Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

9.03.2012
piątek

Siedem [10/10]

9 marca 2012, piątek,

Po 17 latach od powstania mistrzowski dreszczowiec Davida Finchera ani trochę się nie zestarzał – wciąż jest jednym z najodważniejszych i najbardziej zniuansowanych filmów swojego gatunku. Początki były jednak, jak to w Hollywood, bardzo trudne. Zanim brawurowy scenariusz Andrew K. Walkera trafił w ręce Finchera, zdążył zostać aż dziesięciokrotnie przepisany zgodnie z wytycznymi studia. Podczas kolejnych modyfikacji debiutujący scenarzysta zmienił m.in. zakończenie – w ostatniej, jedenastej wersji bohaterowie ścigali mordercę kanałami ściekowymi, by ostatecznie zmierzyć się z nim w opuszczonym kościele. Szczęśliwie, po wstawiennictwie reżysera i aktorów, studio ugięło się i zaakceptowało oryginalny pomysł Walkera.

To właśnie dzięki bezkompromisowemu finałowi thriller Finchera po latach wciąż budzi ekscytację – od czasu „Siedem” nie powstał w głównym nurcie Hollywood film gatunkowy, którego zakończenie tak jednoznacznie zwrócone byłoby przeciwko oczekiwaniom widza. W ostatnich minutach upada mozolnie budowany dystans do rozgrywających się na ekranie wydarzeń – bezimienne, nękane ulewami miasto, które do tej pory pozwalało wierzyć, że ogrom wypełniającego je zła jest tylko odległym fantazmatem, ustępuje całkowitemu rozpadowi osobowości detektywa Millsa. Tego bezczelnego, nieco nadpobudliwego dupka, którego w międzyczasie zdążyliśmy polubić.

Konstrukcja postaci jest niezwykle ważną częścią filmu Finchera – bez nakreślenia właściwej relacji między żądnym wyzwań Millsem (Brad Pitt) a cynicznym weteranem Somersetem (Morgan Freeman), „Siedem” byłoby zwykłym dreszczowcem z szokującym finałem. Tymczasem diabeł (czyt. zakończenie) tkwi w szczegółach – we wszystkich tych pieczołowicie rozplanowanych aspektach, na które zazwyczaj nie zwraca się uwagi: spojrzeniu żony Millsa, bibelocie w mieszkaniu Somerseta, reakcji jednego ze świadków, i tak dalej.

Duet Mills-Somerset, choć na pierwszy rzut oka wpada w schemat znany z „Zabójczej broni” czy „48 godzin” (czyli biały-czarny, żółtodziób-weteran, świrus-stoik), został przez Andrew K. Walkera znakomicie scharakteryzowany. Mills to postać, która na sympatię widza musi zasłużyć – jego brawura początkowo jeszcze zahacza o pozerstwo, a lekkomyślność  w końcu sprowadza na niego zemstę mordercy. Somerset z kolei jest detektywem starej daty – pozbawionym złudzeń samotnikiem, którego ideały wyprane zostały przez wadliwy system.

Sytuacja, z którą się mierzą, wyraźnie ich przerasta – nawiedzony kaznodzieja, popełniający zbrodnie według siedmiu grzechów głównych, nie jest kolejnym przypadkowym świrem o mętnej motywacji. John Doe wierzy, że spełnia bożą misję – karze występny świat za jego grzechy. Co więcej, gdy konfrontuje swoje poglądy ze ścigającymi go policjantami, ci nie potrafią mu się sprzeciwić. Czy zło można zwalczyć już tylko złem?

Ambiwalentna wymowa filmu zapewniła mu mniej więcej tyle popularności, co mocne zakończenie. W kolejnych latach próbowano zresztą ten schemat kopiować, ale pozbawieni talentu twórcy zawsze – jak choćby w przypadku serii „Piła” – poprzestawali na fascynacji przemocą. Tej w „Siedem” tylko na pozór nie brakuje – Fincher zbrutalizował wprawdzie rzeczywistość, ale nie sprowadził jej do serii makabrycznych zbrodni. Jego film to inteligentny, działający na zasadzie silnej sugestii (jak w finale, gdy nie widzimy, co znajduje się w pudle) thriller, który swoją wyrafinowaną konstrukcją wykracza daleko poza gatunkowe ramy. Do dziś niewielu się do tej perfekcji zbliżyło.

***

Tekst został opublikowany także w Portalu Filmowym, gdzie można przeczytać również moją opinię o specjalnym wydaniu blu-ray.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. macie wszyscy rację

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php