Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

21.02.2013
czwartek

Dziewczyny. Sezon 1

21 lutego 2013, czwartek,

Po blisko 10 latach od zakończenia emisji „Seksu w wielkim mieście” przyszedł czas rozliczeń. Czy obwołany niegdyś obyczajowym objawieniem dekady serial o łóżkowych perypetiach czterech mieszkanek Manhattanu przygotował odpowiedni grunt dla nowego pokolenia wielkomiejskich kobiet? Lena Dunham twierdzi, że nie – w 2012 roku są one tak samo, jeśli nie bardziej, zdezorientowane, co w 1998, gdy „Seks…” po raz pierwszy wchodził na ekrany.

Bohaterki znowu są cztery, ale z Carrie i spółką ciężko je zestawiać. Tytułowe dziewczyny mają inne charaktery i niższy status społeczny, a choć wiek każe nazywać je młodymi kobietami, wciąż nie wyzbyły się swej nastoletniej mentalności. Słowem, są bliżej prawdziwego życia, niż bohaterki „Seksu…” kiedykolwiek były.

Centralną postacią serialu jest Hannah (Lena Dunham), dwudziestoparoletnia aspirująca pisarka, którą rodzice właśnie przestali utrzymywać. Szukając pracy, Hannah zmaga się z własnymi ambicjami i toksyczną relacją z egoistycznym, zamkniętym w sobie facetem. Problemem Marnie (Allison Williams), jej najlepszej przyjaciółki i współlokatorki, jest doprowadzający ją do szaleństwa związek z zagłaskującym ją chłopakiem ze studiów. Jessa (Jemima Kirke), barwna i ekstrawagancka podróżniczka, wraca do Nowego Jorku i z miejsca wdaje się w dwuznaczną relację z nowym pracodawcą. Zmartwieniem Shoshanny (Zosia Mamet), trochę odstającej od grupy, słodkiej i hiperaktywnej fanki „Seksu w wielkim mieście” jest z kolei utrata dziewictwa.

Serial odczarowuje ułudę rzeczywistości, jaką pozostawił w masowej świadomości „Seks…”. To niby wciąż ten sam Nowy Jork, ale jednak widziany od zaplecza. Zamiast Manhattanu i eleganckich apartamentów, oglądamy Brooklyn i wnętrza tanich czynszówek, ekskluzywne butiki zastąpiły tanie, zatłoczone knajpy, a bohemistyczne wernisaże stały się zbiorowiskami pozbawionych talentu frustratów i oportunistów. Rozmowy nie toczą się już wokół korporacyjnych ploteczek i łóżkowych podbojów, a dotyczą spraw dalece bardziej przyziemnych. Kible są tu brudne, a majtki dziurawe. Nawet seks jest inny. Odarty z romantyzmu, często rozczarowujący i bardzo pierwotny. „Było świetnie – mówi w jednej ze scen Hannah – Prawie doszłam”.

Dunham bez pardonu pokazuje rzeczywistość, z jaką mierzyć musi się dzisiejsza młoda kobieta w dużym mieście. Każdym, nie tylko Nowym Jorku. Wyzysk i dyskryminacja są tu stałymi punktami kariery zawodowej, a szereg kompromisów i rozczarowań składa się na życie osobiste. Nie widać tego na pierwszy rzut oka – to w końcu Nowy Jork, w którym życie toczy się w zawrotnym tempie – ale winą za taki stan rzeczy Dunham obarcza zarówno bohaterki fałszywie zaangażowanego „Seksu…”, jak i mężczyzn samych w sobie.

Faceci są największym zmartwieniem serialowych przyjaciółek. Nieodpowiedzialni, zdziecinniali, z małą wyobraźnią, mocno zakorzenionym ego i przesadnym poczuciem własnej wartości, nie potrafią należycie wprowadzić ich w dorosłe życie. Adam, kochanek Hanny, półnagi ćwiczy ciągle w swoim mieszkaniu, utrzymując się z… kieszonkowego, które dostaje od babci. Charlie, chłopak Marnie, najchętniej przychyliłby jej nieba, ale nie potrafi zaspokoić jej najprostszych pragnień. Jeff przeżywa małżeński kryzys, którego dość bezrefleksyjną kulminacją ma być romans z Jessą, opiekunką jego dzieci. Shoshanna z kolei spotyka dawno niewidzianego kolegę, który dezerteruje z łóżka, gdy okazuje się, że ma do czynienia z dziewicą.

I choć każda z relacji ma w serialu pogłębiony rys, a mężczyzna jest każdej z bohaterek do czegoś potrzebny, nie wiedzą one jeszcze, że mają do czynienia z tanimi, wadliwymi zamiennikami. Ale Dunham nie oszczędza także samych bohaterek. Bo choć każda z nich jest już po dwudziestce, przez życie wciąż idą z dziewczyńskim (nie dziewczęcym!) bagażem – niedowartościowane, emocjonalnie niedojrzałe, uporczywie poszukujące, ale nie wiadomo jeszcze czego.

„Dziewczyny”, wyprodukowane przez króla obyczajowej komedii Judda Apatowa, to zeszłoroczny hit stacji HBO, będący ciekawym głosem w sprawie mocnego regresu, jakiego dokonują na społeczeństwie bezmyślnie galopująca popkultura i zataczająca koło koniunktura, w której brak większych perspektyw. Zgrabnie napisany i wyreżyserowany przez Dunham, którą uznać można największym kobiecym objawieniem w branży od czasu Diablo Cody, niepostrzeżenie daje dostęp do tej części kobiecego świata, która w „Seksie…” była zbyt wstydliwa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php