Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

7.07.2012
sobota

Niesamowity Spider-Man [8/10]

7 lipca 2012, sobota,

We współczesnych, wysokobudżetowych adaptacjach komiksów o superbohaterach stosunkowo łatwo się zakochać. Nie bez powodu: ich twórcy, a są wśród nich coraz częściej autorzy i wizjonerzy z prawdziwego zdarzenia, wzbogacają swoje wybuchowe spektakle treściami, o jakich w latach 90. nikomu się nie śniło. Filmy tego nurtu są coraz śmielsze i mądrzejsze, a emocji nie generują już tylko efekty wizualne.  Nie dziwi tym samym, że oswoiła się z nimi nawet oporna i uwsteczniona w stosunku do egzotycznego, komiksowego medium krytyka, teraz doszukująca się w kolejnych superprodukcjach nie tylko treści pozafilmowych, ale także czysto intertekstualnych.

Domorośli specjaliści od komiksu superbohaterskiego, od których zaroiło się nagle zarówno w prasie drukowanej, jak i Internecie, rozsiewają swoje wątłe prawdy na lewo i prawo. Najnowsza z nich głosi, że oto Marc Webb, autor indie-melodramatu „500 dni miłości”, łaskawie naprawił to, co w swojej wizji Człowieka-Pająka zepsuł Sam Raimi. Że jego wersja bliższa jest założeniom komiksu (przepraszam, którego?), a grający tytułową rolę Andrew Garfield rozkłada niedojdę Maguire’a na łopatki.

Jedno nie ulega wątpliwości – „Niesamowity Spider-man” rzeczywiście jest filmem ciekawszym i bardziej spełnionym niż pierwsza, najlepsza z całej trylogii, część Raimiego. Ale trzeba też pamiętać, że jest to po prostu zupełnie inna wizja postaci wymyślonej przez Stana Lee i Steve’a Ditko. Czy lepsza? Nie, po prostu inna. Mniej frywolna niż ta Raimiego, nieco wierniejsza fabule pierwszych zeszytów ze Spideyem (są tu tak ważne postacie, jak Flash Thompson czy George Stacy, deskorolka, pierwsze doświadczenia Parkera z aparatem, kanały), zaskakująco wycofana i introwertyczna, ale wciąż „tylko” inna.

Petera Parkera (Garfield) poznajemy jako nastolatka wychowywanego przez wuja (Martin Sheen) i ciotkę (Sally Field). Rodzice – naukowcy zginęli przed laty w tajemniczej katastrofie, niedługo po tym, jak ich mieszkanie splądrowano w poszukiwaniu prowadzonej przez ojca dokumentacji. Dorosły Peter, nieświadomy wagi prowadzonych przez niego badań, spróbuje rozwiązać tę zagadkę. Odnajduje w tym celu zaginione dokumenty, dostarcza je byłemu współpracownikowi ojca, doktorowi Connorsowi (Rhys Ifans) i… uruchamia lawinę nieodwracalnych zdarzeń.

Jeśli wskazać jedną tylko, najbardziej podstawową wartość filmu Webba, jest nią bez wątpienia fakt, że „Spider-man” to bodajże pierwsza adaptacja komiksu Marvela, która o CZYMŚ opowiada. Nie jest to, jak w większości przypadków, prostolinijna opowiastka ‘od-zera-do-superbohatera’ a uniwersalna, choć bardzo staroświecka rewizja siły i odpowiedzialności, z którymi mierzy się młody, obarczony nimi bohater.

Parker widziany oczyma Webba i trzech jego scenarzystów to postać fatalistyczna, przeklęta. Nowe umiejętności pomiatanego przez silniejszych kolegów kujona początkowo nie idą w parze z jego charakterem. Parker chętnie się popisuje i wykorzystuje swoją moc, by dopiec dawnym prześladowcom czy zaimponować dziewczynie (Emma Stone), ale przede wszystkim udowodnić sobie, i tylko sobie, że jest coś wart.

Filozofię wuja – „jeżeli masz możliwość uczynić coś dobrego, to twoim obowiązkiem jest to zrobić” – Peter traktuje jako jeden z wielu ulotnych, czysto dydaktycznych truizmów, które w prawdziwym życiu nie znajdują większego zastosowania. Dlatego, gdy pewnego wieczoru widzi, jak bandzior okrada sklepikarza (ten wcześniej mu podpadł), przymyka na cały występek oko. Nie wie wtedy jeszcze, że złodziejaszek chwilę później zabije bliską mu osobę, która zbrodni postanowi przeciwdziałać. Stara prawda, według której z wielką mocą idzie w parze wielka odpowiedzialność znajduje więc u Webba przewrotne, tak często pomijane w komiksowych adaptacjach, zastosowanie.

I choć scena ta znalazła się także w poprzedniej wersji „Spider-Mana”, to u Webba łączy się ona z całą – nomen omen – pajęczyną zdarzeń. Nonszalancja i zawadiacki charakter bohatera prowadzą zarówno jego, jak i jego bliskich, na pewną zgubę. A przecież do bycia superbohaterem trzeba dorosnąć, zdaje się mówić reżyser. Nie wystarczy po prostu założyć kolorowy trykot ze spandeksu.

Nakręcona za 220 milionów dolarów superprodukcja, jak przystało na tytuł od którego wiele zależy (Sony Pictures mogło stracić prawa do postaci Spidera, gdyby do realizacji filmu nie doszło), idzie jednak na pewne kompromisy, które ten niewątpliwy sukces nieco nadwątlają. I tu ciekawostka: są to dokładnie te same błędy, które wcześniej popełnił Raimi, tj. nadmierne stężenie patosu (choć często udanie przełamywanego humorem) i efektów specjalnych w ostatniej, finałowej partii filmu.

Co ciekawe, także kontrapunktem dla nich jest to, co w „Spider-manie” z 2002, czyli zawieszona gdzieś ponad całą historią obietnica dalszego ciągu – a ten, jeśli zna się komiksowe losy pierwszej ukochanej Petera i tożsamość jego największego wroga, zapowiada się wyjątkowo obiecująco. I znowu: niekoniecznie lepiej, a po prostu inaczej niż u Raimiego.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. jesli pan poleca, to chyba pojde, z obowiazku…
    a swoja droga, nie wie pan kiedy skonczy sie era tych idiotycznych okularow?

  2. moim zdaniem powinni wziąć się za ekranizacje postaci komiksowych które jeszcze nie zostały zrobione niż znowu wałkować Spidermana.

  3. Wydaje mi się, że Sony niejako musiało ten film nakręcić – inaczej firma straciłaby prawa do ekranizacji.

  4. Ciekawość rzecz ludzka oglądniemy będziemy dalej komentować ….

  5. Ja jednak odpuszczam. Po urlopie budżet nadszarpnięty, a pewnie będę chciał zaliczyć powtórny seans TDKR, więc wolę to niż kolejnego Spider-Mana, którego ani nie jestem fanem, ani nie zapowiada się aż tak inaczej w stosunku do tego co popełnił Sam Raimi.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php