Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie Off the Record - Piotr Pluciński o kinie

17.07.2013
środa

Sharknado [1/10]

17 lipca 2013, środa,

Filmowym hitem Internetu jest od ubiegłego tygodnia horror katastroficzny „Sharknado”, czyli w tłumaczeniu na polski: „Rekinado” lub po prostu „Tornado rekinów”. W premierowy czwartek na kanale SyFy film Anthony’ego C. Ferrante’a obejrzało blisko półtora miliona Amerykanów. I choć jest to zaledwie 38. wynik tego wieczoru, entuzjaści „rekiniego” kina szybko podłapali przyświecający filmowi absurd, zalewając Internet pirackimi kopiami.

Popularność „Sharknado” nie jest dziełem przypadku. Specjalizujące się w tego typu produkcjach studio Asylum i telewizja SyFy od lat zbijają fortunę na filmach „tak złych, że aż dobrych”. Monster movies, zwłaszcza te z rekinami, cieszą się specjalnym uznaniem – w minionych latach powstały już pod ich szyldem takie produkcje, jak „Sharktopus”, „Megaszczęki kontra megamacki” czy „Rekiny z plaży”. Zamysł im przyświecający jest zawsze ten sam – ma być tanio i absurdalnie. Produkowane na potęgę filmy o rekinach podryfowały tym samym daleko od sukcesu „Szczęk” Spielberga, stając się synonimem gatunkowej tandety.

Dlaczego więc nie nakręcić dobrego filmu o rekinach? „A po co? – dziwił się podczas jednego z wywiadów producent David Michael Latt. „Dobry film wymaga dwóch rzeczy – chęci i pieniędzy. My nie mamy ani jednych, ani drugich. Ale mamy pomysły”. I faktycznie, dzięki swoim absurdalnym fabułom niskobudżetowe produkcje telewizji SyFy zyskują kolejno miano kultowych. Tornado rekinów to zaledwie wierzchołek góry lodowej – w portoflio stacji znajdują się także filmy o rekinach pływających w piasku czy… skrzyżowanych z ośmiornicą.

Pomysł, by wodna trąba powietrzna pochwyciła z oceanu dziesiątki, setki rekinów, a następnie rozrzuciła ja po niespodziewającym się niczego Los Angeles wydaje się  jednak szczególnie niedorzeczny. I całe szczęście, bo im głupszy scenariusz, tym więcej zabawy.

Kino celowo złe nie jest oczywiście konceptem nowym, a podobnych „hitów” jest wokół na pęczki, ale tym, co wyraźnie odróżnia produkcje Asylum i SyFy od dziesiątek podobnych, upadłych pseudo-blockbusterów kręconych za przysłowiową „garść dolarów” jest fakt, że ich twórcy trzymają się z dala od zmiękczającej estetyki pastiszu. Swoje filmy robią na ogół na serio, bez ciągłego mrugania do widza, który zdaje sobie sprawę z tego, co ogląda. Zamysł jest prosty – jeśli ma powstać film zły, to niechaj taki powstanie. Bez oglądania się na cokolwiek.

Kluczem do sukcesu jest w tym przypadku sprawnie przeprowadzony casting – do ekipy zapraszani są na ogół szeregowi wyrobnicy, którzy o swoim rzemiośle wiedzą niewiele, a nieznaną, często amatorską obsadę zasilają upadli celebryci, którzy za parę srebrników zgodzą się w tym cyrku uczestniczyć.

Nie inaczej jest w przypadku „Sharknado”. Reżyserem filmu jest „specjalista” od charakteryzacji, scenarzystą – były fotograf, a w obsadzie znaleźć można nazwiska Tary Reid, ostatnio bardziej znanej ze swoich problemów z alkoholem, niż dorobku aktorskiego, czy Iana Zieringa – zapomnianego Steve’a z „Beverly Hills 90210”. Oglądanie jak zmagają się już nie tylko z tornadem rozrzucającym po mieście krwiożercze rekiny, ale i wymykającą im się z rąk młodością, ma w sobie zarazem coś z bezlitosnej eksploatacji i kłopotliwej satysfakcji.

Także rzemiosło nie pozostawia złudzeń. Film jest tak nieprawdopodobnie źle nakręcony, że zawstydza większość dotychczasowych produkcji spod znaku Asylum/SyFy. I nie chodzi tu nawet o efekty komputerowe, które tradycyjnie już są po prostu tragiczne, ale także o takie podstawy jak ciągłość sekwencyjna (w obrębie jednej z początkowych scen, zależnie od ujęcia, widać słoneczne popołudnie i burzowy “podwieczorek”) czy dbałość o najbardziej rzucające się w oczy detale (w scenie ewakuacji dzieci ze szkolnego autobusu gołym okiem widać, że na linie wciągani są… dorośli).

Po co więc w ogóle takie „Sharknado” oglądać? To proste – dla zabawy. Umiejętność czerpania przyjemności z kina upadłego, doszczętnie złego, jest równie ważna, co wyciągania niuansów z tego najbardziej wysmakowanego. Poza tym, z całą tą rekinią hucpą jest trochę jak z „Faktem” czy „Super Expressem” – w duchu nimi gardzimy, ale głupoty, jakie tam się publikuje, przynoszą nam sporo radości.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Ten film to masakra.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php