Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

10.08.2012
piątek

Kiki z Montparnasse’u

10 sierpnia 2012, piątek,

Kiki i Man Ray

Naprawdę nazywała się Alice Prin, ale wszyscy mówili na nią Kiki. Twierdziła, że ma za duży nos, dlatego preferowała płótno nad obiektyw. „Fotografia różni się od malarstwa. Pokazuje wszystko, niczego nie tuszuje. Brak tajemnicy, brak poezji” – miała powiedzieć. Pozowała m.in. dla Fujity, Picabii, Kislinga, Raya i Cocteau.  Obwołana królową Montparnasse’u, jeszcze przed trzydziestką stała się symbolem paryskiej bohemy lat 20. i 30. Wojna złamała jej karierę, ale do historii przeszła jako pierwsza prawdziwie wyzwolona kobieta XX wieku, legendarna muza geniuszy, unieśmiertelniona przez nich w setkach dzieł. Historię tej niezwykłej kobiety opisuje wydana przez Kulturę Gniewu ciekawa powieść graficzna „Kiki z Montparnasse’u”.

„Wiesz, że Mary Pickford ma sześciu szoferów?” – pyta w jednej ze scen przyjaciółka Kiki. Niewzruszona bohaterka odpowiada: „Wolę Louise Brooks”. W dialogu tym, rozgrywającym się w roku 1923, pojawia się oczywisty błąd: 17-letnia Brooks była wówczas nieznaną nikomu tancerką z Los Angeles, wciąż czekającą na ekranowy debiut, przełomową rolę i międzynarodową sławę. I choć Alice, wtedy 24-letnia, nie miała prawa znać młodszej od siebie Brooks, to ta prorocza deklaracja bardzo dobrze ją definiuje.

Alice wiele z Louise łączyło. Nie tylko oryginalna, krótko ścięta fryzura (tzw. bob) czy artystyczny pseudonim (Brooks często nazywano Lulu), ale też charakter i podejście do życia. Obie były odważne, niezależne i potrafiły żyć chwilą. Obie odniosły spektakularny sukces. Która którą się inspirowała? Rozsądek podpowiada, że to Alice została francuską Louise, ale chronologia wydarzeń przytoczona na kartach komiksu Catela i Bocqueta (gdy Brooks wystąpiła w legendarnej „Puszce Pandory” Pabsta, Prin zdążyła wydać drukiem autobiograficzne wspomnienia) sugerują, że mogło być odwrotnie.

I choć dziś wielbione są przez rzesze retro-entuzjastów, feministek i krytyków, odeszły w cieniu swojego scenicznego wizerunku.

Kiki przybyła do Paryża w wieku zaledwie 14 lat, a – jak głosi legenda – jedyne, co miała wówczas przy sobie, to kanapka z szynką i butelka pinot noir. Początki były dla niej trudne – wychowana na wsi nastolatka nie potrafiła przystosować się do panującego w wielkim mieście rygoru pracy, więc nigdzie nie zagrzała miejsca na dłużej. Dużo błądziła, poszukiwała. Pierwsze quasi-artystyczne doświadczenia – pozowanie podstarzałemu rzeźbiarzowi-świntuchowi – kosztowały ją dach nad głową. Czasy były to dla niej ciężkie, ale młoda Alice szybko zdała sobie sprawę z własnej seksualności. I potrafiła zarobić nią na życie.

Jako pierwszy dostrzegł ją Modigliani. W zamian za posiłek w zaprzyjaźnionej oberży, narysował portret niespełna siedemnastoletniej brunetki z trochę za dużym, nieproporcjonalnym nosem. Ku zdziwieniu Alice, na szkicu jej kompleks zupełnie zanikł – nos był smukły i proporcjonalny. Pielęgnowała w sobie to zdarzenie, ale jej naturalny wdzięk rychło dostrzegli też inni. Kisling, Fujita, Roche. Man Ray, z którym przez lata Kiki tworzyć będzie burzliwy związek. Breton, Duchamp, Cocteau. Broca, Hemingway, Laroque. Przez całe lata 20. i 30. mężczyźni ci tworzyć będą jej legendę: uwiecznią ją na setkach obrazów, fotografii, a nawet filmów.

Powieść graficzna Catela i Bocqueta to opasła (414 stron!), ale wartka kronika, obejmująca najważniejsze epizody z życia Kiki – od narodzin w 1901, aż do śmierci 52 lata później. To lektura prostolinijna, miejscami nieścisła (przykładem wątek z Brooks), ale podbita ciekawym przesłaniem – oto sukces niezależnej kobiety zbudowany przez mężczyzn zainteresowanych wyłącznie jej fizycznością.

To szczery, drobiazgowy portret, w którym proste fakty obudowane zostają zaskakującymi niuansami. Francuski duet nie boi się prawdy: opisuje trudny charakter swojej bohaterki, jej problemy z alkoholem i kokainą, niespełnione ambicje w Hollywood czy epizod z prostytuowaniem się. Bocquet i Catel odsłaniają kilka posępnych tajemnic Kiki, ale jednocześnie nigdy nie pozbawiają jej godności.  Wciąż jest u nich dumną przedstawicielką swej płci – kobietą wolną, wyzbytą zahamowań, wyswobodzoną z obyczajowego gorsetu, ale też symbolem, prowokującym dyskusję o miejscu kobiety w świecie mężczyzn. Czy tylko seks toruje w nim drogę?

Wiele na ten temat mówi okładkowe zdjęcie autorstwa Mana Raya, którego sens czytać można dwojako. Z jednej strony kobiece ciało jest na nim zmysłowym monolitem, z drugiej – zwykłym, użytecznym instrumentem. Trudno o lepsze podsumowanie życiorysu Kiki, królowej Montparnasse’u. Kobiety, która stała się niewolnicą własnej legendy. Gdy Paryż przeorały niemieckie bomby, a młodość zaczęła nieuchronnie przemijać, Alice na dobre odeszła w zapomnienie. Została tylko Kiki. I setki obrazów.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Jak pisze autor, „nie każdy komiks musi być arcydziełem”. Ten nie jest, to prawda. Ale jest niewątpliwie ciekawą pozycją, a recenzja KRW to surowa, bardzo radykalna i naprawdę nie wiem czym podyktowana ocena. To, co najciekawsze w tym komiksie, łatwo przeoczyć. Dla mnie jest to przede wszystkim ciekawy rys biograficzny, przybliżający nie tak znowu znaną Prin, jednocześnie wpisujący ją w bardzo określony kontekst. Wiele mówi załączony przeze mnie kadr: triumf feminizmu, a tak się postrzega sukces Kiki jako modelki, podbity jest jej uprzedmiotowieniem. Mężczyzn nigdy nie interesowało, co ma do powiedzenia, dlatego poniosła klęskę jako artystka niezależna. Interesowało ich jak prezentuje się w ich obiektywie, na ich płótnie. I w łóżku. Ta tragiczna ironia zostaje bardzo celnie przez twórców wypunktowana. I to mi się podoba najbardziej.

  2. komiks, zadne arcydzielo, ale pomysl fajny;
    kupic, bym tego nie kupil, ale godzine w dobrej bibliotece bym z nim spedzil ;)

  3. Cytuję Pana recenzję, zamieszczam więc link:

    http://artpapier.com/?pid=2&cid=2&aid=3438

  4. Kiki jest najlepsza! Nie mogę oderwać oczu od tego artykułu tak wpada w oko :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php