Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

7.06.2013
piątek

Hemingway i Gellhorn [4.5/10]

7 czerwca 2013, piątek,


Zrealizowana przez Philipa Kaufmana filmowa wersja romansu Marthy Gellhorn i Ernesta Hemingwaya przypomina momentami ich trudną relację: jest chaotyczna, niespójna i pozbawiona satysfakcjonującej puenty. 76-letni Kaufman, twórca m.in. „Nieznośnej lekkości bytu” i „Zatrutego pióra”, stając za kamerą po raz pierwszy od ośmiu lat, pokazuje z jak odległej pochodzi epoki.Udawany telewizyjny rozmach bierze u niego górę nad opowieścią, uwypuklając przy tym jej miałkość – jeden z najbardziej nagłośnionych i skomplikowanych romansów swoich czasów staje się pretekstem do wygłoszenia uniwersalnego banału o miłości jako polu niekończącej się bitwy.

Korespondentka i dziennikarka Martha Gellhorn poznała Hemingwaya w 1936 roku, podczas spędzanych na Key West wakacji. Ostrożna, skoncentrowana na karierze Gellhorn początkowo odrzucała zaloty nieokrzesanego pisarza, mającego zresztą opinię niepoprawnego kobieciarza, ale jak sama przyznaje – coś zaiskrzyło. Będąca następstwem tego spotkania wspólna podróż do nękanej wojną domową Hiszpanii stała się więc nie tylko polem zawodowej rywalizacji, ale też przyczynkiem burzliwego romansu, który trwał kolejnych 9 lat, aż do zakończenia II Wojny Światowej.

„Znaliśmy się na wojnach, a gdy akurat żadna się nie toczyła, wymyślaliśmy własną” – miała powiedzieć Gellhorn, co znakomicie podsumowuje ich oparty na potrzebie wzajemnej rywalizacji związek. Doświadczanie i relacjonowanie największych konfliktów zbrojnych pierwszej połowy XX wieku było dla nich emocjonalnym stymulantem, dającym ucieczkę od codziennych, często negatywnych emocji. Gdy tej wygodnej zasłony zaczęło w końcu brakować, konflikt przybierał realne kształty, rzutując na sprawy zawodowe i… łóżkowe, które (w domyśle twórców) zadecydowały w końcu o rozpadzie ich związku.

Przy tak postawionej tezie, film nie potrafi jednak przekonująco jej obronić. Pomiędzy tym, co zapisano w scenariuszu, a tym, co widać na ekranie istnieje pewna drażniąca niespójność.

Przykładowo, w jednej z początkowych scen podstarzała Gellhorn (cała opowieść przyjmuje formę jej wspomnienia) stwierdza, że nigdy nie lubiła seksu – miał on jedynie (przymusowo) spełniać oczekiwania kolejnych mężczyzn, w tym Hemingwaya. Pokazane w filmie zbliżenia dziennikarki z pisarzem wydają się jednak temu przeczyć – to właśnie ona, uwodzicielska i zmysłowa, zdaje się czerpać z nich przyjemność, podczas gdy on stopniowo traci nimi zainteresowanie, aż w końcu potrzebuje dodatkowego bodźca (np. widoku innego, młodszego ciała).

Chemia jaką mają na ekranie odtwórcy tytułowych ról, Nicole Kidman i Clive Owen, jest przy tym całkiem absorbująca, ale niezgrabna zamaszystość historii z czasem przytłacza ich kolejne tarcia.

W 14-milionowym, ustalonym przez stację HBO budżecie Kaufman próbuje pomieścić gaże aktorów, koszt wystawnych dekoracji i strojów z epoki, a w końcu także wysiłki speców od efektów komputerowych. Przymusowy kompromis widać tu gołym okiem – ot, choćby większość scen plenerowych wsparta jest odpowiednimi filtrami: sepią, czernią i bielą, charakterystycznymi zabrudzeniami. Te z kolei pomagają wkomponować w całość archiwalne wstawki maszerujących wojsk lub potyczek z frontu, których za takie pieniądze nie udałoby się nakręcić od podstaw.

Ograniczenia budżetowe sprawiają, że film traci na autentyczności, a jednocześnie wypychają na pierwszy plan aktorów. Kidman jest przekonująca w roli ambicjonalnej, nieskorej do kompromisów dziennikarki, walczącej ze słabością do wadliwego mężczyzny, ale jednocześnie wpada w pewien schemat – w podobnej masce widzieliśmy ją już np. w „Australii” Baza Luhrmanna. Grający Hemingwaya Owen wydaje się z kolei castingowym niewypałem. Nieradzący sobie z amerykańskim akcentem, niezdecydowany czy grać urokiem upadłego rozrabiaki, czy może przycisnąć pedał gazu i na dobre stać się nieznośnym rozpijaczonym sukinsynem, aktor miota się od pierwszej do ostatniej minuty.

Nie pomaga to filmowi w osiągnięciu spodziewanej kulminacji. Miast tego, łatwiej skupić się na wątkach pobocznych i przemykających przez ekran licznych postaciach.

Z bogatego drugiego planu warto wyłowić zwłaszcza Molly Parker i Parker Posey w rolach drugiej i czwartej żony Hemingwaya, zaś osobliwe wrażenie pozostawia po sobie wyłysiały David Strathairn jako pokrzywdzony pisarz John Dos Passos. Pewną ciekawostką jest też debiut aktorski perkusisty Metalliki Larsa Ulricha, który w filmie pojawia się jako filmowiec-propagandzista.

Jego obecność, momentami dość niezgrabna, nachalna, typowa dla aktora-nowicjusza, stanowi też dobre podsumowanie filmu. Kaufmanowi, podobnie jak Ulrichowi, udaje się od czasu do czasu trafić we właściwą nutę, ale przez większość czasu fałszuje.

Film od 31 maja dostępny na DVD. Wśród dodatków znaleźć można komentarz reżysera.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php