Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

24.05.2013
piątek

Szybcy i wściekli 6 [6/10]

24 maja 2013, piątek,

Po znakomitej części poprzedniej, twórcy „Szybkich i wściekłych” tracą nieco panowanie nad kierownicą, ale w kryzysowych momentach wciąż potrafią szarpnąć nią na zakręcie. Po 12 latach i blisko 2 miliardach w box office, jest to już niemal opera mydlana – nie dziwi, że w szóstej części zza grobu powraca uwielbiana przez fanów Michelle Rodriguez, a w jednej ze scen Vin Diesel łapie ją w locie niczym Superman. Samochodowa seria Justina Lina wkroczyła właśnie na wyżyny filmowego kiczu, a obciachowa czołówka z fragmentami dotychczasowych części tylko to potwierdza.

Gdy w 2001 roku na ekrany wchodziła pierwsza część „Szybkich i wściekłych, wyreżyserowana jeszcze przez Roba Cohena, wpisany w serię obciach nie był tak świadomy. Pstrokate, tuningowane auta szły w parze z kiepskimi fryzurami i nabzdyczonymi frazesami o potrzebie szybkości. Ale już wtedy spod maski nieśmiało wyglądały zbawienna autoironia i kluczowe dla całej serii zagadnienia dotyczące przyjaźni i lojalności. Vin Diesel jako przywódca grupy wyrzutków i Paul Walker w roli gliniarza stojącego po ich stronie, dowcipkując i dogryzając sobie nawzajem, uformowali przymierze, które przetrwało do dzisiaj.

Nie obyło się jednak bez komplikacji. Gdy po sukcesie filmu Cohen, Diesel i Walker postanowili spróbować sił w osobnych projektach, dwie kolejne części musiały utrzymać się na powierzchni dzięki niesłabnącej popularności nielegalnych wyścigów. Efekt nie był już tak dobry. Dopiero, gdy serię przejął Lin, a gasnąca popularność Walkera i Diesla zmusiła ich do powrotu, wszystkim przypomniało się, o co tak naprawdę w pierwszym filmie chodziło.

„Stare części, nowy model” – zapowiadał slogan „Szybko i wściekle” w 2009. W filmie Lina zwiększyło się dotychczasowe tempo, zwiększyła się też stawka: bohaterowie z balansujących na granicy prawa kierowców rajdowych stali się wyspecjalizowanymi w ulicznych kradzieżach, ściganymi listami gończymi fachowcami, ciągle wymykającymi się szeroko zakrojonej obławie. Motyw nieustannej ucieczki pozwolił Linowi odzyskać ducha oryginału – poczucie jedności w obliczu zagrożenia skutecznie zdominowało kolejne wydarzenia.

W szóstej części zgraja wyrzutków pod wodzą Diesla i Walkera jest już dobrze zorganizowaną, wspierającą się w trudnych chwilach rodziną. Każdy ma tu ściśle określoną rolę – jedni prężą muskuły, inni rozdzielają kąśliwe riposty – a gdy jedno z nich ma problem, rozwiązują go wszyscy. Film Lina stanowi przy tym sprawdzoną mieszankę tego, co zadecydowało o sukcesie dwóch poprzednich części: auta koziołkują, duma pęcznieje, a bohaterowie sprzedają nam pocieszne dyrdymały. To już niemal współczesna „Akademia policyjna” – eksploatowana do granic możliwości saga, którą śledzić można tyleż z uczuciem zażenowania, co niesłabnącej fascynacji. Obciach się nie liczy, dopóki dostajemy dokładnie to, za co zapłaciliśmy: rozrywkę.

Do precyzji „Szybkiej piątki” nieco jednak zabrakło – pomimo całkiem niezłych pomysłów na sceny pościgowe, ich realizacja nie robi już spodziewanego wrażenia. Wiele ujęć siejącego spustoszenie czołgu czy katastrofy olbrzymiego samolotu dostawczego zrealizowano w komputerze, pozbawiając je realistycznego posmaku, jakim mogła poszczycić się część poprzednia. Także fabuła, nieposiadająca – poza wątkiem cudownie zmartwychwstałej Letty – dobrego punktu zaczepienia, pokazuje, że w baku serii powoli zaczyna brakować paliwa. Przed kolejną częścią, zaplanowaną na rok 2014, przyda się solidne tankowanie.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php