Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

30.03.2012
piątek

Koń turyński [9/10]

30 marca 2012, piątek,

„3 stycznia 1889 roku w Turynie, Fryderyk Nietzsche wychodzi z posiadłości przy Via Carlo Albert, pod numerem sześć. Niedaleko, woźnica dorożki ma kłopot z wyjątkowo upartym koniem. Pomimo jego ponagleń, koń nie chce się ruszyć. Dorożkarz traci cierpliwość i zaczyna go chłostać. Nietzsche przerywa brutalną scenę, rzucając się zwierzęciu na szyję. Zaczyna szlochać. Gospodarz zabiera go do domu, gdzie ten przez dwa dni leży nieruchomo, po czym mamrocze obligatoryjnie swoje ostatnie słowa i żyje jeszcze przez dziesięć lat, niemy i obłąkany, doglądany przez matkę i siostry. Nie wiemy co stało się z koniem.”

Złowieszczy, wyczytany z offu wstęp okazuje się wiążący. Chwilę później widzimy wychudzoną chabetę ciągnącą wóz,  sunącą uparcie przez zamgloną drogę. Czy to właśnie ten koń, czy oto przed nami sponiewierane zwierzę, które tak przeraziło Nietzschego, czy może zwykła analogia?

Schyłek XIX-wieku, głębokie węgierskie pustkowie. Na wyludnionej polanie, w chacie z masywnego kamienia mieszkają dorożkarz i jego córka. Nie rozmawiają ze sobą, prawie nikt ich nie odwiedza, a codzienność wypełnia im nieznośna rutyna – obmywanie ciała, prosty posiłek z ziemniaków zanurzonych w soli i ciągłe wyczekiwanie. Co z wynędzniałym koniem? Czy zje dzisiaj? Czy wyjdzie na pole? A może po prostu zdechnie? Na zewnątrz szaleje wicher, przejmujący, nieustępliwy. Ojciec każdego dnia siada przy oknie, spogląda gdzieś w dal. Czeka. To jedyne, co mu zostało.

To ostatni film Beli Tarra. Reżyser zapowiedział to już przed paroma laty, przy okazji canneńskiej premiery „Człowieka z Londynu”. Swoją decyzją nie daje nam powodu do wzniesienia buntu – na zakończenie kariery zrealizował dzieło kompletne, swoisty filmowy paradygmat własnej twórczości. To koniec jego drogi, dalej pójść się już nie da.

Podzielona na niespełna 30 długich ujęć przypowieść Tarra jest staromodnie epicka, składa się z prostych symboli i klasycznych zabiegów realizatorskich. Ale w surowej, niepokojącej czerni i bieli kolejnych sekwencji kryje się coś więcej, niż tylko stylizacja na apokaliptyczną psychodramę. To nie filmowy sztafaż, a apokalipsa sama w sobie. Są tu strach i śmierć, świadomość nadchodzącej zagłady. Kryją się gdzieś na dnie wyschniętej studni, wyglądają z oczu umęczonego konia, rozbijają się o szyby kolejnymi podmuchami niegodziwego wiatru. Gdzieś tam, za horyzontem, świat się skończył.

W swoim bezlitosnym opus magnum węgierski wizjoner Bela Tarr obdziera ludzką kondycję ze skóry. Do gołych kości; dowodząc, że w obliczu tego, co nieuchronne, niegodziwe, wszyscy pozostajemy bezradni. Tyleż samotni, co po prostu sami.

 

***
Tekst, w nieco innej wersji, ukazał się swego czasu w Wirtualnej Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Jak dużo tam Tarkowskiego?

  2. Bo ja wiem…? Jeśli już, to szukałbym tu raczej persono-źródlanego Bergmana.

  3. Cholera. Boję się tarkowsko-podobnych tworów, ale tych bergmano-podobnych może nawet bardziej. A taki zachęcający ten fragment z Friedrichem.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ale wiesz, to są takie poszukiwania na siłę. Myślę, że to jednak przede wszystkim Tarr, choć nie znam go aż tak dobrze.

  6. dobre;
    6/10;
    nota bene:
    facet cwiczyl konia na smierc(!!!)
    („…hat den gaul zu tode gepeitscht, da sprang er, als einziger unter der beobachter…”)

  7. @byk, jak to na śmierć, kto ćwiczył???

  8. chciałabym się jednak dowiedzieć czego dotyczy dokładnie komentarz @byka. jeśli ktoś mi może wytłumaczyć jaki facet ćwiczył jakiego konia na śmierć to będę niezwykle wdzięczna.
    chyba że działa tu jakaś tajna policja.
    pozdrawiam.

  9. p.s.
    malo kto jak nicze opisal koniec pewnej epoki;
    lada chwila runa tysiacletnie trony, a on stara sie stworzyc bohatera, ktory stawic bedzie musial czola ideologiom XX w;
    te starania sa daremne; na miejsce dionizosa wkracza na scene godot, ktory obserwuje periodyczy paroksyzm masowego ludobojstwa, o rozmiarach, jakie sie nie snily starozytnym;
    tylko na horyzoncie przemyka fletnia pana, a echo milczy.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php