki Mastalerz nie miało mieć deprecjonującego, ani tym bardziej seksistowskiego (!!!) charakteru. I choć podobne założenia wydają mi się absurdalne, to śpieszę wyjaśnić, że nie umieściłem ich obok siebie, bo są kobietami czy nie zasługują na osobne miejsca. Znalazłem po prostu wspólny mianownik i pozostaje mi mieć nadzieję, że dla żadnej z nich nie jest to problemem. Gdyby np. Tomasz Raczek zrewolucjonizował w zeszłym roku jakiś polski festiwal, to umieściłbym go na tej samej zasadzie w jednym akapicie obok Michała Chacińskiego.

* brzmi to poważnie, ale najlepszym tego dowodem niechaj będzie fakt, że w ogłoszonym przez miesięcznik „Press” plebiscycie na Dziennikarza Roku 2010, pośród 130 kandydatów zabrakło choćby jednego związanego bezpośrednio z branżą filmową (nie wiem, jak było w latach poprzednich, ale zakładam, że podobnie)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Jeśli chodzi o dziennikarza roku press – to największy zarzut należy się redakcjom, które nie wysyłają propozycji dziennikarzy filmowych, bo to od redakcji pochodzą wszystkie zgłaszane tam typy. Zresztą nagrody pressa od pewnego czasu nie są żadnym wyznacznikiem – o czym coraz częściej mówi dziennikarskie środowisko. Za to niejakie Mediatory :) mają choćby w tym roku na koncie nagrodzenie działu publicystyki filmwebu pod szefostwem m. walkiewicza :) Nie mówiąc o kilku nominacjach „filmowych” przewijających się w poprzednich latach.
    ps. czy co roku na liście będą lądowały te same nazwiska – odnoszę się do listy z 2010 :)?

  2. Tak, tak, wiem. Ale tu już trzeba sobie zadać pytanie dlaczego ich nie nominują. No i hola, hola, jak to TE SAME? Na tej liście są cztery nazwiska, których w zeszłym roku nie było. Ale pewna powtarzalność jest tu chyba nieunikniona – to mała branża, a osób zasługujących na wyróżnienia jest jeszcze mniej. W tym roku np. zrezygnowałem z antynagród, bo musiałbym je dać w zasadzie tym samym osobom, co ostatnio.

  3. Niestety w dziennikarstwie muzycznym owo upragnione przez wielu „wybicie się” również nie jest łatwe. Wszędzie widzę te same nazwiska, a na popularnych serwisach muzycznych aż roi się od błędów: przeinaczeń, uproszczeń, łatwych do wyłapania pomyłek etc. – często wynikających z lenistwa, małego zainteresowania tematem o nazwie „muzyka” (o zgrozo!) lub nie najlepszym opanowaniem języka angielskiego. Staram się je wytykać na różne sposoby, coby wywołać u autorów nierzetelnych tekstów większe poczucie odpowiedzialności za treść przekazywanych wierzących ich przekazowi czytelników. Tymczasem najczęściej odpowiedzialne za te błędy osoby mają to wszystko w nosie i ani myślą je korygować. Dlatego na swoim blogu zacząłem o niektórych takich błędach pisać. Ale świata tym nie zmienię.

    Odnosząc się jednak do dziennikarstwa filmowego, przyznaję, iż jest ono znacznie mniej mi bliskie niż to muzyczne, ale w wolnych chwilach staram się czytać różne recenzje (tutaj też – jak widać – wpadam, i to z chęcią). Cieszę się, że koledzy po fachu potrafią w tym środowisku otwarcie przyznać się do tego, że doceniają pracę (nazwijmy ich w ten sposób) konkurentów. A Chacińskiego faktycznie wszędzie pełno:-)

    Serdecznie pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. No tak, w powszechnej świadomości dziennikarz muzyczny to Robert Leszczyński albo Hirek Wrona, domyślam się, że są to mało reprezentatywne nazwiska. Ja osobiście bardzo cenię sobie Chacińskiego, ale Bartka – polecam jego blog w „Polityce”, jest w zakładkach po prawej.

    Pomyłki mogą się zdarzyć każdemu (sam nie jestem od nich wolny), ale zgodzę się, że u niektórych urastają często do rażącej niekompetencji. Myślę, że w każdej branży tak jest i raczej nie da się tego uniknąć.

    Też czasem do Ciebie zaglądam, pamiętam Twój blog jeszcze z zeszłorocznego konkursu Onetu. Powodzenia w tym! :)

  6. Zapomniałeś dodać, że Chaciński prowadzi znakomity program telewizyjny „Tygodnik kulturalny”, gdzie wciąż sprawdza się jako krytyk (ale nie polskiego kina). Świetna i moim zdaniem ważna rzecz, szkoda, że tylko na TV KULTURA.

    Muszę przyznać, że pań krytyczek nie znam, chyba czas je zacząć poznawać.

    Jeśli nie chcesz podać anty-nagród, to ja dam jedną i zwycięzcą jest Robert Ziębiński za artykuł o Kieślowskim. Facet nie widzi w jego filmach niczego poza tym, że go nudzą. Świetnie ale chyba nie powinien o tym pisać w ogólnopolskim tygodniku. Po za tym tekst roi się od różnych błędów i przeinaczeń. Zachęcam do przeczytania tego bubla, ku przestrodze drodzy krytycy! Oto to: http://www.niniwa2.cba.pl/kieslowski_czyli_nic.htm

    I pozdrawiam w nowym roku panie Piotrze

  7. Nie zapomniałem, gorzej – nie wiedziałem! Sądziłem, że już całkowicie „opuścił tę stronę rzeki”.

    Robert Ziębiński był na mojej anty-liście w zeszłym roku. Pojawił się na niej w dość podobnym kontekście. Opublikował słaby tekst o westernie, kolega – bloger wytknął mu publicznie (po tym, jak Ziębiński olał go prywatnie) niekompetencję, co skończyło się groźbami i zarzutami o publikowanie prywatnej korespondencji, itp. itd. Paranoja.

    Pozdrawiam również i dziękuję za regularne wizyty (i komentarze)! :)

  8. Chciałam Panu podziękować za słowa dotyczące Weekendowego Magazynu Filmowego. Jestem autorką i producentką programu. Od trzech lat walczę o przetrwanie programu na antenie telewizji publicznej.

    „Sam tylko prowadzony przez niego w TVP „Weekendowy Magazyn Filmowy” robi dla naszego fachu (i myślenia o kinie samego w sobie) więcej pożytku, niż my wszyscy razem wzięci”. Nie umie Pan sobie wyobrazić ile te słowa dla mnie znaczą.

  9. Nasza branża nie należy do łatwych. Sam tego doświadczam, prowadząc niniejszego bloga. A „WMF” staram się śledzić na bieżąco, niestety tylko online. Nie sposób nie docenić tego, co Państwo robią!

  10. „Nasza branża nie należy do łatwych.”;
    nigdy nie byla;
    mnie traktowano w redakcji jako idiote
    („nic nie robi tylko siedzi w kinie, no ale musi byc, no bo w nyt tyz jezd…”)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php