Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

26.04.2013
piątek

Park jurajski [8/10]

26 kwietnia 2013, piątek,

Powracający do kin „Park jurajski” wciąż doskonale się trzyma. Po 20 latach od premiery świat wykreowany przez Stevena Spielberga wygląda lepiej, niż niektóre z hollywoodzkich blockbusterów ostatniej dekady.

To, że w trakcie seansu „Parku…” weryfikację najpierw przechodzą efekty specjalne, jest zrozumiałe. Gdy w 1993 roku film wchodził na ekrany, głównie z ich powodu towarzyszyła mu atmosfera zachwytu i zadziwienia. Nikt nie spodziewał się, że dinozaury – największy kicz lat 90., zakodowany w nieskończonej ilości figurek, kolorowanek i pseudo-edukacyjnych albumów – na ekranie wyglądać będą tak żywo i autentycznie.

Sukces tej warstwy filmu Spielberg zawdzięcza niezwykle udanemu mariażowi tradycyjnych efektów mechanicznych i przełomowych efektów komputerowych, w roku 1993 wciąż jeszcze stosowanych z pewną dozą sceptycyzmu. Nie dziwi więc, że „Park…” trzyma się tak dobrze – ustanawiając technologiczny przełom, specjaliści od komputerowej animacji dołożyli wszelkich starań, by ich dzieło szybko się nie zestarzało.

Ale nawet najlepsze z ujęć wytworzonych w komputerze nie wytrzymują porównania z mechanicznymi, dalece bardziej przekonującymi sztuczkami Stana Winstona. Tych, wbrew pozorom, jest w filmie całkiem sporo. Co więcej, zaliczają się do nich najbardziej ikoniczne fragmenty „Parku…”: olbrzymie łapsko tyranozaura osiadające na błotnistym podłożu, raptory stukające pazurami o posadzkę czy brachiozaur wyciągający szyję w stronę drzewa, na którym schowali się bohaterowie.

Dwudziestoletni przeskok czasowy robi jednak swoje. Dziś, oswojeni z możliwościami nienowej już technologii i przyzwyczajeni do zakulisowego wglądu w proces jej wdrażania, więcej uwagi poświęcić możemy pozostałym, często niedoskonałym aspektom filmu. Zachwycony możliwością tego, co jest w stanie pokazać na ekranie, Spielberg nie tylko łamie w nim wyznawaną od czasu „Szczęk” maksymę, że mniej znaczy więcej, ale też bodajże po raz pierwszy od czasu niezobowiązującej komedii „1941” nie jest zainteresowany należytym pogłębianiem swoich bohaterów.

Postacie trójki naukowców, granych przez Sama Neilla, Laurę Dern i Jeffa Goldbluma utkane są z wygodnych określników (odpowiednio: sceptyk, entuzjastka i cynik), a gdy do akcji wkracza Wayne Knight jako podstępny naukowiec, który potajemnie wykrada embriony i próbuje uciec z wyspy, okazuje się, że jest to tylko slapstickowe, błazeńskie przedłużenie postaci niegodziwego Newmana, granej przez aktora w sitcomie „Kroniki Seinfelda”.

Ciekawostką jest, że najbardziej rozwinięta postać w „Parku…” – dobrotliwy, ale lekkomyślny i niepotrafiący przewidzieć konsekwencji swoich działań miliarder i pomysłodawca parku (Richard Attenborough) – jest w swym rysie zaskakująco zbliżona do samego Spielberga. Obu ich łączy kompulsywna, ekstatyczna potrzeba wzbudzania zachwytu za wszelką cenę, bez oglądania się na wynikające z tego konsekwencje.

Kilka rzeczy wciąż się jednak się nie zmieniło.

Po pierwsze, „Park jurajski” to doskonały synonim filmowej rozrywki: bardzo dosłowna wyprawa w nieznane, na którą zaciągani jesteśmy – zupełnie jak bohaterowie filmu – przez olbrzymie wrota tematycznego parku, odpowiednio rozentuzjazmowani, oczekujący nieskończonych atrakcji. Po drugie, to film wiary. Dzieci, które u Spielberga zawsze zajmowały miejsce szczególne, tu po raz pierwszy biorą sytuację w swoje ręce. Scena, w której Lex (Ariana Richards) i Tim (Joseph Mazzello) z łatwością łamią komputerowe zabezpieczenia, bez pardonu pokazuje, do kogo dzisiejszy świat należy. Po trzecie – i być może najważniejsze – to film o dinozaurach. Kto nie kocha dinozaurów?!

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Nie ma to jak serwowac odgrzewane kotlety. Tylko frajerzy pojda do kin.

  2. @RM11: rozumiem, że Ty swoje ulubione filmy ogladasz wyłącznie raz?

  3. Jestę frajerę w takim razie. 20 lat marzyłem o tym, żeby ten film zobaczyć w kinie i marzenie spełniłem. Bawiłem się świetnie, pomimo, że znam go na pamięć :)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php