Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

20.08.2012
poniedziałek

Tony Scott (1944-2012)

20 sierpnia 2012, poniedziałek,

Tony Scott

Są wśród ludzi kina nazwiska, które nie dziwią, gdy pewnego dnia pojawiają się w formie klepsydry. Wysłużeni, od dawna nieobecni na ekranie aktorzy, emerytowani reżyserzy, zapomniana szlachta Hollywood. Tony Scott do nich nie należał. Miał 68 lat, nowy film kręcił średnio co półtora roku, aktywnie działał jako producent, a ostatnio wiele mówiło się o jego przymiarkach do sequela „Top Gun”. Jego śmierć, a zwłaszcza jej okoliczności (popełnił samobójstwo skacząc z mostu w Los Angeles), są więc szokujące i zupełnie niespodziewane.

Tony Scott nigdy nie nakręcił swojego opus magnum, wielkiego i niepodważalnego arcydzieła. Przez branżę był zresztą traktowany dość pobłażliwie: jako młodszy, mniej utalentowany brat Ridleya. Niesłusznie, bo choć Tony nie miał na koncie artystycznego sukcesu na miarę „Łowcy androidów”, to właśnie on kształtował hollywoodzkie kino gatunkowe ostatniego trzydziestolecia, doskonale wyczuwając rodzące się i umierające trendy stylistyczno-realizatorskie. Młodszy Scott nigdy nie miał zresztą przesadnych ambicji. O swoim debiucie, posępnej, nastrojowej i docenionej przez krytykę „Zagadce nieśmiertelności” mówił po latach w komentarzu dvd, że jest „pretensjonalnym gównem o wampirach”.

Nie dziwi tym samym, że już podczas realizacji swojego kolejnego projektu, kultowego już „Top Gun”, poszedł w przeciwnym kierunku. Dziś jego film jest nie tylko jednym z najlepiej trzymających się blockbusterów lat 80., ale też integralną częścią amerykańskiej popkultury.

Na przestrzeni lat Scott mocno przeorał swój styl. Wygładzone do granic możliwości kadry i popowe przeboje zamienił na chropowaty, rwany montaż, nakładające się na siebie ujęcia i zniekształcone riffy. Apogeum tej estetyki osiągnął w „Człowieku w ogniu” z 2004, który pozostaje filmem ważnym nie tylko dla niego, ale też dla kina gatunkowego w ogóle – konkurencja natychmiast tę unikalną kombinację podchwyciła i do dziś stosuje.

Tony nie bał się eksperymentów. Inwestował w ludzi i sytuacje, które dla innych wiązały się ze zbyt dużym ryzykiem. To właśnie on odkrył Tarantino, stworzył od podstaw kult Toma Cruise’a i na nowo wynalazł Denzela Washingtona.

Paradoksalnie, w przeciwieństwie do brata, Tony nie szukał dla swoich bohaterów właściwej tożsamości, stawiając najczęściej na ten sam twardy cynizm, torujący drogę w codzienności obwarowanej zbędnymi zasadami. Scott dobrze rozumiał męski świat i rzadko dopuszczał do niego kobiety: jego filmy rozgrywały się na stadionach i pokładach łodzi podwodnych, w akademiach lotniczych i mafijnych strukturach. Gdy raz jeden, nie licząc debiutanckiej i wypchniętej za nawias własnej twórczości „Zagadki…”, powierzył główną rolę kobiecie – ta okazała się chłopczycą z małym biustem i wielkimi jajami.

Filmy Tony’ego Scotta towarzyszą mi odkąd pamiętam: od zajeżdżonego na śmierć przez Polsat „Gliniarza z Beverly Hills 2”, przez wypożyczalniane hity pokroju „Fana” i „Wroga publicznego”, aż po znakomite sensacyjniaki z Denzelem Washingtonem. Będzie mi brakować jego nieinwazyjnego, pociesznego szowinizmu, smolistego poczucia humoru i akcji, która tak dynamicznie parła do przodu, że czasami nie potrzebowała nawet czarnego charakteru – wystarczyło, że będzie nim rozpędzony pociąg.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. to chyba ten „prometeusz” brata w..kurzyl go kompletnie,
    ale zeby z tego powodu rzucac sie z mostu?

  2. Oj, takie komentarze są zbędne. Pojawiła się zresztą informacja, że Tony Scott miał nieoperowalnego raka mózgu.

  3. Będąc wychowanym na kinie lat 80-tych i 90-tych zawsze będę dobrze go wspominał. „Top Gun” z kultową ścieżką dźwiękową, „Gliniarz z Beverly Hills 2”, „Zagadka nieśmiertelności” ze zjawiskową Susan Sarandon i absolutnie jeden z mych ulubionych filmów ever czyli „Ostatni skaut”. Może nie nakręcił swego opus magnum, ale z drugiej strony brakuje chyba w kinie popularnym właśnie takich twórców. Sprawnych rzemieślników którzy po prostu robią swoje i dostarczając ludziom dobrej rozrywki nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu .

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem w totalnym szoku.
    RIP Tony.

  6. Przypomniałem sobie, że przed nakręceniem Blade Runner’a Ridley również stracił brata, a przecież w planach ma nakręcenie kolejnej części Łowcy. Historia lubi zataczać koło. Dziwny zbieg okoliczności.

  7. rzeczywiscie, zabrzmialo glupio…
    przepraszam.

  8. Mnie również bardzo zaskoczyła ta smutna wiadomość.
    Do dziś pamiętam oglądane po nocach, często złej jakości kasety video z jego filmami. Myślę, że tak jego brat zasłużył na odpowiednią pozycję w tym filmowym świecie, a tak jak napisał Jerry, dobrych rzemieślników trzeba doceniać.

  9. Nie spodziewałabym się po Tobie takich wyznań odnośnie „męskiego świata”, a tu takie miłe zaskoczenie :) Też uważam, że zabawny szowinizm jest lepszy niż feminizm na siłę. Kobiety (z małymi wyjątkami) psują kino akcji.
    A co do Tony’ego Scotta to uważam, że jego śmierć jest doskonałym przypisem do jego filmów – szacun, że nie czekał aż choroba zrobi z niego warzywo. Generalnie krew mnie zalewa jak słyszę, że samobójstwo to zwykłe tchórzostwo.

  10. Moim zdanie niechęć do „Zagadki nieśmiertelności” wynika z tego, że film jest nazbyt podobny do stylu innego znanego reżysera. Pamiętam jak go pierwszy raz widziałem, pierwsza myśl ten film zrobił Nicolas Roeg, a tu niespodzianka, jednak nie.

  11. Znakomity tekst, najlepszy jaki czytałem w związku ze śmiercią Scotta. Bo nawet komentarze brzmiały trochę w duchu wspomnianym przez Autora „aaa, to ten brat Ridleya”. Za to podpisuję się „oboma ręcyma” pod tezą o drodze twórczej Tony’ego Scotta. Uważam wręcz, że w przeciwieństwie do brata, pozostał wierny idei odświeżania filmowego języka. Chadzał nowymi ścieżkami, eksperymentował, zaskakiwał, działał – czasem dosadnie – na zmysły, a więc robił przez ponad 30 lat to wszystko co było podstawą sukcesu braci Scott jako twórców reklamy w latach 70, gdy jako młodzi milionerzy „wzięli się” za film…

  12. przepraszam;
    jesli kto chce popelnic samobojstwo bardzo prosze, jego sprawa…
    ale skakanie z mostu uwazam za operetkowe(i to nie od wczoraj);
    tak, byl twardzielem i szedl po trupach; zginal jak zyl;
    bez kompromisow; ale, czy to jest dobre kino?
    watpie.

  13. @ Jerry,
    myślę, że rzemiosło to w ogóle niedoceniana w dzisiejszych czasach rzecz. Być może dlatego mamy tylu filologów, a nie ma komu operować koparką. ;)

    @ Ludwika,
    dlaczego zaskoczenie? Niech „Merida” Cię nie zmyli, nie jestem jakimś nawiedzonym, poprawnie politycznym feministą. :) Aczkolwiek skłamałbym, gdybym napisał, że nie lubię, gdy kobiety – w ten czy inny sposób – kopią tyłki.

    @ ech,
    nie dam głowy, ale być może nazwisko Roega pojawia się nawet w rzeczonym komentarzu dvd. Nie pamiętam już dokładnie, ale Scott nie był po prostu zadowolony ze swojego filmu. Ja z kolei bardzo „Zagadkę…” lubię.

    @ Max,
    dziękuję za miłe słowo. I masz oczywiście rację. Ridley to przy Tonym konserwatysta zatopiony w przykazach realizatorskich sprzed 15-20 lat.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php