Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

16.04.2012
poniedziałek

American Pie: Zjazd absolwentów [7/10]

16 kwietnia 2012, poniedziałek,

Nowa odsłona „American Pie” jest już ósmą z kolei częścią młodzieżowej sagi, ale dopiero czwartą kinową. „Zjazd absolwentów” to w tym zestawieniu film wyjątkowy – po raz pierwszy od 1999 roku twórcom udało się zgromadzić przed kamerą CAŁĄ oryginalną obsadę. Nic w tym zresztą dziwnego – nikt z jej kilkunastoosobowego składu nie zrobił przez ostatnich 13 lat oszałamiającej kariery.

Dlatego też  „Zjazd absolwentów” jest spotkaniem podwójnie ciekawym, nie tylko będącym przewrotnym splotem filmowej fikcji z pozafilmową rzeczywistością, ale też niegłupią refleksją na temat (przeklętego) dojrzewania. Czas to dla młodzieńczych ambicji bezlitosny weryfikator – większość bohaterów  „…zjazdu” (a za nimi grający ich aktorzy) dałaby wiele, by cofnąć się o 13 lat, choć wtedy, jak na złość, marzyli przede wszystkim o dorosłości. Dzisiaj jednak starych wyborów nie da się już odkręcić, dawnych więzi nie sposób odtworzyć – nastoletnie rozwiązania, często chwilowe i niechciane, stały się decyzjami na całe życie.

Jim, Stifler i spółka spotykają się po latach – pretekstem jest zjazd absolwentów z ich rocznika. Szybko okazuje się, że – jak to zwykle bywa – nie każdemu w życiu wyszło. W seks wkradła się rutyna, zawodowe plany nigdy nie wypaliły, dawne uczucia wygasły. Analogicznie wypadają kariery odtwórców tych ról: Jason Biggs nie został następcą Woody’ego Allena, Tara Reid wpadła w ciąg żenujących kompromitacji i uzależnień, Seann William Scott do dziś nie może uwolnić się od piętna Stiflera, Mena Suvari z młodzieżowej gwiazdy stała się trzecioligową aktoreczką a Alyson Hannigan na dobre utknęła w telewizji. Czy oto w nowym „American Pie” spotykają się… życiowi nieudacznicy?

Autorzy „Zjazdu absolwentów” (producentami są bracia Weitz, twórcy oryginału) dają swoim gwiazdom jeszcze jedną szansę – każdy z aktorów może się wykazać we własnym wątku i przypomnieć o sobie dawnej publiczności. Jak wykorzystają swoje kolejne 5 minut, czas pokaże…

„Zjazd…” to film prosty – utkany z tych samych niewybrednych gagów, co pierwowzór, mający swoją parę jędrnych cycków i żarty z penisem w roli głównej  –  ale jednocześnie zwyczajnie mądrzejszy. Stojący za kamerą Jon Hurwitz i Hayden Schlossberg bez cienia skrępowania pytają o konsekwencje młodzieńczych decyzji, ale też – co zaskakujące – stają w opozycji do narzuconego przez koniunkturę modelu rodziny,  dowodząc, że stary dobry 2+1 dawno się już zużył.

Jasne, argumentacja nie wykracza tu poza proste slogany i tęsknotę za „dawnymi czasami”, ale jednocześnie nie pozwala, by melancholijny ton zdefiniował film. Wręcz przeciwnie – „Zjazd absolwentów” to policzek wymierzony zarówno przyzwoleniu na pielęgnację wewnętrznego dziecka, jak i popularnej w amerykańskim offie zadumie nad nieudacznictwem. Przegrałeś swoje życie? – pytają Hurwitz i Schlossberg. –  To zacznij od nowa! Byleś nie zapomniał, z czego jesteś zrobiony.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Na pewno wybiorę się na film do kina. Widziałem wszystkie części i tej na pewno sobie nie odpuszczę, choć coraz gorsze są :(

  2. Film trzyma poziom pierwszych części, jest śmieszny i ciekawy. Zdecydowanie polecam
    Po pełniejszą recenzję zapraszam na
    http://kondux.wordpress.com/2012/04/15/american-pie-zjazd-absolwentow/

  3. O panienko przenajswietsza, az 7na10?! Przecie to bylo koszmarne i nudne. Z takich ‚powrotow do przeszlosci’ to lepsze jest juz Jutro bedzie futro, znacznie smieszniejszy chociaz troszke inny. American Pie I,II to chyba naj bardziej udane czesci, reszta byla juz nadeksploatowaniem konwencji.*hawg*

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php