Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

23.04.2013
wtorek

Niepamięć [6/10]

23 kwietnia 2013, wtorek,

„Niepamięć” plasuje się gdzieś pomiędzy hollywoodzkimi pocztówkami w stylu „Księgi ocalenia” a ambicjonalnymi przedsięwzięciami pokroju „Moon”. Z tych pierwszych Joseph Kosinski pożycza zamaszystą, wyczarowaną w komputerze postapokalipsę, z drugich zaś odkrawa pasujące mu wątki fabularne. Powstały w ten sposób patchwork pęka w szwach od filmowych odniesień, ale sam nie posługuje się językiem na tyle ciekawym, by dla innych stać się nowym punktem odniesienia.

Akcja filmu rozgrywa się w roku 2077, kilkadziesiąt lat po ataku na Ziemię najeźdźcy z kosmosu. Nasze wojska wygrały wojnę, ale straciły planetę – teraz jest zniszczona, wymarła, zmieniona nie do poznania. Ocalała część ludzkości osiadła na jednym z księżyców Saturna, pozostawiając na Ziemi kilka olbrzymich, ufortyfikowanych strażnic, unoszących się wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki. Ich obsługą i ochroną przed ukrywającymi się niedobitkami obcej rasy (nazywanej padlinożercami) zajmuje się para techników – zwiadowca Jack Harper (Tom Cruise) i oficer łączności Victoria (Andrea Riseborough).

Razem tworzą – co się często podkreśla – skuteczny zespół. Tak w pracy, jak i w łóżku.

Ich codzienne zadania są ściśle określone: on każdego dnia patroluje okolicę i naprawia uszkodzone drony bojowe, ona zostaje na miejscu, w podniebnej placówce, koordynując jego ruchy zza olbrzymiej konsolety. Sytuacja zmienia się, gdy pewnego dnia na Ziemi rozbija się statek z ludzką załogą – ocalała z katastrofy Julia (Olga Kurylenko) przypomina Jackowi osobę z niepokojących go snów.

Dla filmu jest to moment kluczowy – chwila, w której w uporządkowanym świecie Jacka pojawia się zbyt wiele niewiadomych, a dotychczasowa rzeczywistość zaczyna powoli rozpadać.

Ale Kosinski nawet przez chwilę nie udaje, że interesuje go przeciąganie liny pomiędzy treścią a formą. Intryga, choć porządnie rozplanowana, nie dorasta do spektakularnego, postapokaliptycznego settingu – o jakiejkolwiek równowadze nie może być mowy.

Scenarzyści, a jest ich łącznie czterech – m.in. panowie od „Infiltracji” czy „Małej miss”, pytają wprawdzie o kwestie, które brzmią ładnie, gdy się je wygłasza – czym jest świadomość, dokąd sięga pamięć, co jest istotą człowieczeństwa – ale nie znajdują dla nich żadnych odpowiedzi, które nie padłyby już wcześniej w „Odysei kosmicznej”, „Matriksie” i dziesiątkach innych filmów. Popkultura do tego stopnia przemieliła każde z powyższych zagadnień, że dziś są już tylko strzępkami unoszącymi się w filmowej próżni.

Więcej uwagi poświęca się w „Niepamięci” ich umiejscowieniu. Kosinski, architekt i specjalista od efektów wizualnych, który na dużym ekranie zadebiutował widowiskiem „Tron: Dziedzictwo”, zadbał by wizja wyludnionej Ziemi przygniatała autentyzmem. Centralnym miejscem akcji jego filmu są pozostałości po dzisiejszym Nowym Jorku – pogrzebane tektonicznymi wypiętrzeniami, chłodne, pozostawione samym sobie. To miejsce, w którym wierzchołek Empire State Building wystaje nieśmiało spomiędzy ciągnącej się po horyzont szarugi, a olbrzymi stadion Jankesów jest tylko rozpadającą się, martwą skorupą.

Łącznikiem pomiędzy tą onieśmielającą wizją a teraźniejszością ma być bohater Toma Cruise’a. Jego Jack – podobnie jak wcześniej Sandra Bullock w „Człowieku Demolce” czy Sean Bean w „Equilibrium” – jest jedną z tych postaci, które swój sentyment za naszą codziennością manifestują za pomocą rozmaitych przedmiotów.

Bullock miała w biurze plakat „Zabójczej broni”, Bean czytał poezję Yeatsa i Plath, a Cruise nie jest od nich wcale gorszy. Gdy nikt nie widzi, Jack z dziecięcą radością zakłada staromodną bejsbolówkę z emblematem ulubionej drużyny, podczytuje stare książki i słucha winyli Led Zeppelin. W zrujnowanym świecie przyszłości udaje mu się nawet znaleźć wymarzoną przystań – otoczoną zielenią urokliwą ruderę, w której składuje swoje skarby, ilekroć uda mu się zniknąć z radaru Victorii.

Film Kosinskiego stanowi dzięki temu prostą celebrację tego, co człowiecze i uczłowieczające – uczuć. Ale co zaskakujące, niekoniecznie tych względem drugiego człowieka. Owszem, pojawienie się Julii jest dla bohatera Cruise’a ważnym impulsem, ale tym, co najbardziej odróżnia go od pragmatycznej, mechanicznej Victorii, jest zrozumienie istoty sztuki, sportu i rozrywki – prostych, podstawowych czynności, które napędzają nas każdego dnia.

Jak w popularnym powiedzeniu: jesteśmy tym, co jemy. I co oglądamy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php