Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

18.01.2013
piątek

Marka: Tarantino

18 stycznia 2013, piątek,

„Tarantino spotyka braci Coen”, „Ironiczny jak Pulp Fiction”, „Tarantinowski w duchu” – to tylko trzy z wielu haseł reklamujących, jakie w ostatnich miesiącach pojawiły się na plakatach wchodzących na ekrany filmów. Najbardziej wpływowy twórca filmowy naszych czasów stanowi już markę samą w sobie – dystrybutorom łatwiej zestawić swój produkt z jego twórczością, niż reklamować go wyimkami z recenzji.

Pomysł jest genialny w swojej prostocie – Tarantino od lat kreuje nowe trendy, pozostając przy tym na szczycie filmowego panteonu. Dla przeciętnego widza pozostaje kumplem z wypożyczalni, który najlepiej rozumie jego potrzeby, dla krytyka zaś – cudownym dzieckiem, które na zgliszczach celuloidu zbudowało swój filmowy pałac. Po dwudziestu latach od swego debiutu Tarantino wciąż jest najchętniej kopiowanym twórcą w branży, a sprawę dodatkowo ułatwia fakt, że granice jego filmowego uniwersum są wyjątkowo płynne – z każdym kolejnym projektem poszerzają się o nowe, obce mu dotąd zagadnienia. Dziś nie da się już – jak to było za czasów „Pulp Fiction” – zamknąć jego dorobku w kilku krzykliwych przymiotnikach.

Marketingowcy mają tym samym ułatwione zadanie, a odniesień do twórczości QT używają bez opamiętania. Co w ogóle oznacza dziś słowo „tarantinowski”? Że film jest brutalny, przegadany? Że ma nietypową konstrukcję fabularną albo wspiera się kinem gatunków?

Czasami wystarczy naprawdę niewiele. Gdy przed laty dystrybutor IDG wprowadzał na polski rynek japońskie hity pokroju „Battle Royale” czy „Ghost in the Shell”, nie interesowało go, kto stał za ich realizacją. Na okładkach DVD bardziej opłacało się zaznaczyć, że są to „filmy, które zainspirowały Tarantino”. Jak, do czego? Nie wiadomo. Jeszcze inny wybieg zastosowano przy okazji premiery „Strefy X” Best Filmu. Na plakacie kinowym pojawiła się informacja, że jest to „ulubiony film Petera Jacksona i Quentina Tarantino”. Być może jest w tym nawet jakieś ziarno prawdy, ale gdzie szukać potwierdzenia tej informacji? Publikowane corocznie przez samego Tarantino zestawienia ulubionych filmów z lat 2009, 2010 i 2011 rzeczonego tytułu nie uwzględniają.

Jeszcze kilka lat temu, by na plakacie pojawiło się jego nazwisko, Quentin musiał w jakimś filmie wystąpić lub go wyprodukować. Przykładowo, gdy na polskie ekrany wchodziły „Hostel” Eliego Rotha i „Sukiyaki Western Django” Takashiego Miike, a na DVD pojawiła się komedia „Daltry Calhoun” z Johnnym Knoxville’em, słowo „Tarantino” było na nich bardziej wyeksponowane niż sam tytuł. Okazji nie stracił nawet wydawca antologii „Arcydzieła czarnego kryminału” – liczący zaledwie półtorej strony monolog, stworzony przed laty na potrzeby „Pulp Fiction”, miał być epilogiem dla blisko dwudziestu innych pełnowymiarowych opowiadań, a jednak nazwisko Quentina trafiło na okładkę obok takich tuzów jak Raymond Chandler, Elmore Leonard czy James Ellroy.

To oczywiście tylko kilka przykładów z polskiego podwórka. W Stanach czy Wielkiej Brytanii kult Tarantino jest jeszcze bardziej zauważalny, a jego nazwiskiem sygnowano już całe kolekcje. Dość powiedzieć, że współprodukowane i/lub sprowadzane przez niego do Stanów azjatyckie hity pokroju „Żelaznej małpy”, „Hero” czy „Chungking Express” obowiązkowo wyświetlano pod szyldem „Quentin Tarantino przedstawia”.

Dziś powszechnie uwielbiany reżyser nie musi się już nawet starać. Wystarczy, że o jakimś tytule wspomni lub publicznie go doceni, a chwilę później każdy chce jego słowa wykorzystać do celów promocyjnych. Znane są przypadki filmów, którym przerabiano plakaty lub ponownie wprowadzano do kinowego obiegu po tym, jak Tarantino umieścił je na liście ulubionych tytułów roku.

Także twórczość Quentina jest niezwykle wpływowa – od lat wyznacza nowe kierunki filmowej ekspresji, inspirując zarówno twórców, jak i dystrybutorów. Po onieśmielającym sukcesie „Pulp Fiction” rynek zalały dziesiątki bliźniaczych produkcji. Twórcy m.in. „2 dni z życia w dolinie”, „Czwartku”, „Rzeczy, które robisz w Denver, będąc martwym” czy „Go” chętnie wybierali z jego filmu to, co najbardziej im odpowiadało: brutalność, narracyjne połamanie, smolisty humor. Po „Jackie Brown”, melodramacie trawestującym motywy kina blaxploitation, w Hollywood zapanowała chwilowa moda na „czarne” sensacje, a odtwórczyni głównej roli, Pam Grier, dostała szansę na odbudowanie kariery.

Prawdziwy wysyp naśladownictw pojawił się jednak dopiero w minionej dekadzie, gdy Tarantino zaczął kleić swoje b-klasowe patchworki: dylogię „Kill Bill” i zrealizowany wspólnie z Robertem Rodriguezem projekt „Grindhouse”. Zręczne, miejscami nowatorskie przetwórstwo odpadków amerykańskiej popkultury zaowocowało dziesiątkami gatunkowych pastiszów, z których część powstawała także w dość egzotycznych miejscach – np. Japonii. Tamtejszy rynek wyspecjalizował się w dość radykalnej odmianie kina upadłego – po sukcesach Tarantino (i Rodrigueza) powstały tam m.in. tak dziwaczne filmy jak „Tokyo Gore Police” czy „Machine Girl”.

Każdy nowy film QT to także wyraźny sygnał dla wszelkiej maści dystrybutorów i wydawców. Lepiej zainteresować się jego projektem jeszcze na etapie powstania, by przy okazji późniejszej premiery kinowej nie przegapić szansy dodatkowego zarobku. Nie jest tajemnicą, że motywy, gatunki czy wręcz konkretne tytuły, które stanowiły dla Tarantino punkt wyjściowy przy realizacji nowego filmu, później bardzo dobrze się sprzedają. Tak było choćby z japońską sensacją „Lady Snowblood”, odświeżoną przy okazji „Kill Bill”, czy „Bohaterami z piekła”, którzy użyczyli swój oryginalny tytuł („The Inglorious Bastards”) „Bękartom wojny”. Najnowszy film Quentina, „Django”, jeszcze nie wszedł do kin, a zagraniczni dystrybutorzy (m.in. w Stanach, Wielkiej Brytanii i Niemczech) już zapowiadają kolekcje DVD ze spaghetti westernami, którymi ten mógł się inspirować lub po prostu sobie ulubił.

W całym tym marketingowym szale na znaczeniu straciło tylko jedno – twórczość rozchwytywanego reżysera. Bo choć zróżnicowanymi, kreatywnymi projektami Tarantino wybronił się przed zaszufladkowaniem ze strony prasy czy fanów, to wszelkiej maści oportuniści i specjaliści od marketingu na powrót go tam wpychają, przyklejając „tarantinowski” slogan wszystkiemu, co może się dzięki niemu sprzedać. Dziś, gdy czytamy na plakacie czy okładce, że oto przed nami „estetyka »Pulp Fiction«” albo „tarantinowski klimat”, najpewniej oznacza to, że film jest po prostu dosadny, cyniczny albo chronologicznie zaburzony. To częściowo zasadne, ale jednak banalne skojarzenia – serce jego kina zawsze biło przecież gdzieś indziej, głębiej. Ale to już temat na zupełnie inny artykuł…

***

Tekst napisany dla magazynu HIRO.  Najnowszy jego numer znajdziecie TUTAJ.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. „Django Unchained” vidi, glorious movie – chyba po „Pulp Fiction” nr 2. Pare Oskarow zapewnionych.

  2. moja ocena:
    +/- 0

  3. p.s.
    ale oczywiscie piekne sceny mordowania,
    a to tarantino potrafi ;)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. p.s.p.s.
    w prasie niemieckiej podaje sie tarantino jako indianin(cherokee), dobry chwyt marketingowy; wie ktos, czy to prawda? (moze ty @ozzy?)

  6. @byk

    mamusia Quentina – Italian & Cherokee, a film extra.

  7. Dla mnie to dwie różne sprawy.

    1. Faktycznie przymiotnik „tarantinowski” stał się słowem wytrychem, konotującym coś brutalnego, inteligentnego i zabawnego, jednym słowem – zajebistego.
    Podobnie (ale w mniejszym stopniu) było z innym reż., który budował tożsamość nowego kina amerykańskiego – z Davidem Lynchem. „Lynchowski” czyli narkotyczny, dziwny itd. Lynch miał wielu (nieudolnych) naśladowców, ale mało kto się zastanawiał, co tak naprawdę chce powiedzieć w swoich filmach, mimo że pod warstwą postmodernistycznych gier, kryły się treści ważne i fundamentalne.
    Niestety za taki stan rzeczy odpowiadają nie tylko dystrybutorzy, ale także krytycy, nie stroniący w recenzjach od używania słowa „tarantinowski” i często dopiero dzięki QT odkrywający kino nie-mainstreamowe. Warto o tym pamiętać.

    2. To, że Tarantino jest ambasadorem mniej znanego kina to fakt. Pomaga w produkcji, w dystrybucji, co rok opowiada o swoich ulubionych filmach itd. W tym przypadku nie widzę nic nagannego w umieszczeniu jego nazwiska na plakacie. Tarantino to marka, człowiek-instytucja, autorytet i drogowskaz. Nie tylko robi kino, ale też soczyście i chętnie o nim opowiada. Jego rekomendacja coś znaczy i gdybym był dystrybutorem filmu, który powstał dzięki Tarantino czy też zainspirował go – zdecydowanie zaznaczyłbym to w materiałach promocyjnych. Oczywiście – chodzi tu o większą sprzedaż, ale także o popularyzację dobrego, niszowego kina. Nikt nie robi tego lepiej od Tarantino.

  8. Jeszcze pare slow o „Django Unchained” ***** Quentina Tarantino
    _______________________________________

    Ktos porownal film do klasyka westernu „Once upon the time in the West” Sergio Leone, chociaz jak sam rezyser wyrazil sie, ze jest to „southern”, ktorego akcja rozgrywa sie na poludniu Ameryki. Porownuje sie takze to Clinta Eastwooda obrazu „Unforgiven”. Cos w tym jest, ale chyba nie do konca.
    Tarantino zafascynowany jest kategoria filmow „b”, ktore na swoj sposob uszlachetnia.
    Glowny bohater Django „Nigger”, niewolnik ( Jamie Fox), kupiony przez Niemca Dra Schultza, dentyste, headhuntera :) a gra go ulubieniec rezysera Christoph Waltz. Jest tez sadysta Calvin Candie, zafascynowany biologia ras (mozliwe, ze czytal de Gobineau) w ktorego role wcielil sie genialnie Leonardo DiCaprio – jakze wszechronny artysta!.
    Zona niewolnika Django ma na imie Brünnhilde (Kerry Washington), co docenia Niemiec dr Schultz, poniewaz te imie nosi wagnerowska bohaterka opery „Pierscien Nibelungow”, zona Siegfrieda.
    Lowca glow Dr Schultz potrzebuje „murzyna” (nigger – jakze czesto w filmie), ktory okazuje sie swietnym rewolwerowcem, ktorego majstersztyk potrzebny jest do pelnienia roli msciciela. Dr Schultz i Django poszukuja zony niewolniuka Brünnhilde. Candie, sadysta,milosnik walk gladiotorow i mandingo (wszystko fikcja filmowa).
    Niektorz recenzenci porownuja „Django unchained” z produkcja black-power z lat 70., jak chociazby z „The legend of Nigger Charley”, w ktorym Fred Williamson gra role niewolnika-twardziela ( Spike Lee uwaza, ze film Tarantino robi zla przysluge Afroamerykanom).
    Rok wagnerowski w operze i nawiazanie rezysera (przypadkowe?) do tworcy „mocnych” oper.
    Film Quentina Tarantino, jak uwazam, jest jednak ciosem „ponizej pasa” przeciw rasizmowi. Stad tez wiele kontrowersji wokol tego obrazu. Wypada zyczyc wielu Oskarow tworcy a publika i tak nigdy nie zawodzila autora slynnego „Pulp Fiction”.

    ____________________
    ***** najwyzsza ocena – ozzy

  9. @ozzy:
    kupiony przez niemca, no i szafa gra…
    szwedzi stoja przed kinem w kolejce?

  10. p.s.
    ktöry jest , nota bene, austryjakiem lol

  11. „cordoba” mhmmmmmmmmmmmmmmmmmm

  12. Popularnosc Tarantino „Django unchained” niezwykla w kinach szwedzkich – jakies pare miejsc wolnych na seanse poznowieczorowe.

  13. jak ktos lubi filmy z duza iloscia efektow i krwi to polecam Od zmierzchu do świtu (ang. From Dusk Till Dawn) nakrecony na podstawie scenariusza i wspolpracy Quentina Tarantino

  14. Filmtrailer „Inside llewyn Davies”
    _______________
    I znowu BRACIA COEN, ktorzy zawsze maja jakas niespodzianke dla widza. Po swoim westernie „True grit” … powrot do szczesliwych lat 60. z folkowa muzyka i srodowiskiem z Greenwich Village jako epicentrum bohemy nowojorskiej. Oscar Isaac gra role mlodego muzyka, przypominajacego nieco Boba Dylana (fryzura) w pozostalych rolach ulubiency braci Coen, czyli John Goodman i Carey Mulligan.
    Premiera zapewne w Cannes a do kin w koncu roku.

  15. 1
    zaczelo sie berlinale,
    a panie z ukrainy nie majace ochoty pracowac jako sprzataczki w w-wie,
    pokazaly na co je stac- czyli big cyc;
    szczerze mowiac, wszyscy sie ucieszyli, bo tak nudnego programu filmowego nie bylo od upadku muru, a w jury konkursu tylko muzeum i to nawet od tylu..
    .a bangkokgirls, ktorych tutaj na peczki, nie kazdy lubi.
    jak zwykle, od prawie cwiec wieku, nie ma nic sensownego z polski;
    jutro ciekawy film bialoruski, na ktory sie chyba wybiore….

    2
    .w berlinie jest zimno, brudno, szaroburo…
    rozczarowaani(tak jak ja, bo na bialoruski film wszystkie bilety wysprzedane) kieszonkowcy popluwaja bezsilnie na skraju chodnika,
    bo w tym roku na jednego gapia, czy reportera przypada co najmniej dwoje z security;
    nie ma silnych,,
    jesli jeszcze gdzies pruski duch sie prezy to tutaj w smart- i ajfonach z hong-kongu, szanghaju, czy pekinu podnoszonych do gory w oczekiwaniu gwiazd…tak, tak! to izabella rosselini wyskakuje z taksowki…no tak, jak kung-fu, to kung fu…
    mieszane opinie po polskim filmie o ksiedzu geju… niewatpliwie odwazne miedzy odra a bugiem,
    ale tutaj to wywazanie otwartych drzwi(agnieszko et consortes zrobcie wreszcie film o emilii plater!)
    dlatego tez powiedzialem -NIE- i zaoszczedzilem na bilecie i zamiast do kina poszedlem dzisiaj na guinnesa; na dwa pinty starczylo…

  16. @byk

    Dziekuje za relacje
    z Berlina.
    „Searching for Sugar Man” najlepszy dokument na Bafta 2013.

  17. Tak myślałam, że w komentarzach pojawi się nawiązanie do najnowszego dzieła reżysera. Nie czytałam ich wszystkim, bo wizyta w kinie dopiero przede mną, a nie chciałabym popsuć sobie apetytu:)

  18. plac marleny dietrich wyglada jak wymieciony, a raczej jakby uderzyla w niego bomba,
    bomba wiadomosci o abdykacji b16, na skraju stoja dwie(slownie: dwie – wczoraj bylo ich kilkadziesiat) smetne kamery na statywach…
    dzwonie na lotnisko tegel,do „al italii” czy jest jakies wolne miejsce do rzymu?
    nie,jutro?tez nie, do konca miesiaca wszystko zarezerwowowane;
    no tak, cala banda juz w powietrzu..czytam, ze berlusconi sie zdenerwowal,
    bo mu papiez kampanie wyborcza torpeduje…
    no coz, czyz nie najlepszym filmem jast zycie samo, wlasnie?
    w retrospektywie leci lanzmann i tam tez kieruje moje kroki.

  19. Howard Stern rozmawia z Tarantino –z ub.r. promocja filmu „Django Unchained”
    Howard is a great cat! :) http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=SVo8WfALdaY&feature=endscreen

  20. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć kino według Tarantino to polecam tę stronę vodtube.pl Mam tu na myśli filmy takie jak: Death Proof. Są tam też filmy Rodrigueza m.in. Maczeta, Planet terror. Wszystko za darmo i legalnie :)

  21. Zgodzę się z tym, że filmy Tarantino mają niepowtarzalny klimat i wręcz jaką magię. Jest to zgrabny produkt i dobrze wypromowana marka. Wielu twierdzi, że jest wręcz geniuszem gdyż udało mu się sprawić, że każdy jego kolejny film zbiera pozytywne opinie. Wszystko super ale mnie zastanawia jedno dlaczego te filmy są tak brutalne i przepełnione przemocą. Sprawia wam czystą przyjemność patrzenie jak pies rozszarpuje człowieka? Ja mam niesamowicie mieszana uczucia gdy oglądam jego filmy. Gdyby nie te wszystkie drastyczne sceny mogłabym sie nawet nazwać fanka jego twórczości.

  22. p.s.
    a ten film polecam szczegolnie, juz wkrotce na ekranach!
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=3nr8-3Naj8k#!

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php