Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

3.11.2012
sobota

Z offu: Tomasz Raczek w „Filmie”

3 listopada 2012, sobota,

fot. Arkadiusz Markowicz

Jeśli wydawnictwo, szukając nowego szefa dla któregoś ze swoich magazynów, sięga po osobę, która jest nie tylko medialna, ale i przez media pozytywnie odbierana, na ogół oznacza to, że dany tytuł nie jest w najlepszej formie, a jego nadszarpniętą reputację podźwignąć ma osoba o reputacji wciąż niezachwianej. Tomasz Raczek, który w zeszłym miesiącu został nowym redaktorem naczelnym miesięcznika „Film”, nie był oczywistym kandydatem na to stanowisko.

Nowo mianowanych szefów pism można najczęściej podzielić na dwie kategorie. Pierwszą stanowią ludzie, dla których praca redakcyjna jest chlebem powszednim, a za biurkiem zjedli zęby – sekretarze redakcji, wice-naczelni, doświadczeni redaktorzy, fachowcy ściągnięci z innych wydawnictw. Drugą stanowią tzw. gwiazdy – osoby znane, ale niekoniecznie w redakcyjnej pracy doświadczone. Takie, które swoim nazwiskiem będą w stanie zainteresować danym tytułem jak największą liczbę osób postronnych.

Raczek na pierwszy rzut oka podpada pod tę drugą kategorię. Prowadzi wydawnictwo literackie i program telewizyjny, okazjonalnie publikuje w popularnych periodykach, regularnie pojawia się w mediach. Wzbudza szeroko komentowane emocje, ale na ogół są to emocje pozytywne – nie bez powodu czytelnicy „Vivy” głosowali na niego i Marcina Szczygielskiego w plebiscycie na najpiękniejszą parę roku, a widzowie stanęli za nim murem, gdy producent nieszczęsnego „Kac Wawa” zagroził mu procesem. I choć wspomnienie duetu, który przed laty tworzył z legendarnym Zygmuntem Kałużyńskim wciąż procentuje, to dług dawno został już spłacony. To, że w powszechnej świadomości Raczek jest dziś najbardziej oczywistym i przystępnym synonimem krytyka filmowego, może zawdzięczać tylko sobie.

Proponując mu posadę szefa „Filmu”, wydawca nie zatrudnił jednak osoby, która dla wizerunku podupadłego pisma będzie PR-ową poduszką bezpieczeństwa. Dziś często się o tym zapomina, ale Raczek jest fachowcem o gigantycznym doświadczeniu na polskim rynku wydawniczym – to on wprowadzał nań „Playboya”, „Voyage” i „Galę”, czyli tytuły, które w swojej tematyce były wyznacznikami nowych standardów. Właściciel „Filmu” zyskał więc nie tylko nazwisko, w którego blasku jego tytuł będzie mógł się bezpiecznie ogrzać, ale i fachowca, który podpowie, jak ten stan podtrzymać.

Zadanie nie należy jednak do łatwych. Internet dawno już pokazał drukowanym periodykom o kinie gdzie ich miejsce, a poprzedni naczelny nie zrozumiał w porę, że pismo dla każdego, to pismo dla nikogo. W czasach, gdy nawet największe portale filmowe stawiają na personalizację języka i treści, Jacek Rakowiecki tworzył pismo stylu zerowego – zbyt banalne i transparentne dla znawców tematu, którzy powinni przecież stanowić jego podstawową grupę odbiorczą, a jednocześnie zbędne dla czytelnika przypadkowego, który kupując specjalistyczny periodyk, dostawał to samo, co znał już z działów kulturalnych popularnych tygodników i portali. Raczek to szansa na odwrócenie tej tendencji.

Pierwsze informacje płynące z odświeżonego na tę okazję fanpage’a „Filmu” dowodzą, że zmiany są i będą radykalne – od roszad personalnych, po… kolor papieru. Od poszanowania tradycji, po zupełnie nowe podejście do wydawniczej formuły. Czy to wystarczy,  by przywrócić miesięcznikowi jego dawną renomę? Czy na rynku jest jeszcze miejsce dla tego rodzaju wizji? Osobiście wierzę, że tak. Pierwszy numer „Filmu” pod redakcją Tomasza Raczka trafi do sprzedaży już 9 listopada, a ja osobiście nie mogę się doczekać!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Myślę, że problemem Rakowieckiego był też brak poczucia humoru i niezrozumienie współczesnego czytelnika. Naprawdę, nie trzeba wiele by zjednać sobie czytelników. Wystarczy być otwartym i gotowym do dyskusji i nie dać im odczuć, że są olewani. Strona „Filmu” jak i jej siostra na FB nie były zbyt zachęcającymi miejscami.

    Raczek doskonale wie o co chodzi w PR. Tylko przejął stery i strona FB „Filmu” jest jedną z pierwszych do sprawdzenia. Kiedy zmiana na stanowisku redaktora naczelnego wzbudzała tyle emocji? Sama wyczekuję piątku jak kania dżdżu.

    To nie jest tak, że nie lubię „Filmu” za rządów pana Rakowieckiego. Przeczytałam wiele dobrych i intrygujących tekstów. Tyle, że większość numerów była bardzo poważnie. Jakby zapomniano, że kino to także radość i zabawa. A dowcip Dudzińskiego jest raczej przygnębiający.

    Obiecałam sobie, że będę cały czas kupować to pismo i tak jest od sierpnia 2002 roku. Mam jeszcze numery z lat wcześniejszych, ale wtedy byłam młoda i łatwo się zniechęcałam. Czego potem żałowałam.

  2. Jak na razie zapowiada się, że zmiany idą ku lepszemu, nie tylko ze względu na redaktora ale przede wszystkim na ciekawą ekipę, którą zaprosił do współpracy. Film bardzo potrzebował odmiany bo ostatnio czytanie mojego ukochanego miesięcznika filmowego (który czytałam nawet w Bibliotece bo byłam ciekawa jak wyglądał na samym początku swojego funkcjonowania) było co raz bardziej frustrujące. Mam nadzieję, że się nie zawiodę a redaktorowi i ekipie nie zabraknie zapału. Jasne czas papierowych magazynów filmowych się powoli kończy ale wydaje mi się, że minie jeszcze sporo czasu zanim zaczną się zupełnie zwijać.

  3. Ja nie byłem „Filmowi” zbyt wierny. Przez ostatni rok kupiłem może ze trzy numery, a i wtedy często odkładałem go na półkę bez większego zgłębiania się w treść . Największym problemem było chyba to, że Rakowiecki nie miał na pismo żadnego pomysłu (poza wypełnieniem go reklamami0, a kontynuowanie modelu wprowadzonego jeszcze przez Prokopa mogło się sprawdzać w 2007, ale nie dziś.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. na bezrybiu i raczek ryba ;)

  6. Brzmi trochę jak laurka – chyba lepiej jakby takie laurki pisały osoby z magazynem niezwiązane, wypadałyby wtedy jednak ciut autentyczniej.

  7. Może masz rację. Przynajmniej w pewnym sensie, bo do „Filmu” pisałem też za czasów Jacka Rakowieckiego, a wtedy bynajmniej pozytywnej opinii o jego piśmie nie miałem: http://film.blog.polityka.pl/2011/10/01/wokol-1920-bitwy-warszawskiej/

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php