Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

10.05.2012
czwartek

VHS – powrót do przeszłości

10 maja 2012, czwartek,

Już dziś rozpoczyna się 15. edycja jednej z najbardziej oryginalnych imprez w naszym kraju, Festiwalu Filmów Kultowych. W programie tegorocznej jego odsłony znajdują się cykle szczególnie mi bliskie, a mianowicie poświęcone tematyce i estetyce VHS. W Katowicach wyświetlane będą filmy ery wypożyczalnianej, te najbardziej znane (m.in. „Robocop”, „Terminator”), ale i te z niskogatunkowej niszy (m.in. kultowy „Bilet na Hawaje”), a poczciwe kasety na chwilę wrócą do łask – seanse odbędą się z oryginalnych nośników! Z tej okazji zapraszam zarówno na festiwal, jak i do zapoznania się z kilkoma moimi wspomnieniami związanymi z kulturą VHS w Polsce.

Pojawienie się formatu VHS, z angielskiego oznaczającego „domowy system wideo”, okazało się dla kina momentem równie przełomowym, co wynalezienie dźwięku czy koloru. A nawet czymś więcej, bo niepozorna kaseta wideo niespodziewanie dała mu drugie, a w konsekwencji – wraz z zamianą technologii na płyty dvd i blu-ray – wieczne życie. Gdy na przełomie lat 70. i 80. pierwsze filmowe przeboje trafiły pod strzechy, traktowano je jak sezonową atrakcję. Szybko jednak okazało się, że wraz z kasetami VHS narodziła się nowa kultura oglądania, której podstawą była bezpośrednia ingerencja widza w seans. Już pierwsze magnetowidy pozwalały na przewijanie i zatrzymywanie obrazu, dzięki czemu każdą zapisaną na magnetycznej taśmie chwilę można było dowolną ilość razy odtworzyć.

Rynek VHS rozwijał się wówczas niezwykle dynamicznie. Nowa technologia podbiła serca spragnionego komfortu nowego pokolenia, a wypożyczalnie kaset kwitły na każdym rogu, także w Polsce. Prawdziwy boom nastąpił w drugiej połowie lat 80. – w najgorętszym okresie działało w naszym kraju blisko trzydziestu dystrybutorów.

W czasach, gdy kwestia praw autorskich nie spędzała nikomu snu z powiek, a repertuar kinowy pozostawiał wiele do życzenia, biznes ów rozkręcić mógł dosłownie każdy. Amatorskie wypożyczalnie powstawały w garażach, prowizorycznych barakach i prywatnych mieszkaniach. Dla stłamszonych ówczesnym ustrojem Polaków, powszechnie dostępna technologia VHS nie stała się po prostu kolejnym ulotnym posmakiem upragnionego Zachodu, ale sposobem, by zatrzymać go na dłużej. Z punktu widzenia władzy nowa  technologia nie stanowiła większego zagrożenia dla nastrojów społecznych. Wręcz przeciwnie – zapewniała ludziom prostą rozrywkę, której – w przeciwieństwie choćby do znienawidzonej mody – nie dało się manifestować poza własnymi czterema ścianami.

Nic bardziej mylnego. VHS, jak niemal każda forma domowej rozrywki, skutecznie zacieśniała międzyludzkie więzy. W czasach, gdy nie każdego stać było na własny magnetowid, kasety oglądało się po sąsiedzku, wspólnie chłonąc najmniejszy nawet aspekt zachodniego stylu życia. Zwłaszcza, że repertuar kasetowy znacząco różnił się od kinowego, regulowanego przez państwo. Do dystrybucji VHS trafiały wówczas przede wszystkim filmy rozrywkowe, ostentacyjnie amerykańskie, uczące Polaków pojęcia „kino gatunku”.

Sam nośnik był oczywiście bardzo niedoskonały i kapryśny, a z perspektywy dzisiejszej precyzji płyt dvd i blu-ray wydawać się może wręcz nieznośny, Wtedy była to cena, która w stosunku do możliwości obcowania z największymi hitami kina amerykańskiego we własnym domu, była niewysoka. Problemy, z jakimi borykali się wówczas miłośnicy kaset, były często niedorzeczne: taśma wkręcała się do magnetowidu, źle nagrany lektor zagłuszał ścieżkę dźwiękową, obraz rwał się, a za nieprzewinięcie taśmy można było w wypożyczalni zapłacić karę, nierzadko przekraczającą koszt wypożyczenia.

Ówczesna kultura oglądania doczekała się zresztą własnej, unikalnej mitologii, która dziś coraz częściej powraca, zarówno w prywatnych rozmowach, jak i publicznych debatach na specjalistycznych forach. Unikalne doświadczenia bywalców wypożyczalni, po latach okazały się kolektywnymi przeżyciami. Już wizyta w takim przybytku była specyficznym rytuałem: wyrobienie karty klubowej (początkowo jeszcze na kawałku tektury), wyczekiwanie na piątkowe nowości, wielogodzinne przeglądanie przecenionych klasyków, rozmowy z właścicielem, który najczęściej okazywał się pierwszym poważnym autorytetem na drodze młodego kinomana. Dziś, wraz z popularyzacją bardziej zaawansowanych nośników, kultura ta niemal zanikła. Nieliczne wciąż działające wypożyczalnie, teraz już nie kaset, a płyt, opierają się na systemie sieciowym, skutecznie eliminując więź sprzedającego z kupującym.

Tymczasem na przełomie lat 80. i 90. jednoczyć potrafiło nawet pospolite piractwo, które często wymagało wysiłku dwóch i więcej osób. Bo choć nikt nie miał problemu z nagraniem ulubionego filmu czy programu z telewizji, to już kopiowanie kaset wymagało umiejętności połączenia ze sobą kilku urządzeń. Swoisty urok miały też wyprawy na bazar w poszukiwaniu handlarzy, którzy spod koca sprzedawali zarówno wielkie hity, jak i zagraniczną pornografię. Filmy takie często nie miały okładek, a jedynym identyfikatorem były dlań krzywo wypełnione naklejki z tytułami. Wizyta u takiego sprzedawcy często wiązała się  ze sporym ryzykiem; zdarzało się, że zajeżdżone na śmierć taśmy były kopiami innych kopii, lektor wynajętym amatorem, a faktyczny tytuł zupełnie inny, od tego opisanego na kasecie.

Popularność formatu VHS skończyła się w Polsce tak szybko, jak się zaczęła. Pierwszym ciosem dla rynku kaset była uchwalona w 1994 roku ustawa o prawach autorskich, która regulowała (wtedy bardzo dowolne) zasady dystrybucji filmów, muzyki i gier. Dla wielu opartych na nielegalnych kopiach wypożyczalni oznaczało to koniec działalności. Druga fala kryzysu przyszła pod koniec lat 90., gdy coraz prężniej rozwijał się Internet, a w sklepach pojawiły się pierwsze płyty dvd. Pozostałe przy życiu wypożyczalnie, które w czasach rozkwitu często wyrastały obok siebie, zmuszone były rywalizować o coraz mniejsze wpływy. Te, które przetrwały osiedlowe boje, na chwilę jeszcze zamieniły się w wypożyczalnie dvd, by w ciągu kilku kolejnych lat również wyzionąć ducha. Dzisiaj działają już nieliczne; przede wszystkim duże sieciówki i punkty z dobrą lokalizacją.

Czy po kulturze filmowych wypożyczalni i standardzie VHS pozostał dziś już tylko sentyment? Na to wygląda. Firma JVC, która przed blisko czterdziestu laty zaprezentowała pierwszy model odtwarzacza VHS, niedawno przestała je produkować, zamykając ostatni przyczółek tego nośnika na świecie. Poczciwe kaseciaki oficjalnie przeszły więc do lamusa, ustępując większej wygodzie i nieporównywalnie lepszej jakości nowych rozwiązań na polu dystrybucji i przechowywania danych. Specjaliści podkreślają wprawdzie, że trendy technologiczne mają tendencję do niespodziewanych powrotów, ale dziś trudno ocenić realne szanse na ponowny wzrost zainteresowania tak niepraktycznym nośnikiem.

Jedno tylko jest pewne: nostalgia za VHS coraz częściej daje o sobie znać: powstają specjalistyczne fora i koła kolekcjonerskie, a mniej popularne filmy na tym nośniku wciąż bardzo dobrze sprzedają się w serwisach aukcyjnych. Entuzjaści aktywnie walczą tyleż o przywrócenie do łask dawnego standardu, co o samą pamięć o nim. Stąd niezwykle ciekawe inicjatywy, jakie można ostatnio spotkać w całym kraju; cykliczne pokazy niskogatunkowych produkcji, mini-targi VHS, specjalistyczne portale oferujące trudno dostępne taśmy czy niekończące się nawiązania do estetyki kasetowych okładek.

Pojawienie się tej tematyki podczas tegorocznego Festiwalu Filmów Kultowych nie jest więc przypadkiem. To chęć podtrzymania nostalgii za tą specyficzną kulturą, ale też sposób, by nadać jej zupełnie nową oprawę.

 

***

Tekst ukazał się także w festiwalowym katalogu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Z wielką chęcią bym przyjechał do Katowic, ale najgorsze jest to, że mieszkam w Zach-Pom. Nie wiadomo jakby to było z rozkładami pociągów i noclegiem.

  2. Bywa i tak. Ja sam będę tylko przez dwa dni, bo obowiązków mnóstwo.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php