Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

10.06.2012
niedziela

Koriolan [7/10]

10 czerwca 2012, niedziela,

Jeśli zaczynać, to z wykopem – debiut reżyserski Ralpha Fiennesa, monumentalna adaptacja tragedii Szekspira, jest najbardziej wyrazistym uwspółcześnieniem jego twórczości od czasu „Romea i Julii” Baza Luhrmanna. Pamiętny hit z 1996 na zawsze przetarł ścieżki postmodernistom, dając im narzędzia do przenoszenia klasycznych utworów Mistrza w dzisiejsze czasy, ale niewielu z nich pojęło prawdziwą siłę filmu Luhrmanna – nie była nią bynajmniej współczesna sceneria, a wyniosły język, który się z nią zderzał. Fiennes doskonale zdaje sobie z tego sprawę – z języka czyni oręż silniejszy od obrazów, dlatego choć przez ekran przetacza się wojenna pożoga, to słowa pozostają przede wszystkim w pamięci.

„Koriolan” to jeden z mniej znanych dramatów Szekspira, a już na pewno jeden z najrzadziej ekranizowanych – spośród blisko tysiąca filmowych wersji jego utworów, tylko cztery są adaptacjami losów generała Gnejusza Marcjusza Koriolana, rzymskiego przywódcy zdradzonego przez własny lud. Żaden z tych filmów, realizowanych przeważnie na zamówienie brytyjskiej telewizji w latach 60. i 70., nie zachował się w powszechnej świadomości do dzisiaj. Tymczasem wersja Fiennesa pokazuje, że „Koriolan” to sztuka zapomniana niesłusznie, zaś jej bohater okazuje się jednym z najciekawszych i najbardziej nieprzeniknionych w całej twórczości Szekspira.

Grany przez samego Fiennesa Koriolan jest rzymskim bohaterem wojennym, który po powrocie z kolejnej krucjaty przeciwko Wolskom, zostaje namówiony przez matkę do ubiegania się o stanowisko konsula. Będąc sceptycznym, Koriolan naraża się rzymskim trybunom, którzy – manipulując ludem – doprowadzają do wygnania go z miasta. Rzym jest tu pojęciem uniwersalnym – na ekranie okazuje się współczesną, niedookreśloną geograficznie metropolią. Może znajdować się zarówno gdzieś w Stanach, jak i na Bliskim Wschodzie. Przebłyski telewizyjnych serwisów niewiele tu pomagają – wsparte upiornym bojowym werblem doniesienia z frontu mogą dotyczyć zarówno obrony Kosowa, jak i interwencji w Afganistanie.

To potężny film – bogato inkrustowana narracja zderza się w brutalnymi obrazami pogrążonego w chaosie świata, który każdego dnia oglądamy w telewizji. I choć uniwersalizm może w pierwszej chwili wydawać się pewnym truizmem, to ostatecznie okazuje się tłem dla dylematu bardzo współczesnego – czy prawdziwa władza należy do ludu? Jeśli tak, jakie są jego kompetencje? Filmowy Koriolan brzydzi się masami; ma je za puste, słabe i niegodne jego przychylności. Czy to pycha próżnego możnowładcy, czy może instynkt przywódcy, zmuszający do dokonania naturalnej selekcji? Nie znajdziemy tu odpowiedzi na to pytanie. Zamiast tego, Fiennes – głównie za sprawą zamaszystych, iście teatralnych dialogów – oddaje w nasze ręce drapieżny portret jednostki ukształtowanej w kulcie siły i władzy. Kulcie, które ostatecznie obraca się przeciwko niej.

***

Recenzja opublikowana także w Wirtualnej Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. oj, nie wiem czy pojde na to…
    widzial pan „macbetha” polanskiego?
    jesli nie – polecam.

  2. Faktycznie, to bardzo ciekawa adaptacja. :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php