Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

27.07.2012
piątek

Mroczny Rycerz powstaje [7/10]

27 lipca 2012, piątek,

Nietoperz z konserwy

„Mroczny Rycerz powstaje”, choć jest godnym zwieńczeniem trylogii Christophera Nolana, pozostaje przede wszystkim filmem straconej szansy. Oto bowiem rzecz niesłychana: czerpiąc bezpośrednią inspirację z dwóch kultowych, radykalnych historii komiksowych o Batmanie – „Powrotu Mrocznego Rycerza” Franka Millera i mającego wielu ojców „Knightfall”- Nolan kleci z nich najbardziej konserwatywną fabułę, jaka kiedykolwiek wyszła spod jego ręki. Nie mogło oczywiście być inaczej – to klasyczny „zamykacz” serii, który ambicje schować musi do kieszeni. W grę wchodzą zbyt wielkie pieniądze, o przyszłości samej franczyzy nie wspominając.

W „Powrocie Mrocznego Rycerza”, który w 1986 roku wywrócił uniwersum Batmana do góry nogami, Miller opowiada o świecie, któremu zabrakło jego najbardziej oddanego obrońcy. Mija 10 lat odkąd mieszkańcy Gotham widzieli po raz ostatni człowieka przebranego za nietoperza. Powód jego zniknięcia jest prozaiczny – Bruce Wayne mocno się zestarzał, a śmierć Robina dodatkowo nadwątliła jego wiarę w zasadność misji, której przez lata był wierny. Podczas jego nieobecności zmienił się także świat wokół: Joker trafił na dożywotnią terapię, Harvey Dent poddał się operacji plastycznej, a stary Pingwin wieczory spędza przy butelce w zaplutych knajpach. Catwoman jest burdelmamą. Gordon przechodzi na przymusową emeryturę. Władzę w Gotham przejmują bezlitosne gangi.

Nolan obiera bardzo podobny punkt wyjścia. Od wydarzeń przedstawionych w „Mrocznym Rycerzu” mija osiem lat. Drastyczne wydarzenia z pamiętnego finału stają się użytecznym kłamstwem, mającym położyć kres przestępczości w Gotham.

Dent, prawy prokurator, którego spotkanie z Jokerem zmieniło w bezlitosnego potwora, staje się symbolem męczeńskiej walki z przestępczością, a zainspirowany jego rzekomym heroizmem akt legislacyjny trzyma świat przestępczy w szachu. Batman, wziąwszy na siebie winę za śmierć Denta, pozostaje na wygnaniu. Bruce Wayne, po utracie przyjaciela i ukochanej, zaszywa się w swojej posiadłości i wycofuje z życia publicznego. Sprawiedliwość, okupiona fałszem i wyrzeczeniami, na chwilę triumfuje.

I wtedy na scenie pojawia się Bane. Przywołując tę postać z kart komiksu, Nolan sięga do fatalistycznej serii „Knightfall” z 1993. Potężny Bane łamie tam kręgosłup Batmana i przejmuje władzę nad miastem. Gotham traci swojego obrońcę, a jego miejsce – nie bez wpływu na dalszy ciąg wydarzeń – zajmuje tymczasowy naśladowca.

Nolan, choć z „Knightfall” i „Powrotu…” czerpie pełnymi garściami, na podobną odwagę nigdy się nie zdobywa. Jeśli jego Rycerz upada, to po to tylko, by za chwilę triumfalnie się podnieść. Niemoc spowodowana śmiercią Denta (i kontuzją), czy stający na jego drodze Bane, okazują się po prostu kolejną, tymczasową przeszkodą na krętej i przewidywalnej, niestety, drodze ku odkupieniu.

Geniusz „Mrocznego Rycerza” nie zasadzał się na efekciarskim negowaniu tradycji superbohaterskiego triumfu. W pierwszej kolejności film ów oferował fascynującą dychotomię – oto Batman i Joker, dwie strony jednej monety, dwie nieobliczalne, współzależne siły, spętane widmem nieuchronnej autodestrukcji. Postać Bane’a podobnych możliwości nie stwarza – przerośnięty najemnik jest w tym kontekście „zaledwie” machiną zagłady – racjonalistą, szukającym pomsty za dawne, lub urojone – jak kto woli, żale.

Wysoko ustawiona poprzeczka, co zrozumiałe, okazuje się niemożliwa do przeskoczenia. Ze 164 minut tylko 40 zbliża się do dawnej wielkości. Środkowa część, w której Bane sukcesywnie zdobywa władzę, to silny cios, mogący – jak się przez chwilę wydaje – wyrwać wielką dziurę w klasycznym, mocno hollywoodzkim poszyciu filmu. Sam tylko pojedynek Bane’a z Batmanem jest bodajże najlepiej zrealizowaną, najbardziej dramatyczną sceną w całej trylogii, tym jedynym momentem, kiedy zdarzyć może się absolutnie wszystko.

I choć ostatecznie Nolan tylko się z nami droczy, a filmowi jego wytknąć można rozmaite potknięcia, to jednak dostarcza nam to, do czego przez lata przyzwyczaił: solidnie zrealizowane, znakomicie zagrane i mające wiele mocnych scen kino akcji, które nie boi się wywlekać na wierzch swego dramatycznego podszycia.

Bo największą, choć nie do końca zagospodarowaną wartością całego widowiska jest fakt, że… wcale nie jest to film o Batmanie. To film o ludziach, którzy go definiują. O Alfredzie – zawiedzionym mentorze Bruce’a. O Selinie Kyle – złodziejce, która, podobnie jak on, nie potrafi uciec przeszłości. O Johnie Blake’u – młodym policjancie, będącym jego sumieniem. To właśnie oni składają się na legendę Mrocznego Rycerza. Bo, jak sam mówi, maskę zakłada nie po to, by chronić siebie, ale swoich najbliższych.

***

tekst opublikowany także na łamach Wirtualnej Polski

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Widzę, że byłęś bardziej łaskawy ode mnie. Nowy Nietoperz wydaje się troszkę niedopieczony stąd „tylko” 6/10.

  2. „The Dark Knight” jest przeceniany, to po pierwsze. Po drugie, owszem, film miał ambicje, ale – choć uważam, że jest świetny – to nie był w stanie ich należycie rozwinąć, przez co pozostały one ledwie liźnięte i poruszone, a nigdy w satysfakcjonujący sposób dokończone, czego najlepszym przykładem scena z barkami.

    „…Rises” podejmuje kilka ciekawych tematów, ale traktuje je po łebkach i bardzo dobrze. Tutaj Nolan kładzie większy nacisk na akcję, przygodę, emocje i przede wszystkim historię Batmana/Wayne’a, dlatego pod tym ostatnim względem jest to zdecydowanie najlepsza część. Pod pozostałymi – „tylko” dorównuje poprzednikom.

  3. TDKR jest dobry, ale ma swoje wady (patos, nijaki Bane, bezpieczny scenariusz). W gruncie rzeczy warto zobaczyć zwieńczenie trylogii i samemu ocenić. Brakowało mi emocji jakie towarzyszyły mi podczas „TDK” (dla niektórych przeceniany). Chociaż nie dane mi było samodzielnie odkryć fenomenalnej kreacji Jokera (wszyscy nad nim piali, że co mi pozostało?), to miałam brawurowo zagranego Denta.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ Mierzwiak

    Ale dlaczego Twoim zdaniem jest przeceniany? To nie tylko znakomite widowisko, ale też pogłębiona rewizja dobra i zła – komiksowej podstawy, o której np. w adaptacjach Marvela nie pamięta się prawie wcale. Choćbym nie wiem, jak bardzo się starał, nie jestem w stanie uznać „…Rises” za film lepszy, czy nawet równy. Akcja czy emocje to rzecz, której tu dla mnie prawie w ogóle nie było.

    @ Agna

    No właśnie. „…Rises” to już bardziej powrót do „Początku”. Z tą różnicą, że wtedy oczekiwań nie było żadnych, a teraz – ogromne.

  6. Nudny, nieciekawy, rwace sie watki, pusta gadanina. Byly chwile, ze usypialem , generalnie nie moglem doczekac kiedy ta szmira sie skonczy. Wyjsc nie moglem gdyz bylem z osoba towarzyszaca i po prostu nie wypadalo. Po reakcji sali jednak widzialem wiele podobnych odczuc.
    Trzeba byc „fanem” aby szukac pozytywow w tym filmie. Jest to jeden z filmow na ktory sie juz nie wraca, szkoda czasu.
    Watki w filmie sa przerazliwie niedopasowane do siebie, rezyser nie zadbal o ciaglosc czy minimum logiki. Film plytki, mierny w grze aktorow, widz potraktowany jest na poziomie idioty.

  7. Moim skromnym zdaniem film trochę zabity przez nadmierne oczekiwania. Ogólnie dobre kino, ale niespełniające obietnic. Dziwię się trochę, że we wszystkich dyskusjach tak mało mówi się o postaci chyba najlepiej napisanej w „TDKR” – Selinie Kyle, która jak dla mnie kradnie w zasadzie każdą scenę w której się pojawia.

  8. Jak dla mnie większość Hollywoodzkich produkcji to zmarnowane szanse. W tym filmie problemem są dialogi, bo sceny które miały wzruszać wychodziły bardzo śmiesznie oraz bohaterowie. Sama postać Bruce Wayne trochę niedopracowana, te wszystkie walki wewnętrzne i podejmowane decyzje wyglądają bardziej jak kaprys niż jakaś wewnętrzna przemiana bohatera czy też powrót do gry. Bane ciekawie zarysowany ale niestety, na końcu sprowadzony do roli jakiegoś tam pionka, który musiał tylko coś tam wykonać. Zabrakło głębi w konflikcie pomiędzy bohaterami, więc jest to bardziej film o Gotham City, mieszkańcach i zwykłej, przewidywalnej walce dobra ze złem. Historia którą wszyscy znają więc tylko 5/10.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php