Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

20.05.2012
niedziela

Mroczne cienie [7/10]

20 maja 2012, niedziela,

Tim Burton zrobił w ostatnich latach zaskakująco wiele, by zadeptać i skonwencjonalizować swój unikalny gotycki sznyt. Landrynkową „…fabryką czekolady”, nadętym „Sweeneyem Toddem” i byle jaką „Alicją z Krainy Czarów” sprawił, że jego stylowa ekstrawagancja stała się popisową rutyną, a największa gwiazda – niepokorny Johnny Depp – usłużną kukiełką. Publiczności z jakiegoś powodu się to podoba – upiorny glamour  na chwilę stał się nawet symbolem pokolenia emo, a dzisiejsze nastolatki wieszają na ścianach podobiznę Deppa tak, jak robiły to ich starsze koleżanki przed 15 laty.

Trudno ten sukces jednoznacznie zdiagnozować. Czy kino hollywoodzkie do tego stopnia cierpi na brak ekscentryzmu, że jego orędownikami stali się faceci, którzy od dwudziestu lat kręcą ten sam banalny i naiwny film? W liczącej 15 pełnometrażowych tytułów filmografii Burtona tylko 2 opierają się na w pełni oryginalnym pomyśle: „Sok z żuka” z 1988 i „Edward Nożycoręki” z 1990. Wszystkie pozostałe, mimo iż są adaptacjami, remake’ami lub rozmaitymi przeróbkami silnych franczyz, zazwyczaj wpadają w narzucony wówczas schemat fabularny. Burton i Depp od lat z lubością opowiadają o wykluczonych dziwakach – nieszczęśliwie zakochanych, goniących za marzeniami, zbratanych ze śmiercią. Nie szczędzą przy tym krzykliwych uproszczeń i banałów, pamiętając, kto jest ich docelowym widzem.

„Mroczne cienie” nie są tu żadnym wyjątkiem. Nowy film Burtona jest adaptacją popularnej w latach 60. opery mydlanej, a główny bohater – szlachcicem obłożonym wampiryczną klątwą. Z tą różnicą, że kondensacja wszystkich wątków opasłego, bo liczącego ponad 1200 epizodów serialu staje się największym, choć nieoczywistym atutem „…cieni”. Bohater budzi się więc po 200 latach śpiączki i… No właśnie, karuzela wątków rozkręca się na dobre.

Oto Burton Absolutny – film, który splata w sobie wszystkie ulubione fetysze reżysera: miłość i śmierć, przeszłość i współczesność, wampiry i wiedźmy, makabrę i humor. Dziwny to i dysfunkcyjny mariaż – Burton łączy wystawny gotyk z cukierkowymi latami 70., seks z niewinnością, a w końcu bezwzględność z poczuciem humoru. Kontrasty, choć efektowne, czasem aż nadto gryzą się ze sobą. I tak, w jednej chwili bohater grany przez Deppa morduje niewinnych hipisów, ale zaraz potem ośmiesza się nieznajomością konceptu telewizji. Kim więc on jest – mordercą czy klaunem?

Humor to zresztą największa bolączka „…cieni” – Johnny Depp, dźwigający na swoich barkach większość komediowych akcentów filmu, nigdy nie miał poczucia humoru, dlatego tutaj przetwarza tylko patenty wymyślone na potrzeby Kapitana Sparrowa. Jest groteskowy i egzaltowany, a przy tym nudny i przewidywalny. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę rozmaitości drugiego planu – znajdziemy tam m.in. wiedźmowatą Evę Green, Helenę Bonham Carter na permanentnym rauszu, dumną Michelle Pfeiffer czy Chloe Moretz w roli krnąbrnej lolity. To prawdziwy szwedzki stół – są na nim odświeżające odkrycia (Bella Heathcote), zaskakujące powroty (Jonny Lee Miller) i wyjątkowo trafione epizody (Alice Cooper) – będący zarazem najciekawszym aktorskim kolektywem Burtona od czasu „Marsjanie atakują!” z 1996.

Podobnie rozchwiany jest cały film. Burton łatwo gubi wątek, nie chce lub nie potrafi wykorzystać potencjału niektórych postaci, a rozchełstany finał łatwo wymyka mu się z rąk. Zadziwiające jednak, że przy wszystkich niedoskonałościach, „Mroczne cienie” są filmem nad wyraz udanym, stanowiącym spektakularne i samolubne podsumowanie własnego emploi. Oto nagromadzone przez lata trupy niespodziewanie wypadają z szafy reżysera i zaczynają swój własny, szalony taniec…

 

***

Recenzja opublikowana także w Wirtualnej Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Ode mnie 3/10. Film – paradoksalnie – bez fabuły, bez treści, bez życia. Burton piętrzy kolejne wątki, z których niektóre spokojnie mogłyby posłużyć za podstawę osobnych filmów, ale żaden, powtarzam żaden z nich nie doczekuje się należytego rozwinięcia czy też satysfakcjonującego rozwiązania. Potrafią za to wprawić w osłupienie i zażenowanie; bardzo chciałbym zobaczyć swoją minę, gdy na ekranie miał miejsce twist związany z postacią graną przez Chloe Moretz.

    Świetna Eva Green, dobrzy Pfeiffer, Depp i Bonham Carter, kilka dosłownie pojedynczych, udanych gagów. Nic poza tym Dark Shadows nie ma do zaoferowania, a już na pewno nic, czym charakteryzowały się dawne, najlepsze filmy Burtona, który kiedyś był moim ulubionym reżyserem; teraz jego nazwisko wyłącznie mnie odrzuca.

    PS. Rzuciłem okiem na fragmenty oryginalnego serialu i zachodzę w głowę jak ktoś mógł uznać, że film na podstawie czegoś tak koszmarnego to dobry pomysł.

    PS2. Scenarzysta Dark Shadows pisze Sok z Żuka 2. Dobry Boże…

  2. Ocena nie jest obiektywna, to wręcz nagonka na Burton’a – dobrze, że wiele tego nie było, bo straciłbym więcej czasu nie dowiadując się prawie nic. Od dawna wiadomo, że filmy Burton’a są inne, ale są też osoby, które właśnie tę inność uwielbiają. Nie jestem jednym z tych uwielbiających fanów, może nawet przeciwnie – ale nie dałbym 7/10 a potem opowiadał jakie to wszystko Burton’owskie złe i niedobre.

  3. @Jakoś – nazwiska obcojęzyczne zakończone spółgłoską z reguły nie wymagają apostrofu przy odmianie.
    @Mierzwiak – jakbym czytał swój własny post.

    I co jest trafionego w epizodzie Alice Coopera, który ogranicza się do śpiewania gdzieś w tle przez jakieś 2 minuty?

  4. Nie zgadzam sie z ocena Sweeney Todd, ktory byl absolutnie powalajacy i burtonowski w kazdym calu, taki w klimacie Corps Bride. Co do Alicjii, to trzeba przyznac ze zmierzyc sie z TAKIM dzielem nie bylo latwo. Nie udalo sie zmienic klimatu tak zeby pozostawic trwaly slad, ale nie bylo az tak zle. Ogolnie rzecz biorac, brakuje inicjatywy i inwencji w tych ostatnich przedsiewzieciach Burtona. Mysle ze sie wypalil i na pewno dobrze by mu zrobila zmiana obsady – swieze twarze, swieze pomysly. *hawg*

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php