Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

15.04.2012
niedziela

Titanic 3D [8/10]

15 kwietnia 2012, niedziela,

100 lat temu, 15 kwietnia 1912 roku, zatonął Titanic, najpotężniejszy liniowec swoich czasów, określany wówczas mianem niezatapialnego. W katastrofie straciło życie 1514 osób, a samo zdarzenie stało się jednym z największych mitów popkultury XX wieku. O zatonięciu Titanica pisano artykuły i powieści, kręcono filmy i realizowano słuchowiska radiowe – w większości oparte na domysłach. Dopiero powstały w 1997 roku przebój Jamesa Camerona, pomimo grubej warstwy filmowej fikcji, uznawany jest za właściwe odwzorowanie całego zdarzenia. 

Olbrzymi sukces w box-office sprawił, że film Camerona również stał się swego rodzaju mitem – największą produkcją wszech czasów, która – wbrew oczekiwaniom – wcale nie zatonęła. 15 lat później, w setną rocznicę katastrofy Titanica, powraca na ekrany. Jak prezentuje się po latach?

Od czasu właściwej premiery filmu napisano już tyle recenzji i analiz, że wydaje mi się, iż jedna więcej jest zupełnie zbędna. Dlatego nie będę „Titanica” recenzował, a pokuszę się o kilka subiektywnych spostrzeżeń, jakie wyniosłem z pierwszego od lat seansu tego filmu.

1. Czas dobrze obszedł się z filmem. „Titanic” jest dziś nie mniej świeży, niż 15 lat temu, choć Cameron nie ustrzegł się kilku rozwiązań, które dziś są już głównie reliktami lat 90. – ot, choćby zamaszyste uwertury Jamesa Hornera czy kłopotliwa w paru miejscach narracja z offu. Zadziwiające, jak niewiele zestarzały się efekty CGI – scena zatonięcia Titanica imponuje tyleż rozmachem, co przywiązaniem do szczegółu, dziś nieczęsto praktykowanym.

2.  „Titanic” to jedno z tych filmowych przeżyć, które generuje wspomnienia. Dokładnie pamiętam histerię tamtych dni – nie było w 1998 dziewczynki, która nie miałaby kasety vhs z tym filmem, nie było też chłopca, który przynajmniej raz nie wyśmiałby chłopięcego uroku DiCaprio. Tak, tak, boski Leo jawił się nam wówczas jako śmiertelne zagrożenie, wirus, który przyszedł po nasze koleżanki, siostry, a nawet matki i sąsiadki! Sam prędzej przyznałbym się do pełnej szuflady notesików z Simbą, niż oddał mu cześć!

3. Billy Zane, grający niedoszłego męża Rose, to chyba największy przegrany filmu – stworzył w nim najbardziej charyzmatyczną i zapadająca w pamięć rolę, a jego kariera jako jedyna poszła na dno wraz ze statkiem.

4. Występ 87-letniej Glorii Stuart, która we współczesnych sekwencjach gra stareńką Rose, to jeden z najbardziej poruszających i oddających hołd dawnym gwiazdom angażów w historii współczesnego Hollywood. Gdy członkowie ekspedycji wsłuchiwali się w jej opowieść, miałem wrażenie, że podziwiają jej żywotność i aktorską pasję. Stuart zmarła dopiero w 2010 roku, mając 101 lat – tyle, co jej filmowa postać.

5. Sam film jest bardzo majestatyczny, po staroświecku epicki. Wiele pomysłów Camerona kłóci się z logiką (np. fenomenalne ujęcie spadających talerzy, które lecą z półek DOPIERO gdy statek jest przechylony o ok. 45 stopni), niektóre wydają się ryzykowne (klamra współczesności), a jeszcze inne stanowią ciekawe, pozafilmowe miniatury (ciało kobiety unoszące się w zalanym holu statku), ale całość łączy wprawna ręka wizjonera. „Titanic” to podręcznikowa robota, historia zrealizowana według najbardziej podstawowych zasad hollywoodzkiej sztuki filmowej, a jednak Cameron potrafił odcisnął na niej własny stempel.

6. Zawsze lubiłem ten rysunek, choć dziewczyna na zdjęciu bardziej przypomina Scarlett Johansson, niż Kate Winslet. Autorem obrazka jest James Cameron, z czym zresztą wiąże się moja ulubiona wpadka w filmie – w jednym z ujęć ręka DiCaprio staje się ręką reżysera; ta druga ma bardziej pomarszczoną skórę, jest przesadnie czysta i wypielęgnowana.

7. Największym odkryciem po latach jest dla mnie fakt, że to Leo i Kate zatopili statek. Wcześniej jakoś nie zwróciłem na to uwagi, tymczasem na chwilę przed zderzeniem z dryfującym odpryskiem lodowca, Rose i Jack biegają po pokładzie, cieszą się, całują. Marynarze z bocianiego gniazda, miast obserwować horyzont, patrzą na nich. Gdy ponownie kierują wzrok na wodę, jest już za późno. To dopiero romans tragiczny…

8. Konwersja 3D wydaje się zupełnie zbędna – w żaden sposób nie pogłębia perspektywy, oferuje niewiele efektów – ale z drugiej strony bodajże po raz pierwszy od czasu „Avatara” obejrzałem w kinie cały film w okularach (zazwyczaj mnie to męczy, więc zdejmuję).

9. W sprawie zakończenia: „Na tej desce było miejsce dla dwóch osób!’ (copyright by Kaja Klimek)

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Zawsze uważałam, że „Titanic” to jest świetny film, ze świetnymi rolami Kate i Leo. Zawsze broniłam i będę go bronić. Myślę, że po 15 latach w końcu można mu oddać słuszny hołd :)

  2. @gospodarz:
    nie wiem dlaczego, ale za cameronem nie przepadam,
    ale dobry, dobrze napisany tekst:
    9/10

  3. „Notesiki z Simbą” mnie rozbroiły :)

  4. Wspaniała historia, bajeczna – czy potrzeba naprawdę czegoś więcej? – mi nie :)

  5. Ciekawe bo będąc w kinie miałam dokładnie takie same wrażenia. Z jedną różnicą – na samym początku zdecydowanie widać efekty specjalne – zwłaszcza w ujęciach pokładu w świetle dnia – dawniej wyglądało to zupełnie normalnie, dziś widać że to komputerowy efekty, ale prawda jest taka, że Titanic zaskakująco dobrze działa po latach ( choć Leo jak nie lubiłam mając lat kilkanaście tak i dziś nie jestem w stanie strawić)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php