Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

26.06.2013
środa

Luther. Odcinek Zero

26 czerwca 2013, środa,

Nieczęsto się o tym pisze, ale pomysłodawcą serialu „Luther” nie jest przypadkowy scenarzysta, a popularny w Wielkiej Brytanii autor kryminałów Neil Cross. Jego surowe, świdrujące powieści (tak się przynajmniej o nich pisze na Wyspach – w Polsce nie wydano ani jednej) doczekały się kilku prestiżowych nagród, a telewizyjne perypetie Johna Luthera są na ich tle – jak uważa sam autor – zajęciem dorywczym. Początkowo książkowa wersja serialu może więc wydawać się po prostu mało refleksyjnym skokiem na kasę. Ale perspektywa szybko się zmienia – strona po stronie atmosfera się zagęszcza, a sylwetka detektywa Luthera, „wielkiego mężczyzny, który stawiał wielkie kroki”, wypełnia smolistymi detalami.

„Odcinek zero”, jak polski tytuł (angielski to „The Call” – „Wezwanie”) jasno wskazuje, opowiada o wydarzeniach mających miejsce bezpośrednio przed tymi przedstawionymi w pierwszym sezonie serialu. Poznajemy kulisy tej jednej sprawy – śledztwa w sprawie bezwzględnego mordercy i porywacza dzieci – która przesądziła o wszystkim, rozbryzgując duszę Luthera na londyńskim bruku.

Tym, co zadecydowało o popularności serialu jest fakt, że Luther, w przeciwieństwie do większości bohaterów tego typu, nie jest kolejnym wygadanym cynikiem, który zręcznymi dowcipami puentuje otaczające go zagłębie korupcji i zepsucia. A choć bohater grany przez Idrisa Elbę porusza się po świecie, który w konwencji noir od lat pozostaje taki sam – ponury, brudny, niegodziwy – to jest bodajże pierwszym detektywem, którego ta rzeczywistość wyraźnie przerosła.

Już na początku pierwszego odcinka obserwujemy pościg za mordercą. Luther dopada go na szczycie spiralnych schodów, a gdy już wyciąga z oprawcy wszystkie potrzebne informacje, pozwala (nie, pomaga!) mu spaść w otchłań. Od tego momentu rozpoczyna się mozolna wędrówka Luthera przez piekło – zrzucając podejrzanego ze schodów, w pewnym sensie spada razem z nim. Rzeczonym piekłem jest w sześcioodcinkowym serialu BBC Londyn, odmalowany jako groteskowe siedlisko zła.

Oto miasto, w którym słońce nie świeci, a szumowiny wystają na każdym rogu. Tutaj zbrodnia nie jest już po prostu zbrodnią – to rytuał, któremu oddają się coraz bardziej wyrafinowani i przebiegli zwyrodnialcy. By ich dopaść, potrzebny jest człowiek, który potrafi odnaleźć ten pierwiastek w sobie. Właśnie Luther.

Cross trzyma się przykazów serialu. I choć dopowiedzenie rozdziału, który dotąd pozostawał w sferze domysłów, wydaje się karkołomne, to autor wychodzi zeń obronną ręką. W jego książce poznajemy bohatera, który dopiero wykluwa się ze swojej skorupy, porzuca swój kokon złudzeń.Pościg za psychotycznym zabójcą, który nie zabija osób przypadkowych, a tylko te, którym zazdrości szczęścia (czyli najczęściej całe rodziny) ostatecznie łamie Luthera, przekonując go, że zło można zwalczyć już tylko złem. „Odcinek zero” to mozolna, łamiąca serce kronika jego upadku; kronika, w trakcie której bohater stopniowo traci wszystko – od złudzeń, po duszę – nie mogąc jednocześnie uwolnić się od swojego powołania.

Styl Crossa jest oszczędny, a dobór słów niezwykle precyzyjny. Autor nie traci miejsca na zbędne detale czy tanią nostalgię, a że jest przy tym szalenie przenikliwy, to opisana przez niego rzeczywistość okazuje się jeszcze bardziej surowa, na swój sposób namacalna.

Podobnie jak w serialu, motywem przewodnim książki jest uwikłanie w zbrodnię – wystarczy jedna niewłaściwa decyzja, jeden zły krok i jej macki dopadną każdego. Cross raz wtóry podkreśla, że wynaturzany, pozornie nieuporządkowany świat, po którym porusza się Luther, rządzi się swoją bezlitosną logiką. Przybliżone tu niuanse, jakie w serialu doprowadzą do romansu jego żony czy zbrodni popełnionej przez partnera, tylko to potwierdzają.

Na swój sposób “Odcinek zero” przypomina posępną powieść Jacka Ketchuma “Straceni”. Z jednej strony to znakomita rekomendacja, bo u Crossa znaleźć można ten sam bezwzględny świat, pełen wyrachowanej niegodziwości, to samo pełne niepokoju wyczekiwanie na to, co musi nieuchronnie nadejść, ale z drugiej to tylko luźne skojarzenie – zagłębianie się w żadną z postaci Ketchuma nie absorbowało tak bardzo, jak poznawanie Luthera.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php