Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

2.06.2012
sobota

Pirania 3DD [3/10]

2 czerwca 2012, sobota,

Zrealizowana przed dwoma laty „Pirania”, czego by o niej nie pisać, była filmem świeżym – zwłaszcza na tle szybko zużywającej się konwencji pastiszowych horrorów, którą parę lat wcześniej przywrócił do łask Robert Rodriguez w swojej części dyptyku „Grindhouse” – „Planet Terror”. Kręcąc film o morderczych rybkach, Alexandre Aja poszedł o krok dalej – zaśmiał się z hollywoodzkiej formuły bezpiecznego kina grozy, topiąc ją w morzu krwi, seksu i absurdu. Jego film to królestwo złego smaku: odgryzione penisy, biuściaste gwiazdy porno czy wymiociny lecące w stronę kamery.

Po niespodziewanym sukcesie finansowym, potrzeba realizacji sequela była najwyraźniej paląca, bo z mającym swoje ambicje Ają szybko się pożegnano, a do napisania nowej fabuły zatrudniono specjalistów od powstających na szybko kontynuacji – m.in. „Piły”, „Mutanta”, „Armii Boga” czy „Dzieci kukurydzy”. Ich scenariusz oferuje bodajże największy banał tego rodzaju kina – ot, zachłanny inwestor otwiera park wodny, nie bacząc na to, że jednocześnie wpuszcza do zbiornika mordercze ryby.

Bohaterów tej opowieści również wycięto z szablonu: mądra dziewczyna i jej niemądre koleżanki, durzący się w niej chłopak, który nie potrafi pływać, skorumpowany szeryf, i tak dalej. Pogarda dla historii z oryginału jest tak duża, że o zmarłych nikt nie wspomina, a wybrańcy powracają tylko po to, by zadowolić fanów – epizody Vinga Rhamesa, Paula Scheera i Christophera Lloyda są krótkie, nieciekawe i w gruncie rzeczy zbędne.

W kontynuacji, jak sam tytuł wskazuje, wszystkiego jest więcej – piranii, biustów i krwistej posoki. Jednocześnie jednak film stracił swój największy atut – zdolnego reżysera, który tak znakomicie połączył humor z makabrą, tworząc jeden z najbardziej bezczelnych pastiszów ostatniego dziesięciolecia. Tutaj stery przejął John Gulager, autor średnio śmiesznej i średnio strasznej serii „Krwawa uczta”. Jego sposobem na sequel „Piranii” jest szeroko pojęta przesada – dlatego dziewczyny już od pierwszych scen wchodzą do wody bez staników, piranie wypływają nawet z… waginy jednej z bohaterek, a gdy wszystko w końcu staje na głowie, sprawca całego zamieszania,  niczym jeden z braci Daltonów w animowanym „Luckym Luke’u”, ucieka z kasetką pełną dolarów.

Pojedyncze pomysły bywają oczywiście zabawne, ale na każdy dobry przypadają aż trzy złe. Odgryziony penis? Był w części pierwszej. Strzelba zamiast protezy nogi? Znamy w lepszym wydaniu. Zadyszka wysportowanego ratownika? So 2007. Gulager nie ma poczucia b-klasowej estetyki, ani tym bardziej humoru swojego poprzednika, dlatego tandetny setting z części pierwszej zatraca swą pierwotną funkcję, stając się chaotycznym poligonem dla banalnych, grubo ciosanych dowcipasów.

Brak Aji jest dotkliwy – czy on wpadłby na pomysł tak wyświechtany, jak występ Davida Hasselhoffa w jednym z epizodów? Tego rodzaju autoironia dawno już straciła na atrakcyjności, stając się kolejnym banałem wysokobudżetowego, symulującego nieposłuszeństwo kina klasy b. Ale Gulager tego nie dostrzega – zatrudnia ratownika ze „Słonecznego patrolu”, a następnie zajeżdża na śmierć, nie dając mu spokoju nawet po napisach końcowych. Nic innego mu nie pozostało.

***

Tekst opublikowany także w Wirtualnej Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. prosze, no mercy! nad moim pokoleniem:
    1/10

  2. Szkoda,że sequel się nie udał. Bardzo szkoda. Po pierwszej piranii nie spodziewałem się wiele, a otrzymałem bardzo dobry film klasy B, z niezłym miksem humoru i horroru i wieloma ukłonami w stronę fanów kina grozy. Choć może już brak Aji na stołku reżyserskim powinien już mi dać do myślenia.

    @ Byk. Nie ma co się pastwić nad pokoleniem widzów Piranii 3DD. Nie każdy musi zachwycać się Bergmanem, a i każdy okres w historii kina płodził filmy wybitne i kino klasy B. Lata 30-te i z jednej strony „Metropolis”, z drugiej mainstreamowe kontynuacje potworów Universalu. Lata 50-te i „Stąd do wieczności”, czy „Ben Hur”, a z drugiej „Zabójcze ryjówki”. Lata 70-te i „Czas apokalipsy”, a z drugiej strony „Pirania”. Myślę, że współczesne pokolenie kinomanów ma podobny miks filmów dobrych i złych ja te pokolenia 70 lat temu. Każdemu według potrzeb;) No i przede wszystkim chyba wybierając się do kina na film o tytule „Piraniia 3DD” widz powinien wiedzieć czego się spodziewa;)

  3. Aczkolwiek trzeba przyznać, że teraz kino komercyjne jest tym dominującym, podczas gdy „…ryjówki” czy stara „Pirania” były raczej ciekawostkami swoich czasów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Niestety wymogi finansowe powoduję, że może nawet nie jest tak, że filmów komercyjnych jest dużo, dużo więcej, ale na pewno ich dostępność jest nieporównywalna. Cóż, trzeba edukować widzów, coby sięgali i po jeden i po drugi typ filmów.

  6. „Zadyszka wysportowanego ratownika? So 2007” <3
    Piranie z waginy gorsze niż trauma menstrualna.
    Tekst wspaniały:)

  7. :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php