Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

15.03.2012
czwartek

Zabić drozda [9/10]

15 marca 2012, czwartek,

Film Roberta Mulligana ma dziś przede wszystkim wartość historyczną. Zrealizowany w oparciu o bestsellerową, nagrodzoną Pulitzerem powieść Harper Lee, oscarowy dramat w odważny, a jednocześnie nieinwazyjny sposób poruszał kwestię segregacji rasowej. Z perspektywy czasu stracił nieco na aktualności, stając się w dużej mierze staroświecką lekcją tolerancji, ale należy pamiętać, że w momencie powstania był to film przełomowy i kontrowersyjny. „Zabić drozda” zrealizowano w 1962, na rok przed słynnym przemówieniem Martina Luthera Kinga i dwa lata przed podpisaniem ustawy o prawach obywatelskich.

Pół wieku później film Mulligana ogląda się więc inaczej niż w dniu premiery, ale jego ładunek emocjonalny bynajmniej się nie zdewaluował. To wciąż wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju kino inicjacyjne, w którym sprawy ważkie, jak proces czarnoskórego oskarżonego o gwałt, rozgrywają się na drugim tle.

Akcja filmu toczy się w latach 30. w fikcyjnej miejscowości Maycomb w stanie Alabama, zaś głównymi bohaterami są 10-letnia Scout i 12-letni Jem. Dzieciństwo, dotąd wypełnione beztroskimi zabawami, kończy się dla nich pewnego lata, kiedy to ich ojciec, adwokat Atticus Finch, podejmuje się wspomnianej obrony czarnoskórego. Dla dzieciaków jest to prawdziwy test dojrzałości – zakradając się na salę rozpraw uczestniczą w trudnym procesie, poznają brutalne i nie zawsze sprawiedliwe prawa rządzące dorosłym światem, doświadczając przy tym ostracyzmu ze strony rasistowskiej społeczności Maycomb („miłośnik czarnuchów!” – krzyczą na ich ojca dotychczasowi sąsiedzi). Tego lata już nie zapomną.

Świat dorosłych, ukazany przez Mulligana w dużej mierze z perspektywy dzieci, jest tu bardzo sugestywny. Scout i Jem reagują bardzo emocjonalnie na wszystko, co się wokół dzieje, podczas gdy Atticus dumnie zastyga w bezruchu. Czy to słuszna poza? Szlachetny adwokat grany przez Gregory’ego Pecka został wprawdzie uznany przez Amerykański Instytut Filmowy za bohatera wszech czasów, ale wydaje się, że postać ta skrywa w sobie znacznie większą, zbyt łatwo pomijaną złożoność. Już sam sposób, w jaki ojca odbierają dzieci (jest dla nich bohaterem, ale też człowiekiem, który wiecznie nadstawia drugi policzek), w pewnym sensie przypomina, że każdego dnia bagatelizujemy dylematy, którym przeciętny, jeszcze nieprzepuszczony przez machinę obojętności (czyt. dorosłości) 10-latek nie może się nadziwić.

„Zabić drozda” to specyficzne wspomnienie lata – momentu, w którym dzieciństwo Scout i Jema (a zarazem autorki powieści, która przemyciła w niej wątki autobiograficzne) bezpowrotnie dobiegło końca. Świadomość spraw pozostających poza naszą kontrolą, spraw, na które można już tylko przymknąć oko, skutecznie przekreśla dziecięce złudzenia. Oto zaczyna się dorosłość, która – jak się okazuje – potrafi być bardziej infantylna i bezrefleksyjna, niż dzieciństwo.

***

Tekst opublikowany także w Portalu Filmowym, gdzie można przeczytać także moją szczegółową opinię o rocznicowym wydaniu blu-ray.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php