Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

29.05.2012
wtorek

Jiro śni o sushi [9/10]

29 maja 2012, wtorek,

Znakomity dokument „Jiro śni o sushi” to hołd złożony nie tylko 80-letniemu Jiro, tytułowemu mistrzowi lokalnej kuchni, ale także samej potrawie. Ważne to o tyle, że sushi – niegdyś elitarny japoński smakołyk – na przestrzeni lat uległo znacznej degradacji i stało się synonimem biurowego fast foodu. Pracownicy korporacji chętnie zamawiają go w czasie lunchu, a wielbiciele mrożonek kupują w osiedlowym markecie. Sztuka przyrządzania i spożywania sushi sięgnęła tym samym dna – rolki z ryżem zrobić może dziś każdy średnio uzdolniony kucharz, a w supermarketach roi się od składników do ich produkcji.

Tymczasem maleńka, mogąca pomieścić najwyżej dziewięciu gości restauracyjka w centrum Tokio, której właścicielem jest Jiro, oferuje najświeższe, selekcjonowane składniki i klasyczne metody przyrządzania. Zbudowany na ciężkiej pracy, tradycji i wielkiej pasji biznes cieszy się niesłabnącą estymą – rezerwacji należy dokonać z miesięcznym wyprzedzeniem, ceny zaczynają się od 1200zł, a ekskluzywny przewodnik Michelin, po trwającej rok kontroli, przyznał lokalowi Jiro najwyższą ocenę – trzy gwiazdki. Sukibayashi Jiro, bo tak się ów przybytek nazywa, to miejsce elitarne, ale jeśli wierzyć autorytetom – warte swojej ceny. „Nigdy, przenigdy, się tam nie zawiodłem” –  przyznaje ze zdumieniem jeden z lokalnych ekspertów.

Ale film Davida Gelba nie jest reklamówką restauracji, to przede wszystkim inspirujący portret człowieka, który swoje życie podporządkował dążeniu do perfekcji. „Jiro nie lubi wakacji – mówi z rozbawieniem jego syn. – Twierdzi, że za długo trwają”. I faktycznie, krzepki staruszek uwielbia kuchnię. Jej smaki, aromaty, precyzyjne cięcia noża. Wymyślanie nowych dodatków, a nawet własnych naczyń i przyrządów, szkolenie pracowników i synów, którzy niedługo przejmą biznes. Wcześniej także wizyty na targu, gdzie sam pieczołowicie wybierał każdą z ryb. Sushi zajmuje się od kilkudziesięciu lat – niektórzy twierdzą, że na świecie nie ma sobie równych. Na ekranie oczywiście trudno to zweryfikować – uwierzyć musimy na słowo. Jedno tylko jest pewne – pracochłonna, tak niemodna dzisiaj tradycja przyrządza sushi została ocalona.

„Jiro śni o sushi” to jednak nie tylko wizyta u jednego z najbardziej pożądanych kucharzy świata, to także frapujący film o Japonii samej w sobie, nieustannie majaczącej na drugim planie. Historia sukcesu Jiro okazuje się skrótową historią samego kraju – jego tradycji, trudnej historii, burzliwych socjo-politycznych przemian, a w końcu morderczego etosu pracy. Jiro długo pracował na swój sukces – wielokrotnie wystawiany na próby, zmuszony do niekończącej się harówki, w pewnym sensie oszukał system. Dlatego właśnie jego sukces… smakuje tak wyśmienicie. Oto przed nami człowiek, który osiągnął absolutną harmonię, przeżył swoje życie robiąc to, co najbardziej kocha. I może to zawdzięczać wyłącznie sobie.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. elitarny? niegdys?
    1200 zl za najtanszy zestaw kulek ryzu z kawalkiem ryby?
    ale ma pan racje, bylem pare razy yokohamie, raczej w okolicach portu,
    i o suszi nikt tam(wtedy) nie wspominal….
    podstawa japonskiej( i nie tylko) kuchni sa zupy, ale to zbyt trywialne aby o tym zrobic film, nie?
    p.s.
    mib3 daje 7/10, chociaz sequel,ale oczywiscie bardzo to subiektywne, bo uwielbiam ten rodzaj humoru.

  2. Chciałbym dodać, iż „elitarność” sushi jest cokolwiek dyskusyjna. Już w dziewiętnastym wieku sushi sprzedawano w teatrach i przy uczęszczanych traktach jako szybką przekąskę.

  3. No tak, ale ja mam bardziej na myśli jego elitarność u nas. Pamiętam, jak otwierały się pierwsze knajpy w Poznaniu – najwyższe wykonanie, najwyższa cena. Teraz trochę się to zmieniło – sushi z dowozu z knajp typu „robimy w garażu” to np. kpina, o marketowych mrożonkach nie wspominając.

  4. Prawda, ale czy tak nie jest (niestety) ze wszystkim? Burgera też można przygotować z klasą, lecz preferowana jest wersja a’la buda kempingowa na dworcu.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php