Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

20.07.2012
piątek

Prometeusz [7.5/10]

20 lipca 2012, piątek,

Ciekawość to pierwszy stopień...

Lista zarzutów jest długa. Recenzenci, którzy zmierzyli się już z najnowszym filmem Ridleya Scotta, wytykają mu m.in. patos, zbytnią dosłowność, błędy logiczne i brak dusznej atmosfery grozy, znanej z pierwszej części „Obcego”. Zapominają jednocześnie, ze od czasu lądowania Nostromo minęły już przeszło trzy dekady, a seria o kosmicznym monstrum zdążyła wielokrotnie zrzucić skórę, szukając nowej tożsamości w estetyce kina akcji („Obcy – Decydujące starcie”), filozoficznej dysputy („Obcy 3”), wizualnego monumentu („Obcy: Przebudzenie”) i – gdy już wyczerpały się pomysły – incydentalnego sparingu z zaprzyjaźnioną franczyzą (dwie części „Obcy kontra Predator”).

„Prometeusz”, który sięga wątków pierwszego „Obcego” z 1979, nie ma jednak ambicji mierzyć się z kultowym oryginałem – Scott odrywa się od założeń swojego gotyckiego horroru i rozpoczyna zupełnie nową, równie fascynującą podróż, w której po części korzysta z tropów porozrzucanych przez jego następców. Jest tu więc akcja i efektowna oprawa, są też metafizyczne dywagacje i trochę kosmicznego mordobicia, ale właściwy rytm filmu wyznaczają, zakodowane już w tytule, rozważania na temat mitu stworzenia.

Metafora jest dosłowna. W otwierającej film scenie widzimy humanoidalną istotę, która w dziewiczym otoczeniu, prawdopodobnie na Ziemi sprzed setek tysięcy, a może i milionów lat, wypija tajemniczą substancję, a po bolesnej dysocjacji, spada w otchłań wzburzonego wodospadu.

Oto spektakularny, autodestrukcyjny… akt stworzenia, którym Scott – jak powie jeden z jego bohaterów w roku 2093 – przekreśla trzy stulecia darwinizmu.

U schyłku XXI wieku, a wtedy właśnie zaczyna się właściwa część filmu, ludzkość dysponuje już środkami, by odbyć podróż w odległy obszar wszechświata, a co za tym idzie – spotkać się ze swoim stwórcą. I zadać mu kilka pytań. Szczątkowe odpowiedzi, a wręcz kolejne, jeszcze trudniejsze pytania, które załoga Prometeusza znajdzie na odległej planecie, przekroczą jednak ich najśmielsze oczekiwania.

Scott bez cienia skrępowania burzy wiarę w wyższość rasy ludzkiej i pyta, co by było gdyby okazała się ona tylko zachcianką, ba – pomyłką, swego stworzyciela. Tym, czym  dla nas są wyhodowane w laboratorium insekty lub – już niedługo, jak podpowiada nieustanny rozwój technologii – zaawansowana sztuczna inteligencja. „Dlaczego ludzie mnie zbudowali?” – pyta w pewnym momencie android David. „Bo mogli” – słyszy w odpowiedzi. Niezbity z tropu robot odparowuje człowiekowi: „Wyobrażasz sobie, jak rozczarowujące byłoby usłyszeć to od własnego stwórcy?”.

Szukając (p)odpowiedzi na istotę istnienia, scenarzyści Scotta rozdzielają swoje wątpliwości pomiędzy postawy bohaterów. Na pokładzie Prometeusza znajdziemy więc zarówno panią archeolog z krzyżykiem na szyi (Noomi Rapace), niemogącą mieć dzieci, ale wierzącą w celowość życia, jak i jej partnera (Logan Marshall-Green), dla którego spotkanie z wyżej rozwiniętymi istotami ma być pretekstem do oddalenia mistycznej części rozważań o wszechświecie.

Ale linia właściwego dialogu tylko na pozór przebiega między nimi, bo statkiem lecą też wspomniany David (Michael Fassbender), który nie zna konceptu wiary, ale rozdarty jest pomiędzy zaprogramowanym posłuszeństwem a instynktem przetrwania, bezwzględna, nadzorująca ekspedycję przedstawicielka korporacji (Charlize Theron) o ambicjonalnej skazie oraz poczciwy, pragmatyczny kapitan (Idris Elba), który chce w zasadność całej wyprawy uwierzyć, ale najpierw musi ją dostrzec.

Wbrew pozorom, istota filmu nie zasadza się na samej tylko, tytułowej metaforze. „Prometeusz” to długie przeciąganie liny pomiędzy przeciwstawnymi postawami, oparte na ciągłej wymianie poglądów. Bohaterowie chętnie ze sobą dyskutują, próbując podważyć wzajemne przekonania, a jednocześnie szukając potwierdzenia dla swoich własnych.

Poszczególne dialogi są dość nierówne, oscylując gdzieś pomiędzy trywialną retoryką („Ale kto stworzył naszych stwórców?” – pyta pani archeolog) a niegłupimi dywagacjami na temat bytu i świadomości („Nie pozostało nam już nic do nauczenia się” – stwierdza Weyland, podstarzały sponsor całej wyprawy).

Fabuła, inspirowana teoriami Ericha von Dänikena o wpływie istot pozaziemskich na ziemską prehistorię, odrywa się jednak w pewnym momencie od pretensji materiału „źródłowego” i staje przejrzystą, bardzo uniwersalną rozprawą na temat potrzeby tworzenia (i niszczenia), która jak rzadko która, zbliża człowieka do jego wyobrażenia o Bogu.

A wszystko to na tle sagi o Obcym, kosmicznym, morderczym monstrum, które zyskuje tym samym fascynującą, ubogacającą jego mit genezę. Ktoś go stworzył, podobnie jak człowieka, ale w zupełnie innym celu.

Jednocześnie jednak powinowactwo „Prometeusza” z czteroodcinkową (sześcio-, jeśli liczyć dwie części „Obcy kontra Predator”) sagą, staje się dlań zbędnym balastem. Scott zmuszony jest pójść na kompromis z wielbicielami serii i co rusz łamać kameralną, opartą na szarpiącej nerwy świadomości nadchodzącej zagłady atmosferę dynamiką, która całej tej historii w ogóle nie jest potrzebna. Sekwencje oparte na grozie dosłownej wypadają zdecydowanie słabiej od tych, w których zagrożenie jest tylko zasugerowane, niepotrzebnie sytuując cały film na obrzeżach przymusowej eksploatacji sprawdzonego przed laty konceptu.

Koniec końców, Scott wychodzi jednak obronną ręką – „Prometeusz” nie tylko nie przynosi ujmy uwielbianej marce, ale wręcz zabarwia ją nowymi, intrygującymi znaczeniami. A jeśli wierzyć otwartemu finałowi, podróż ludzkich dzieci gwiazd dopiero się zaczyna…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Chyba pierwszy raz czytam recenzję Prometeusza, której myślą przewodnią nie jest „beznadzieja, to nie super film jak Obcy 1”.

  2. To chyba dobrze? :)

  3. Film troszkę mnie zawiódł. Za mało grozy, za duża przewidywalność. Wątki filozoficzne rzeczywiście przednie, android to chyba najciekawiej przedstawiona postać filmu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. nota bene:
    w salzburgu miala miejsce premiera opery „solaris”
    (libretto na podstawie powiesci stanislawa lema);
    krytyki sa rozne(patrz n.p. http://vorarlberg.orf.at/news/stories/2541934/),
    ale nie rozumiem, ze ani jednej po polsku…

  6. Moja ocenia to 8/10. Film „nie wchodzi” za pierwszym razem. Trzeba „popitki”, żeby lepiej poczuć klimat i samą fabułę. W wersji rozrzerzonej film będzie o 20 minut dłuższy, więc na pewno będzie się go oglądało o niebo lepiej. Polecam ‚Prometeusza’ każdemu fanowi dobrego kina s-f (Blade Runner, Odyseja Kosmiczna etc.).

  7. Ciesze sie z pozytywnej recenzji filmu, któru bardzo mi sie podobal. Do tej pory, z tego co zauwazylem, napisal taka jedynie Roger Ebert. W dobrym jest Pan towarzystwie, Panie Piotrze.

  8. Jeszcze nie widziałem, ale jako miłośnik s-f oczywiście zamierzam. Z tego co przeczytałem wynika, że raczej się nie zawiodę, a tego się obawiałem czytając inne recenzje.

  9. nie rozważał Pan nad zwyczajowo przyjętym w recenzjach dużo zdradzających ostrzeżeniem przed tekstem – |SPOILER ALERT|, byłbym zobowiązany.

  10. @ Ingwar

    Sam czekam na wersję blu-ray/dvd niecierpliwie, licząc, że przy okazji także parę dziur logicznych się wtedy załata.

    @ AdamJ

    Z tym, że ja niekoniecznie się z innymi opiniami kłócę. Z częścią zarzutów się nawet zgadzam. Po prostu wolę w filmie Scotta widzieć inne, równie ważne, a zazwyczaj pomijane aspekty.

    @ john doe

    W powyższym tekście nie ma żadnych informacji o fabule, które miałyby istotny wpływ na odbiór filmu.

  11. Bardzo konkretna i rzeczowa recenzja. Właśnie takiej mi brakowało, może dlatego, że mam dokładnie takie same wnioski i odczucia po wczorajszym seansie Prometeusza.
    Pozdrawiam!

  12. szkoda, ze nie udalo sie skonczyc polakom filmu na pod. zulawskiego na „srebrnym globie”;dla mnie obcy to szern – wypisz, wymaluj,
    jestem pewien ze r.s. to czytal(lema oczywiscie tez…)

  13. Bardzo fajna recenzja, zwłaszcza że w znacznej mierze się z nią zgadzam. Na Ridley’u ciążyło bardzo duże brzemię w postaci przeróżnych oczekiwań fanów Aliena, a wręcz całego tłumu fanów dobrego starego SF, którego dzisiaj ze świeczką szukać.

    Moim zdaniem, podobnie jak Pana, Scott całkowicie się wybronił, chociaż niektóre elementy filmu nie przypadły mi do gustu. Mimo to, liczyłem przede wszystkim na ujawnienie, przynajmniej w pewnym stopniu, kim był Space Jockey. I nie zawiodłem się, ba nawet zostałem zaskoczony. Jak dla mnie, cały film mógłby dotyczyć tylko ich, i byłbym tym nad wyraz usatysfakcjonowany. Mogłoby się wtedy pojawił dużo więcej filozoficznych wątków. Ale to takie moje gdybanie… I tak wyszedłem z kina pod wielkim wrażeniem. Tyleż lat czekania na naprawdę dobrą produkcję osadzoną w uniwersum dzieła z 1979 r. Czekam na więcej…

  14. Kpt. Dallas mam nadzieje, że dlugo fani dobrego starego-nowego s-f nie będą musieli czekać. Scott będzie kręcił nowego Blade Runnera (prequel? sequel?) więc będzie się działo:).

  15. @byk

    Możliwe, że scenarzyści Prometeusza czytali Lema, bo w książce Solaris pojawia się statek o nazwie … Prometeusz:)

  16. swietna, wnikliwa recenzja!
    mozna by jeszcze dodac ze ‚Prometeusz’ domaga sie by widz zadal sobie pytanie o to dlaczego pojmujemy kreatywnosc i destrukcje jako przeciwstawne sily, choc tak naprawde to przeciez jedno…boskosc…
    bo zeby cos powstalo cos innego musi sie skonczyc, dlatego ‚space jokeys’ nie sa ‚potworami’ bawiacymi sie tym co stworzyli – czyli nami – w kotka i myszke. ‚space jokeys’ robia to samo co robia ludzie, eksperymentuja, tworza i niszcza…

  17. @ingwar:
    w mojej okolicy lema a nawet i snerga, czy i zulawskiego nadal bardzo sie ceni
    (wystarczy wejsc do biblioteki); niestety,w polsce rzadko to widze…

  18. Ocena uległa zmianie? Było 7+ a teraz „tylko” 7/10?:)

  19. Mnie zmiana bardzo cieszy; jeszcze z tydzień i zjedzie do, moim zdaniem, słusznej, niższej o kilka oczek oceny ;)

  20. Dzięki za wszystkie miłe słowa, uwagi i opinie. :) Cieszę się, że przy ogólnym marudzeniu na ten film, jest też niemała grupa osób, którym się on podobał.

    A zmiana oceny podyktowana jest wyłącznie względami kosmetycznymi. Odświeżyłem trochę szablon notki – format zdjęcia, tekstu, itp. Traf chce, że przy obranej czcionce, ten plus w tytule notki był kuriozalnie duży (szerszy niż znaki „7”, „/”, „1” i „0” razem wzięte). A po kolejnym seansie ocena może pójść tylko w górę. :P

  21. Zawsze można napisać 7.5/10. :P

  22. nota bene:
    beatyfikacja lecha w. trwa;
    polskiego film – w służbie narodu.

  23. errata:
    he,he… powinno byc: polski

  24. Ingwar, słuszna uwaga. :)

  25. @gospodarz:
    no, to wróćmy na ziemie;
    kiedy recenzja batmana?

  26. W piątek. :)

  27. Jak oglądam film drugi raz, to moja ocena też zawsze idzie w górę :-)
    Z niecierpliwością czekam na recenzje Batmana.

  28. Postanowiłem pójść drugi raz do kina, ale tym razem na seans 2D. Jest lepiej. Nie mam nic przeciwko 3D, ponieważ Prometeusz, a w szczególności pewne jego sceny, wyglądał w 3D bardzo przyzwoicie. Mimo to 2D góruje. Po prostu jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania obrazów płaskich, czy to w TV, na płótnie, kartce papieru czy wreszcie w kinie.

    Skoro poszedłem drugi raz do kina na Prometeusza, oznacza to, że pierwsze spotkanie z tym filmem mi nie wystarczyło. Ale to chyba z powodu wielkich oczekiwań.

    Dobre kino SF jest obecnie w wielkim odwrocie – palmę pierwszeństwa przejęły czary, magia, wilkołaki, wampiry i inne zabobony. Cieszmy się więc z tego, że w końcu pojawił się film, który chociaż trochę przybliża nas do dobrych lat 70-80, kiedy to fascynacja SF kwitła (z różnym efektem).

    Co prawda Prometeusz to SF przez małe s i duże F, ale i tak cieszmy, że ktoś postanowił nas wyprawić w kosmos. Zwłaszcza, że przed seansem już straszyła reklama jakiegoś koszmarnego prezydenta Licoln’a tępiącego wampiry. Szkoda, że to nie G.W. Bush i jego drugie ja! Ta reklamówka ujawnia tylko jak wielki kryzys drąży branżę ogólnie związaną z fantastyką. Prometeusz stara się z tej matni wyrwać. Robi to nieporadnie, ale jednak leci. Z takim potencjałem (oryginał z 1979) roku powinien szybować niczym odrzutowiec, ale niestety ciężar wymogów obecnej komercji nie pozwolił mu się zbliżyć do poziomu naszych oczekiwań (oczekiwań starych fanów Aliena).

    Mimo to polecam wybrać się na wersję 2D. Teraz z wielką niecierpliwością będę czekać na DVD, gdzie ponoć dostaniemy 20 minut dodatkowych scen. Ach ta komercja… ;-)

  29. A ja wyszedłem w trakcie (jakieś 20 min. przed końcem). Nie dałem rady…

    Wiem, że konwencja sf (którą bardzo lubię) siłą rzeczy zmusza do zapożyczeń, a tu dodatkowo mieliśmy do czynienia ze światem wykreowanym w Obcym, co wymuszało pewne nawiązania. Niemniej liczyłem na jakieś odnowienie gatunku, a otrzymałem nie budzące emocji kino akcji, z banalnymi, choć pretensjonalnymi wstawkami filozoficznymi.

    Największy problem miałem z brakiem wiarygodności bohaterów. Miałem wrażenie, jakby załoga Prometeusza została skompletowana na zasadzie: „w dobrym kinie SF potrzebujemy: naukowca, idioty, idealisty, naiwniaka, tchórza, szaleńca, freaka, żołnierza i androida — oto oni”. I tak mamy np. dwoje archeologów o zacięciu filozoficznym, którzy wyruszają na kilkuletnią wyprawę. Są parą i pracują razem od lat, ale rozmawiają jakby się w ogóle nie znali, przedstawiają nam motywacje dla swoich badań i przekonania filozoficzne w dialogach, które brzmią, jakby ich jedynym celem było powiedzenie widzowi „o, zwróćcie uwagę, mamy tu problem natury filozoficznej”. Pomijam już, że ludzie mozolnie grzebiący w ziemi w poszukiwaniu starożytnych cywilizacji, po 15 minutach od odkrycia pokazują rozczarowanie, jakby nie wiedzieli, że praca naukowa wymaga cierpliwości. Tak banalnego przedstawienia nauki chyba nigdy jeszcze nie widziałem (to było gorsze niż stereotypowi szaleni naukowcy, bo szalony naukowiec to zabawna konwencja, a tu mamy tylko głupiego naukowca, gorzej niż w Parku jurajskim).

    Może mam problem z zawieszeniem niewiary, ale jeżeli we współczesnym filmie sf, doświadczeni badacze czy kosmonauci popełniają wszelkie błędy, których na podstawie innych filmów nie popełniłoby dziś 10-letnie dziecko, a np. w kontaktach z obcym gatunkiem szczerzą zęby i mruczą „jakiś Ty śliczny”, to coś tu jest nie tak. Mam wrażenie, że bardziej racjonalnie zachowywały się dzieciaki w X-menach, albo Will Smith w Men in Black. Może by to tak nie raziło, gdyby nie towarzyszył temu strasznie poważny ton filmu, cięzki patos, praktycznie bez żadnego dystansu…

    I nie chodzi mi wcale o porównywanie z Obcym, raczej o to, że film wypada kiepsko i w porównaniu z poważną SF (tak w kinie, jak i w literaturze) i w porównaniu z lekką, rozrywkową SF. Szkoda…

  30. @hmli: Na szczęście szykuje się sequel, a jak wiemy [SPOILER ALERT] większość zginęła i zostały nam najciekawsze postacie (i najlepsi aktorzy) czyli ‚David’ Fassbender i ‚dr Elizabeth’ Rapace :) bo, faktycznie, scenariusz trochę kulał przez nagromadzenie tych jednowymiarowych, szablonowych bohaterów…

    Uważam, że Obcy 1979 nie był jedynie filmem S-F, a wysokiej klasy horrorem S-F i Scott kontynuuje tę myśl w Prometeuszu. Oczywiście mamy tu już bardziej współczesny, dosłowny horror (elementy z filmów gore), za którym nie przepadam, ale dzięki sprawnej, doświadczonej „ręce” reżyserskiej broni się. Scena z cesarką, jakkolwiek nieprawdopodobna by nie była (no, umówmy się, akcja dzieje się prawie 100 lat później niż nasze ‚teraz’!), jest mistrzostwem świata! Perwersyjnie piękna. Mam nadzieję, że wpisze się do klasyki horror/s-f :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php